Czeczeńska muzułmańska bohaterka

„Być czeczeńską muzułmanką to walczyć, gdy wydaje się, że cały świat jest przeciwko tobie” – powiedziała Maaret Salamowicz, po czym młoda kobieta wyszła z gabinetu menedżera z wysoko uniesioną głową. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, a przynajmniej tak głosił zachodni stereotyp w takich sytuacjach. Zdaniem Maaret, Walter, menedżer Tim Hortona, mógł sobie wziąć tę cholerną posadę i wsadzić ją tam, gdzie słońce nie dochodzi.

„Maaret, nie powinnaś była tracić panowania nad sobą, rozmawiając z tym klientem, nawet jeśli był zły” – powiedział Walter nieco lekceważąco. Jedyną odpowiedzią Maaret było niedbale wzruszenie ramion. Ta konkretna rozmowa była praktycznie skończona. Irytujący człowieczek i jemu podobni mogliby iść do diabła, gdyby Maaret cokolwiek obchodziło. Żadna praca nie była warta poczucia godności młodej kobiety, a ten bigoteryjny pajac, który negatywnie skomentował jej hidżab, zasłużył na każdą zniewagę, jaką mu rzuciła…

Maaret urodziła się w Aul (rodzaj ufortyfikowanej wioski, powszechnej w górach Kaukazu) w Aldi, w dolinie rzeki Sunża, na terytorium łączącym Osetię Północną, Inguszetię i Czeczenię. W jej żyłach płynęła krew stoickich, wojowniczych czeczeńskich muzułmanów i nawet po trzech latach mieszkania w Ottawie w Ontario, były pewne rzeczy, których po prostu nie mogła zrobić…

W Ottawie w Ontario jedną z pierwszych rzeczy, jakie Maaret zauważyła, była przeraźliwa bierność, agresja i fałsz ludzi. W Czeczenii, a zresztą w całej Federacji Rosyjskiej, ludzie nie ukrywali swoich uczuć. Jako czeczeńska muzułmanka, Maaret doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co większość etnicznych Rosjan do niej czuje, i bez lęku patrzyła im w oczy, niemal prowokując ich do powiedzenia czegoś.

„Rosjanie nas nienawidzą i są naszymi wrogami aż do dnia Sądu Ostatecznego” – ostrzegł ją ojciec Maaret, Timur Salamowicz, imam wioski Aldi. Ojciec i córka po raz pierwszy odwiedzili Moskwę, stolicę Rosji, cztery lata temu. Ubrani w tradycyjne islamskie stroje, zdecydowanie wyróżniali się w rozległej metropolii, której większość mieszkańców stanowili etniczni Rosjanie, co było zrozumiałe.

„Nie ma mowy, żebym zapomniała, Otets (Ojcze), zaufaj mi” – odpowiedziała Maaret i razem z córką odwiedzili prestiżowy Moskiewski Państwowy Uniwersytet Leśny. Maaret chciała zostać inżynierem i pracować w sektorze ochrony środowiska. Kiedyś Maaret marzyła o tym, by zostać opiekunką rozległego i zróżnicowanego środowiska, jakim jest rosyjski krajobraz, chroniąc przyrodę w miarę jak populacja rosła. Niestety, los miał inne plany.

Napięcia między samą Rosją a narodem czeczeńskim nie były niczym nowym, ale rosyjski rząd obawiał się wznowienia dążeń Czeczenii do niepodległości. W przeszłości przywódcy religijni, tacy jak szejk Mansur, doprowadzili naród czeczeński do otwartego buntu przeciwko rosyjskim siłom zbrojnym. Kiedy ojciec Maaret, imam Timur, przemawiał na spotkaniu czeczeńskich studentów muzułmańskich w Moskwie, rząd posunął się do aresztowania starca i uwięzienia go bez procesu.

„Uciekaj z tego kraju, moja droga, Rosja nie jest dla ciebie bezpieczna” – powiedział imam Timur do Maaret, kiedy ostatni raz widziała swojego ojca. Był przetrzymywany w areszcie w rosyjskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, dokąd przeniosła go moskiewska policja. Jedynym powodem, dla którego Maaret pozwolono odwiedzić imama Timura, była jego jedyna córka…

„Otets (Ojcze), nie opuszczę cię” – zaprotestowała Maaret, po czym została wywleczona z miejsca odwiedzin przez uzbrojonych strażników. Maaret została bezceremonialnie wyrzucona z budynku przez strażników i rzucona na ruchliwą, zaśnieżoną ulicę. Gdy młoda kobieta, upokorzona i zraniona, z trudem podnosiła się na nogi, jeden ze strażników nazwał ją Czeczeniec Szlucha, co po rosyjsku oznacza „czeczeńska dziwka”.

Ze łzami w oczach Maaret odeszła, a tej samej nocy uciekła z Moskwy. Z pomocą starych przyjaciół rodziny Maaret opuściła Rosję i spędziła jakiś czas w Wielkiej Brytanii, ubiegając się o azyl. Było to w dniach po incydencie w Bostonie i podobnie jak jej bliski sojusznik, Ameryka, Wielka Brytania nie chciała mieć nic wspólnego z Czeczenami. Dla Maaret decyzja została podjęta – pojedzie do Kanady.

Początkowo Maaret Salamowicz była zakochana w Kanadzie, jedynym kraju, który z otwartymi ramionami przyjmował wygnańców, którymi była. Kanada charakteryzowała się o wiele większą różnorodnością rasową i kulturową niż Rosja, ale z czasem młoda kobieta zrozumiała, że ​​ten cudowny, nowy kraj ma swoje własne problemy. W Rosji nienawiść do odmienności jest tak powszechna jak płatki śniegu zimą, ale w Kanadzie ksenofobia była starannie ukrywana.

Maaret widziała, jak ci rzekomo grzeczni i porządni Kanadyjczycy traktowali tych, którzy do nich nie wyglądali. Jako muzułmanka z Europy Wschodniej nosząca hidżab, Maaret była dla nich zagadką i nie wiedzieli, co o niej myśleć. Wielu z nich zastanawiało się, czy nie pochodzi z Turcji lub Iranu, ale Maaret zawsze z dumą przyznawała się do swoich czeczeńskich korzeni…

Dla Maaret była przede wszystkim muzułmanką, dopiero potem Czeczenką, a cała reszta była na trzecim miejscu. Kiedy biali Kanadyjczycy wygłaszali uwagi na temat muzułmanów, błędnie sądząc, że każdy muzułmanin jest osobą innej rasy niż biała, pochodzącą z czarnych i brązowych regionów świata, Maaret zabierała głos bez strachu i wstydu. Po tych wybuchach często zapadało zdumienie i głucha cisza…

Maaret wyszła z Tim Horton’s i szła dalej, aż dotarła do przystanku autobusowego, dogodnie położonego około dwustu metrów od restauracji. Nadjechał autobus OC Transpo, a Maaret przycisnęła swój błękitny studencki bilet autobusowy do czytnika zielonej karty, który wydał charakterystyczny dźwięk „pyk”. Skinęła głową do uśmiechniętego kierowcy autobusu, po czym weszła głębiej do zatłoczonego pojazdu.

Na wiejskich terenach Czeczenii, gruntowe drogi i skaliste urwiska sprawiają, że autobusy poruszają się po nierównym terenie, co utrudnia jazdę. Maaret nie tęskniła za tymi drogami, ale nie przepadała za zatłoczonymi autobusami. Ottawa była dla niej dużym miastem, liczącym zaledwie około miliona mieszkańców. W Kanadzie były większe miasta, takie jak Montreal i Toronto, a sama myśl o byciu otoczoną przez tak wielu ludzi sprawiała, że ​​Maaret czuła się nieswojo.

Maaret stała na środku autobusu, trzymając się żółtego drążka, wciśnięta między trójkę młodych mężczyzn w jednakowych marynarkach Ottawa Senators i starszą parę, która patrzyła na nią z nieskrywaną ciekawością. Maaret westchnęła, a jej wzrok padł na brązowoskórą, atrakcyjną młodą kobietę w hidżabie i długiej sukni. Młoda kobieta spojrzała na Maaret i uśmiechnęła się, a Maaret odwzajemniła uśmiech. Miło widzieć współmuzułmankę, pomyślała Maaret.

Jedną z rzeczy, które Maaret lubi w swoim nowym mieście, jest fakt, że jest tu mnóstwo muzułmanów, przybywających z całego świata. Afrykanie, Arabowie, mieszkańcy Azji Południowej, a nawet nowi muzułmanie z Karaibów, Ameryki Łacińskiej i innych miejsc. W meczecie, do którego Maaret chodziła modlić się wcześnie rano w piątki, spotykali się siostry i bracia wszystkich odcieni, celebrujący swoją wiarę islamską. To było piękne przeżycie.

„Siostro, czy zechciałabyś usiąść?” – rozległ się nieznany męski głos. Maaret zamrugała ze zdziwienia i spojrzała na nieznajomą. Wysoki, ciemnoskóry młody mężczyzna wstał z miejsca, uśmiechnął się do niej i delikatnie skłonił głowę. Maaret spojrzała na młodzieńca i domyśliła się, że jest muzułmaninem, sądząc po granatowym thawbie, który miał na sobie na dżinsach, i błękitnym kapeluszu kufi.

„Yyy, dziękuję, bracie” – powiedziała Maaret po krótkim wahaniu, po czym usiadła. Młody mężczyzna skinął głową i nic więcej nie powiedział. Spojrzał na zegarek i zacisnął usta. Maaret, która stała przez ostatnie pięć godzin w Tim Horton’s, z radością zajęła miejsce. Praca na stojąco przez cały dzień była męcząca, ale radzenie sobie z rozgniewanymi klientami i nieżyczliwymi menedżerami, cóż, to przebijało wszystko.

Autobus ruszył w stronę centrum, a Maaret patrzyła, jak tłumy młodych ludzi w jej wieku wsiadają do Baseline, większość z nich napływała z pobliskiego Algonquin College. Po uzyskaniu stałego pobytu w Kanadzie po latach imigracyjnego zawieszenia, Maaret w końcu mogła studiować, pracować i robić wiele innych rzeczy, które kanadyjscy obywatele uważali za oczywiste. Zdobędę wykształcenie i sprawię, że moi Otets będą dumni, przyrzekła w duchu Maaret.

Maaret siedziała tam, rozmyślając o przyszłości, podczas gdy autobus ruszył dalej. Na stacji Lincoln Fields weszło trzech młodych mężczyzn, a jeden z nich trzymał kubek z kawą, gdy autobus nagle szarpnął do przodu. Młody mężczyzna w stroju Thawb, o ciemnej karnacji, który wcześniej ustąpił Maaret miejsca, stał obok faceta z kubkiem z kawą, a kiedy autobus zatrząsł się, uderzył łokciem w drugiego mężczyznę, przez co ten upuścił kawę.

„Hej, muzułmaninie, przez ciebie straciłem panowanie nad sobą” – powiedział Pan Filiżanka Kawy, patrząc na swój rozlany kubek, a potem na brata, którego twarz była starannie pozbawiona wyrazu. Kiedy wydawało się, że nie wywołał żadnej reakcji u drugiego gościa, Pan Filiżanka Kawy stanął mu na drodze i popchnął go. Mocno. Dwa razy. Reakcja brata w Thawbie była natychmiastowa. Zamachnął się pięścią i uderzył Pana Filiżankę Kawy w szczękę.

Pan Filiżanka upadł jak worek ziemniaków, a jego dwaj towarzysze rzucili się na brata, gotowi do ataku. Obserwując trójstronną walkę wraz z innymi pasażerami, Maaret nie mogła uwierzyć własnym oczom. Brat walczył dzielnie, ale był w mniejszości, a dwaj mężczyźni, z którymi się zmierzył, byli znacznie więksi niż Pan Filiżanka.

„Zawsze broń swoich współwyznawców” – mawiał często ojciec Maaret w Czeczenii, a pod nieobecność starca młoda kobieta wiernie słuchała jego słów. Z okrzykiem wojennym, którego zaciekłość zaskoczyła nawet ją samą, Maaret rzuciła się do walki. Mierząc pięć stóp i dziewięć cali, ważąc marne sto czterdzieści pięć funtów, Maaret nie była delikatną damą, więc kiedy zacisnęła pięść i uderzyła jednego z chuliganów w szczękę, ten palant z pewnością to odczuł.

„Suka, jesteś z tym Murzynem?” – zapytał chuligan, krępy, rudy facet z brodą, pocierając szczękę. Maaret wzruszyła ramionami, a kiedy się na nią rzucił, uniknęła jego ciosu, tak jak robiła to jej idolka, legenda MMA i UFC, Ronda Rousey, i złapała go za ramię w dźwignię. Facet zawył z bólu, gdy Maaret wykręcała się z całych sił, i kontynuowała wykręcanie, aż poczuła, jak coś pęka.

Brat w stroju Thawb chwycił swojego przeciwnika w dźwignię na głowę, gdy kierowca autobusu całkowicie się zatrzymał. Współpasażerowie rozdzielili walczących, a ludzie patrzyli na Maaret i wysokiego, ciemnoskórego nieznajomego, jakby mieli dwie głowy. Maaret spojrzała na nich, na tych zdezorientowanych, zszokowanych Kanadyjczyków, a potem na konsekwencje tego, co zrobiła ona i jej współwyznawca, muzułmanin.

Pan Filiżanka Kawy wciąż był nieprzytomny, jego kumpel miał złamaną rękę, a trzeci mężczyzna krwawił z czoła i wargi, gdzie uderzył go pan Thawb. Musimy stąd natychmiast uciekać, pomyślała Maaret i spojrzała na kierowcę autobusu, siwowłosego mężczyznę o brązowej skórze, i zobaczyła, że ​​rozmawia przez telefon, prawdopodobnie kontaktując się z władzami.

„Bracie, musimy iść” – powiedziała Maaret, chwytając pana Thawba za rękaw. Młody czarnoskóry mężczyzna spojrzał na nią, najwyraźniej w szoku. Maaret pobiegła prosto do tylnych drzwi i pchnęła je. Nacisnęła żółty przycisk z całej siły, ale drzwi po prostu się nie otworzyły. Jesteśmy skończeni, pomyślała Maaret. W każdej chwili mogli przyjechać policjanci z OC Transpo i aresztować ją i tego Afrykanina za to, że ośmielili się skopać komuś rasistowski tyłek.

„Siostro, pozwól mi” – powiedział pan Thawb, a kiedy Maaret się cofnęła, krzepki młody czarnoskóry mężczyzna oparł się ramieniem o drzwi. Maaret skrzywiła się, słysząc chrzęst, a potem drzwi się otworzyły. Na oczach zszokowanych pasażerów, dwaj awanturnicy wysiedli z autobusu i ruszyli prosto w stronę skrawku zieleni otaczającego ładne domy, ustawione w rzędzie przed ostatnim przystankiem autobusowym przed stacją Westboro.

„Było cholernie blisko” – powiedziała Maaret z uśmiechem do pana Thawba, gdy siedzieli w kawiarni Bridgehead przy Mac Rae Avenue, w sercu pięknego, modnego Westboro. Młody mężczyzna skinął głową i potarł nadgarstek, a kiedy Maaret poprosiła, żeby mu go pokazała, pokazał jej. Maaret skrzywiła się, widząc paskudną ranę na jego nadgarstku, po czym podała mu serwetkę, którą posłusznie dotknął.

„Siostro, chciałbym ci podziękować za pomoc, jestem Rashid Akol z Sudanu Południowego” – powiedział w końcu młody mężczyzna. Maaret skinęła głową, a potem impulsywnie zacisnęła pięść i uniosła dłoń w górę. Rashid spojrzał na nią bez wyrazu, a Maaret przewróciła oczami. Ten brat zdecydowanie pochodzi z daleka, zdaje się nawet nie znać północnoamerykańskiej kultury, pomyślała zdumiona Maaret.

„Miło cię poznać, Rashid, eee, miałeś to odepchnąć” – powiedziała Maaret ze śmiechem, a Rashid skinął głową, mrugnął, a następnie delikatnie przycisnął zaciśniętą pięść do jej dłoni. Młoda kobieta pokręciła głową, po czym upiła łyk kawy. Spojrzała na swojego nowego znajomego, jeśli nim był, i zastanawiała się nad nim. Maaret nie odniosła żadnych obrażeń podczas bójki z autobusową trójką chuliganów, ale Rashid tak, ale znosił swoją ranę ze stoicką godnością godną Czeczena.

„Nie powinienem był zareagować w ten sposób, jestem studentem zagranicznym, a mój ojciec ostrzegał mnie przed kłopotami w Ottawie” – powiedział Rashid, a jego szerokie ramiona opadły smutno. Maaret spojrzała na niego, niepewna, jak zareagować. W autobusie wysoki, ciemnoskóry młody Afrykanin zaciekle walczył ze swoimi dręczycielami, ale teraz wydawał się zniechęcony i niemal nieśmiały. Musi odzyskać zapał, pomyślała Maaret, przypominając sobie, jak ojciec wychował ją na wojowniczkę.

„Rashid, jesteśmy muzułmanami, a nasza święta księga nakazuje nam bronić naszej wiary, a nasi muzułmańscy bracia i siostry w całej Ummie, dążymy do pokoju, kiedy to możliwe, i walczymy, kiedy to konieczne” – powiedziała poważnie Maaret, a Rashid spojrzał na nią. Kiedy ich oczy się spotkały, zobaczyła, jak zwątpienie i strach znikają, zastąpione ponurą determinacją.

„Maaret, siostro, z pewnością masz duszę, skąd jesteś?” – zapytał Rashid, uśmiechając się blado, a na jego ciemnej (i, ośmieli się powiedzieć, dość przystojnej) twarzy malował się podziw. Maaret uśmiechnęła się i skinęła głową z wdzięcznością, bo zawsze chętnie opowiadała o swojej ukochanej, a teraz dalekiej ojczyźnie, Czeczenii, zwłaszcza swoim współwyznawcom, z których wielu nie wiedziało o niej od Jacka.

„Rashid, jestem z Czeczenii i dziś właśnie rzuciłam pracę i musiałam się trochę zrelaksować, stąd ta awantura w autobusie. Pomoc ci była tylko miłym dodatkiem” – powiedziała Maaret, chichocząc, popijając kawę. Kawa Bridgehead smakowała lepiej niż ohydny napój, który Walter i jego poplecznicy parzyli w Tim Horton’s w Nepean w Ontario, miejscu, które Maaret właśnie opuściła.

„Maaret, moja siostro, jeśli możesz być przykładem, kobiety w Czeczenii to wojowniczki” – powiedział Rashid z uśmiechem, a Maaret miała właśnie odpowiedzieć, gdy do kawiarni weszła trójka policjantów z Ottawy i ruszyła w stronę ich stolika. Kiedy pada, to cholerny monsun, pomyślała Maaret, gdy trójka policjantów zaczepiła ich z ponurymi minami.

Maaret Salamovich i Rashid Akol zostali wyprowadzeni z przyczółka w kajdankach, na oczach zszokowanych pracowników i klientów. Następnie para została przewieziona na komisariat policji w Ottawie, zlokalizowany w centrum miasta, przy ulicy Elgin. Lokalne media nazwały ich „awanturnikami z autobusów OC Transpo”, a ich zdjęcia ukazały się w gazecie „Ottawa Solar”.

Na szczęście dla Maaret i Rashida ich sława nie trwała długo, ponieważ nagranie całego incydentu zostało opublikowane na YouTube przez współpasażera, który nagrał całe zdarzenie. Oboje zostali zwolnieni bez postawienia zarzutów, a następnie zaproszeni do rozmowy z CTV News przez legendarne reporterki Lindę Custer i Lenę Laroche. Tam, przed całą Kanadą, słynna para podzieliła się historią o tym, jak przeżyła atak na tle rasowym i religijnym.

„Chyba jesteśmy teraz sławni” – powiedziała Maaret do Rashida, gdy kilka dni później spacerowali po kampusie Algonquin College. Rashid skinął głową, a sądząc po uśmiechach i spojrzeniach, które on i Maaret otrzymywali po raz drugi i trzeci, musiał się zgodzić z jej oceną. Byli w telewizji, a ludzie teraz nazywali ich bohaterami – studentką zagraniczną i byłą kelnerką/kelnerką, która walczyła z rasistami i wygrała.

„Szkoda, że ​​nie jesteśmy bogaci” – powiedział Rashid z uśmiechem, a Maaret spojrzała na niego. W ciągu ostatnich kilku dni została aresztowana, a następnie zwolniona, pojawiła się w telewizji, a jej zdjęcie krążyło po wiadomościach, internecie i prasie, bo ludzie nie mogli się nią nasycić. Maaret, która zazwyczaj wolała trzymać się z daleka od tłumu, szczerze mówiąc, zaczynała lubić to zainteresowanie.

„No cóż, dostałam nową pracę jako kelnerka w Shawarma Empire, więc to tyle” – powiedziała z nadzieją Maaret, a Rashid skinął głową. Ostatnio spędzali ze sobą dużo czasu i trochę się poznali. Rashid studiował zarządzanie w Algonquin College, a jego studia były finansowane przez rząd Sudanu Południowego. Po ukończeniu studiów Rashid miał wrócić do domu i pracować dla swojego ludu.

„Świetnie, mam pracę na pół etatu w firmie ochroniarskiej, brat musi związać koniec z końcem, rozumiesz?” – powiedział Rashid poważnym tonem, a Maaret żartobliwie szturchnęła go w żebra. Stali w centrum studenckim i, o ile Maaret mogła stwierdzić, to było centrum kampusu. Młodzi ludzie w ich wieku przechodzili obok, zajęci swoimi sprawami. Maaret zazdrościła im i miała nadzieję, że wkrótce dołączy do nich w tej fantastycznej szkole.

„Siostra też musi związać koniec z końcem” – powiedziała Maaret, po czym, pełna natchnienia, stanęła na palcach, chwyciła oszołomionego Rashida i pocałowała go w pełne usta południowosudańskiego muzułmanina. Rashid był, delikatnie mówiąc, zaskoczony zachowaniem Maaret. W jednej chwili młoda czeczeńska muzułmanka stała przed nim, a w następnej go objęła i pocałowała.

„Hmm, ojej, jakie to było miłe” – powiedział Rashid, nerwowo uśmiechając się do Maaret, gdy oderwali się od siebie, by zaczerpnąć powietrza. A raczej, gdy oderwała usta od jego ust. Maaret uśmiechnęła się i skinęła głową, ale poza tym dla odmiany milczała. Rashid, w nagłym przypływie śmiałości, przyciągnął ją do siebie i spojrzał na Maaret. Podziwiał tę piękną, dziwną muzułmankę z dalekiego kraju, której tak wiele zawdzięczał. Tym razem ją pocałował.

Powiedzenie, że Maaret Salamovich i Rashid Akol pochodzili z różnych światów, byłoby niedopowiedzeniem. Niemniej jednak, choć para przyciągała mnóstwo spojrzeń, gdy przechadzali się po centrach handlowych, parkach, kinach i restauracjach stolicy Kanady, trzymając się za ręce, łączyło ich coś, czego większość ludzi nigdy by się nie domyśliła, patrząc na nich. Och, nie chodzi o ich wiarę islamską, choć to ona stanowi istotną część ich tożsamości. Nie, chodzi o to, że są dwojgiem porywczych awanturników, którzy się w sobie zakochali.

Jak na praktykujących muzułmanów przystało, Rashid i Maaret starali się zachować zasady halal, rzadko wychodząc poza pocałunki, uściski i pieszczoty. Pewnej nocy, relaksując się w jednopokojowym mieszkaniu Maaret na przedmieściach Vanier, coś się zmieniło. Stało się to, gdy siedzieli na kanapie w salonie Maaret, oglądając „Płaszcz i Sztylet”, popularny serial telewizyjny z parą bardzo do nich podobną. Rashid i Maaret w końcu przenieśli się na wyższy poziom.

„Ta Olivia Holt to przepiękna dziewczyna” – powiedział Rashid z uśmiechem, gdy on i Maaret skończyli oglądać swój ulubiony serial. Ubrany w niebieski T-shirt i czarne dżinsy, Rashid wyglądał dobrze. Maaret miała na sobie czerwony podkoszulek i szare spodnie dresowe, a jej długie blond włosy, po raz pierwszy, nie były zakryte hidżabem. Czuła się w towarzystwie Rashida na tyle swobodnie, że pokazała mu włosy. Stał się dla niej kimś wyjątkowym w ostatnim czasie.

„Tak, tak, ale mój tyłek jest większy niż jej” – powiedziała Maaret, uśmiechając się łobuzersko do Rashida. Wstała z kanapy i skierowała się do kuchni. W połowie drogi schyliła się, żeby pozbierać jakieś kłaczki czy coś z dywanu, a wzrok Rashida podążył za nią, zatrzymując się na jej obfitym tyłku. Maaret odwróciła się i przyłapała go na patrzeniu, po czym roześmiała się radośnie.

Leave a Comment