Historycy z Imperium Kush powiedzą, że jestem kłamcą, ale mnie to nie obchodzi. Co w ogóle wiedzą ci głupcy, którzy nazywają siebie uczonymi i archiwistami starożytnej Afryki? Czytają o wydarzeniach sprzed ich czasów i rozważają ich znaczenie, podczas gdy ja tam byłem i doświadczałem tego, o czym mówię. I ty ani nikt inny nie ośmielaj się nazywać mnie zdrajcą. Niektórzy z największych patriotów świata zostali nazwani zdrajcami…
Oto opowieść o tym, jak ja, Utatrerses, syn kuszyckiej szlachcianki, która legalnie poślubiła księcia Aksum, zostałem pozbawiony praw do dziedziczenia po ojcu w wyniku zdrady mojego wuja Izara. Ta zbrodnia została dokonana przy współudziale tzw. Cesarskiego Dworu Kusz. Stało się to za panowania cesarzowej Makedy, legendarnej królowej Saby, która panowała nad Imperium Kuszyckim w latach 1005–950 p.n.e.
Na długo zanim przemieniłem się w to, kim jestem dzisiaj – istotę, która kroczy nocą i pije krew żywych – byłem śmiertelnikiem, który gardził Imperium Kusz. A teraz, gdy jestem Nieśmiertelny, moja nienawiść do wszystkiego, co kuszyckie, wzrosła tysiąckrotnie. Większość moich współbraci Nieśmiertelnych uważa, że powinienem odłożyć gniew na bok i iść naprzód. Wierzę w rozliczanie się, a to, gdzie byliśmy i co zrobiliśmy, bo przecież to właśnie one czynią nas tym, kim jesteśmy. Bez zbędnych ceregieli, mam dla was historię…
„Utatrerses, co wy, drzemiecie? Te skały same się nie rozwalą” – warknął Abu-Kar, krzepki, mahoniowy kuszycki nadzorca. Mierzący 198 cm Abu-Kar był ode mnie o kilka cali wyższy i znacznie potężniejszy. Zbudowany jak wół. Jego potężna budowa i surowa, brzydka twarz onieśmielały wielu więźniów, w tym mnie. Wielokrotnie byłem świadkiem okrucieństwa nadzorcy i nie miałem ochoty doświadczać tego na własnej skórze.
Podobnie jak wszyscy więźniowie największego więzienia Napaty, zostałem powołany do służby Jej Królewskiej Mości, cesarzowej Makedy z Kush. Czy mi się to podoba, czy nie, moim zadaniem jest ulepszenie dróg prowadzących w góry Kush – zdradliwej sieci dróg łączącej stolicę Napaty z jej mniejszym rywalem, miastem Meroe. Taki los mnie spotkał po tym, jak straciłem łaskę…
„Tak, milordzie” – odpowiedziałem, a ciemna, surowo ociosana twarz Abu-Kara wpatrywała się we mnie niczym maska pogardy. Dostrzegłem w jego obsydianowych oczach surową nienawiść i westchnąłem z niepokojem. Wysoki, ciemnowłosy i potężnie umięśniony, z ogoloną głową i gęstą brodą, Abu-Kar był kiedyś żołnierzem w kuszyckiej armii cesarskiej. Nikt nie wie, jak został nadzorcą w więzieniu Napaty. Myślę, że kuszyccy żołnierze znudzili się tym brzydkim, bezmyślnym brutalem i wysłali go, by znęcał się nad mniej fortunnymi, takimi jak ja.
„Zadrwijcie ze mnie jeszcze raz, Utatrerses, a żywcem was obedrę ze skóry” – odparł Abu-Kar, a jego donośny głos sprawił, że skrzywiłem się, choć mimochodem wzruszyłem ramionami i wróciłem do swojego zajęcia. Chciałem powiedzieć temu bydłu, żeby poszedł się parzyć z krową, ale milczałem. Z wielkim młotem kowalskim kontynuowałem bicie w skały, mając za plecami bezlitosne afrykańskie słońce. Czasami zastanawiam się, czym obraziłem Aspeltę, ubóstwionego króla Kush, na którego przysięga większość moich rodaków, że zasłużyłem na taki los…
„Utatrerses, myślę, że Nadzorca jest w was zakochany, chce tylko dać wam czułą opiekę” – rozległ się głos ociekający śmiechem. Odwróciłam się, by spojrzeć na mojego współwięźnia, młodego mężczyznę o imieniu Her-Si, pochodzącego z krainy Punt. Wysoki i szczupły, z falującymi ciemnymi włosami i ciemnobrązową skórą, Her-Si przypominał mieszkańców Aksum, lud mojego ojca. Aksum i Punt sąsiadują ze sobą, choć historycznie te dwa narody nie dogadywały się ze sobą…
„Zajmij się swoimi sprawami, Her-Si, nie mam nastroju” – warknąłem, ocierając pot z czoła. Her-Si roześmiała się i kontynuowała odłupywanie zbocza góry, a ja na chwilę przystanąłem. Gdziekolwiek spojrzałem, widziałem krzepkich mężczyzn przy pracy. Dziesiątki Więźniów, liczące setki, pracowicie odbudowywały długą drogę w górach, oddzielającą miasto Napata od miasta Meroe. Moi współwięźniowie, harujący w bezlitośnie palącym słońcu…
Los sprowadził tu tych nieszczęśników, niczym bezlitosną panią, którą jest i zawsze będzie. Większość z nich to krnąbrni obywatele Imperium Kush, których zbrodnie uznano za wystarczająco poważne, by skazać ich na karę więzienia, ale nie na tyle poważne, by wymierzano im surowsze kary, takie jak ścięcie głowy, sprzedaż w niewolę czy zamiana w eunuchów i zesłanie na prostytucję. W końcu są gorsze rzeczy niż bycie więźniem…
Życie nie zawsze było dla mnie takie. Do tego punktu doprowadziło mnie naprawdę niefortunne zrządzenie losu. Mój ojciec, Tigraj z Królestwa Aksum, był księciem wśród swojego ludu i głównym handlarzem olejami, przyprawami i niewolnikami. Handlował z Imperium Kuszyckim tak intensywnie, że w końcu poślubił Kuszytkę, moją matkę Nabilę. Oboje zamieszkali w nadmorskiej willi niedaleko miasta Napata, stolicy Imperium Kuszyckiego.
Dorastałem w bogactwie i przywilejach, w naszej dużej, pięknej willi nad morzem, z liczną służbą. Mój ojciec, książę Tigraj, rozpieszczał mnie i uczęszczałem do najlepszych szkół. Uczeni z takich miejsc jak Aksum i Egipt przyjeżdżali do naszego domu, aby uczyć mnie matematyki, geografii i historii. Nauczyłem się posługiwać mieczem i włócznią od potężnego nauczyciela imieniem Marok, niegdyś wodza bezwzględnego ludu Afar, który przemierza pustkowia w pobliżu granicy z Kuszytami. Wszystko szło dobrze, aż do śmierci mojego ojca. Wtedy wszystko zaczęło się psuć…
Dumna kuszycka rodzina mojej matki, a zwłaszcza jej brat Izar, ambitny kuszycki arystokrata, nigdy nie zaakceptowali jej małżeństwa z cudzoziemcem z Królestwa Aksum. Moja matka Nabila złamała wiele tabu, przyjmując propozycję małżeńską mojego ojca, księcia Tigraja, a jej brat Izar nigdy jej tego do końca nie wybaczył. W dawnych czasach, podobnie jak dziś, większość rodzin nie lubiła oddawać córek za mąż za cudzoziemców. Nigdy nie poświęcałem temu zbyt wiele uwagi, aż do dnia, w którym moje życie się zmieniło…
Mój ojciec, książę Tigraj z Aksum, zmarł z powodu choroby osiemnastego lata mojego życia i zgodnie z wszelkimi prawami powinienem odziedziczyć wszystko, zgodnie z ówczesnymi prawami. W Imperium Kuszyckim najstarszy syn dziedziczy wszystko po śmierci ojca, w tym wszelkie tytuły i majątki. W moim przypadku tak się nie stało…
„Jesteś półkrwi, Utatrerses, mieszańcem i nie jesteś prawdziwym Kuszytą, więc majątek twojej matki przypada mnie, jej najstarszemu męskiemu krewnemu” – powiedział mój wuj Izar dzień po pogrzebie mojego ojca, księcia Tigraja. Spojrzałem na krzepkiego, ciemnoskórego, łysego i ze srebrną kozią bródką kuszyckiego szlachcica i zamilkłem. Przez chwilę myślałem, że żartuje, ale kiedy spojrzałem w jego czekoladowe oczy, zobaczyłem, że mężczyzna mówi śmiertelnie poważnie…
„Wujku Izarze, nie rozumiem twojego poczucia humoru. Mój ojciec, książę Tigray z Aksum, zostawił mi tę posiadłość i tę w mieście Meroe, a ty byłeś przy tym, kiedy przepisał mi akt własności” – zaprotestowałem, a wuj Izar roześmiał się radośnie. Ruszyłem w jego stronę, ale skinął głową w stronę Ra-Mona i Hal-Tana, dwóch krzepkich kuszyckich robotników zatrudnionych w domu mojego ojca, i obaj mnie chwycili. Patrzyłem, jak wuj Izar wyciągnął zwój z szat i pokazał mi go przed twarzą.
„Ten czyn? Och, Utatresses, już go nie ma” – powiedział wujek Izar i rozdarł zwój na moich oczach. Krzyczałam z gniewu, a Hal-Tan i Ra-Mon zabrali mnie. Krzyczałam, domagając się widzenia z matką. Gdy mnie wyprowadzano, wszyscy w domu stali i patrzyli. Patrzyłam na tych mężczyzn i kobiety, których znałam całe życie. Kucharzy, sprzątaczy, ogrodników i pasterzy naszej rodziny i zastanawiałam się, czy któryś z nich przyprowadzi moją matkę. Z pewnością, jako pani domu, położy kres tej farsie…
„Ten obcy chłopak napadł na mnie, trzymajcie go, dopóki żandarmeria nie przyjedzie i nie zabierze go do więzienia” – krzyknął Izar. Gdy wyprowadzano mnie w kajdanach z mojego domu, poprzysiągłem mu zemstę. W ten sposób trafiłem do więzienia Napaty i skazano mnie na dziesięć lat ciężkich robót. Taki jest los obcokrajowców, którzy obrażają wrażliwość obywateli Kuszytów we własnej ojczyźnie.
W kwestiach sprawiedliwości trudno było oczekiwać, że Cesarski Dwór Kush stanie po stronie cudzoziemca kosztem własnego. Cesarzowa Makeda, Święta Kandake, najwyższa władczyni Imperium Kush, twierdziła, że jest kobietą sprawiedliwą, ale widziałem, jak ona i inni zgromadzeni arystokraci patrzyli na mnie w dniu, w którym wszedłem na dwór. Spojrzeli na mnie i zobaczyli cudzoziemca.
W pewnym sensie wiedziałem, czego się spodziewać, ale nadzieja wciąż płonęła w moim sercu, aż do momentu, gdy na Dworze Cesarskim Kusz powitały mnie zmrużone oczy i zapadnięte usta. Ich decyzje zapadły, zanim mój doradca zdążył otworzyć usta. Tyle że uważałem się za Kuszytę, ponieważ moja matka Nabila jest Kuszytką. Najwyraźniej fakt, że mój ojciec, książę Tigray, był Aksumitą, uczynił mnie prawdziwym kundlem w oczach kuszyckiego wymiaru sprawiedliwości, który stanął po stronie mojego wuja Izara w tym niefortunnym rodzinnym sporze…
Tej nocy, leżąc na pryczy w celi, rozmyślałem o wszystkich zakrętach i zwrotach akcji, jakie przyniosło moje życie. Minęło pięć lat, odkąd wujek Izar ukradł mi mój majątek i dobre imię. Marniałem w więzieniu. Moja matka i tak zwani kuzyni nigdy mnie nie odwiedzili. Wiedziałem, że mnie opuścili, bo byłem półkrwi, a nie prawdziwym Kuszytą. Źródło ich nienawiści mnie zdumiewało. Mój ojciec, książę Tigraj, zawsze był życzliwy i hojny w kontaktach z ludem mojej matki. To, że tak zdradzili jego pamięć, sprawiło, że kipiałem z gniewu…
„Pewnego dnia wydostanę się stąd i pomszczę mojego ojca” – powiedziałem sobie, odpoczywając. Imperium Kuszyckie czekały mroczne czasy, a tym razem imperium stanęło w obliczu zagrożenia, z jakim nigdy wcześniej się nie zetknęło. Cesarska Armia Kuszytów pokonała grabieżców z Puntu, wojowników z Aksum, najeźdźców z Dalekich Krain, a nawet piratów ze świata perskiego. Kuszyci, którymi zaczynałem gardzić, uważali się za niezwyciężonych. Nie wiedzieli, że nie wszystkie zagrożenia dla wielkich imperiów ludzkości pochodzą ze świata ludzi…
Na długo zanim Plaga Krwiopijców dotarła do miasta Napata, zaczęła się na kuszyckiej wsi. Ludzie z małych miasteczek i wiosek zaczęli znikać, a potem wracali do domów, nienaturalnie odmienieni, z obsesją na punkcie picia krwi członków rodziny i przyjaciół. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Krwiopijcą. Uwierzcie mi, to nie jest coś, o czym łatwo zapomnieć…
Po długim dniu budowy drogi, niemal z utęsknieniem wyczekiwałem powrotu do więzienia Napaty. Z jakiegoś powodu nadzorcy trzymali nas w pracy o wiele dłużej niż zwykle, a robiło się ciemno. Rozpętała się potężna burza, a ulewa spustoszyła nasz obóz. Zagnali nas jak owce pod ogromne namioty, wciąż w kajdanach, gdy stało się jasne, że nie będziemy mogli wrócić do Napaty tej nocy. Tej nocy przybyli Pijący Krew…
Częściowo ukryci przed innymi, na samym końcu namiotu, mój były towarzysz Her-Si i ja bawiliśmy się w staromodny sposób, jeśli wiecie, o co mi chodzi. Jako bogaty młody szlachcic w moich sielankowych czasach w Napacie, rozkoszowałem się urokiem zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Jako Więzień z trudem przypominałem sobie, jak wygląda i co czuje piękna kobieta. Her-Si, pomimo wszystkich swoich niedoskonałości, oferował mi jedyne ukojenie moich seksualnych frustracji…
„Tęskniłeś za mną, widzę” – powiedziała Her-Si, a wysoki, szczupły i przystojny Axumita przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Odwzajemniłam pocałunek i tak po prostu zaczęliśmy się kochać. Her-Si chwyciła mojego penisa i pogłaskała go, a potem wzięła mnie do ust. Poczułam, jak twardnieję, gdy Her-Si ssała mojego penisa i dotykała palcami mojego odbytu. Uśmiechając się, rozluźniłam się i rozkoszowałam, gdy mój kochanek i współwięzień sprawiał mi ogromną przyjemność…
„Tak, mam, ty przystojniaku” – odpowiedziałem, a Her-Si oblizał wargi i kontynuował ssanie mojego penisa. Kiedy doszedłem, przystojny Aksumita wysysał ze mnie ostatnią kroplę spermy, a potem kontynuowaliśmy zabawę. Pomimo więzów, Her-Si i ja tarzaliśmy się w błocie, kochając się bez żadnych zmartwień. Już dawno przestało mnie obchodzić, co nasi współwięźniowie myślą o naszych nocnych sesjach…
„Chodźcie tu, Utatrerses” – powiedziała Her-Si, uśmiechając się szeroko i głaszcząc jego długiego i grubego członka, gdy podeszłam do niego jeszcze bliżej. Ujęłam jego twarz w dłonie i pocałowałam go, a potem moje dłonie wędrowały po twardym, muskularnym ciele Her-Si. Złapałam go za penisa i głaskałam. Her-Si uśmiechnęła się i skinęła głową, a ja wzięłam jego nabrzmiałego członka do ust i zaczęłam go ssać. Her-Si westchnęła radośnie, gdy go obciągałam, rozkoszując się zapachem i smakiem jego grubego członka…
„Jesteś na mnie gotowa?” – drażniłam się z Her-Si, wspinając się na niego. Dłonie Her-Si powędrowały na moje biodra, gdy opadałam na niego, a on wbił się we mnie. Skrzywiłam się, czując, jak jego męskość rozrywa mi tyłek, a on mnie penetruje. Cieszyłam się z rozkosznej przyjemności i och, tak nieziemskiego bólu, gdy Her-Si pieprzyła mnie z zapałem, rozrywając mi tyłek i czyniąc mnie swoją. Pieprzył mnie mocno i szybko, z dziką pasją, aż nie mogłam już wytrzymać i doszłam, po raz drugi tej nocy…
„Zawsze mnie drażnisz tym swoim pięknym tyłkiem” – wyszeptała Her-Si do mojego ucha, podpierając mnie na czworaka i kontynuując ruchanie. Stęknęłam, rozluźniając mięśnie odbytu, czując, jak jego gruby kutas wdziera się do mojego tyłka. Pogłaskałam swojego, który był niesamowicie twardy, tak podniecony tym, co Her-Si ze mną robił. Przystojny ogier z Axumite wwiercał się we mnie, a ja krzyczałam z namiętności, eksplorując nasze męskie pasje. Nie odpuszczaliśmy aż do późnego wieczora…
„Wiem, że trzymałem cię przy sobie z jakiegoś powodu” – powiedziałem do Her-Si, a on uśmiechnął się i pocałował mnie, po czym poszliśmy spać. Nie przejmując się, co myślą inni, zasnęliśmy w swoich ramionach. Her-Si czasami działa mi na nerwy swoim sarkastycznym, ciętym poczuciem humoru, ale byliśmy kochankami i bardzo go ceniłem. Gardziłem swoim życiem jako więźnia w Więzieniu Napaty, ale byłoby o wiele gorzej, gdybym był sam. Zasypiając w ramionach Her-Si, nie wiedziałem, że to będzie nasza ostatnia wspólna noc…
„Au, puść mnie!” – krzyknęła Her-Si, a ja gwałtownie się obudziłam. Obóz pogrążył się w chaosie, ludzie wszędzie krzyczeli i uciekali, ratując życie. Spojrzałam w górę i zobaczyłam mojego Her-Si krzyczącego, walczącego z żywym cieniem, który chwycił go od tyłu. Próbowałam mu pomóc, ale cień rzucił się na mnie i uderzył. Poleciałam i rozbiłam się dziesięć metrów dalej. Kiedy w końcu stanęłam na nogi, Her-Si leżała na ziemi, a cień wczołgał się na niego, wpijając się w jego gardło…
„Puść mojego kochanka!” – krzyknąłem, chwyciłem duży kamień i rzuciłem nim w cień. Kamień trafił go w tył głowy, a cień odwrócił się, by na mnie spojrzeć, a jego szkarłatne oczy pełne złowrogości pochwyciły mnie. Stwór puścił Her-Si i ruszył na mnie. Cofnąłem rękę, gotowy do ataku. Od mojego dawnego trenera Maroka nauczyłem się podstaw boksu i zapasów, dzięki czemu wiedziałem, jak walczyć bez broni…
„Zapłacisz za to” – syknął cień, a w jego głosie słychać było wyraźnie kobiecy ton. Stwór rzucił się na mnie i zanim zdążyłem go uderzyć, był już na mnie. Upadliśmy na ziemię i wywiązała się zacięta walka. Stwór rzucił się na mnie i wbił kły w moją szyję. Wtedy mój świat się skończył, a ja zostawiłem za sobą świat śmiertelników i jego słabości…
Kiedy odzyskałem przytomność, kilka dni później, obudziłem się w ciemności, pogrzebany w ziemi, po mojej pozornej śmierci. Podniosłem się z ziemi, wygrzebawszy się na wolność, i rozejrzałem się, zdezorientowany, gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Na szczęście nie byłem sam. Sporo innych też się podnosiło, a ci mężczyźni, moi współwięźniowie, byli teraz członkami Nieumarłych. Oczywiście nikt z nas jeszcze o tym nie wiedział…
„Wstań, przyjacielu” – rozległ się głos. Zamrugałem ze zdziwienia, gdy wysoka, piękna młoda kobieta zmaterializowała się przede mną. Ubrana w karmazynową togę z powiewnym hebanowym nakryciem, ta kruczowłosa, brązowoskóra piękność uśmiechnęła się do mnie, pozornie nie troszcząc się o świat. Jedno spojrzenie na nią i jakimś sposobem wiedziałem, że osoba przede mną zdecydowanie nie jest śmiertelniczką…
„Kim jesteś?” – zapytałem, a tajemnicza kobieta uśmiechnęła się, a ja zobaczyłem perłowobiałe kły w jej zmysłowych ustach. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu, jakby oglądała nowo zakupiony przedmiot, czy coś w tym rodzaju. Uśmiechnąłem się nerwowo, mimo że w jej uśmiechu nie było nic pochlebnego. Wręcz przeciwnie, było w niej coś absolutnie niepokojącego…
„Jestem Tagtal, Królowa Wampirów, a ty jesteś moją nową wasalką” – powiedziała tajemnicza kobieta. Oblizałam wargi w zamyśleniu i zauważyłam ostre zęby w ustach. Moje siekacze, zarówno górne, jak i dolne, znacznie się wyostrzyły i wydłużyły. Gdy rozważałam tę tajemnicę, podeszła do nas druga kobieta, a Królowa Tagtal powitała ją radośnie.
„Ach, Bilain, mój najwierniejszy wojowniku, miło cię tu widzieć” – powiedziała królowa Tagtal i objęła drugą kobietę. Wysoka, o brązowej skórze i piękna, ta druga również należała do Nieumarłych. To było dla mnie oczywiste. Przyglądałam się ich wzajemnym interakcjom. Jak królowa i jej ulubiona służebnica, te dwie, pomyślałam wtedy.
„Moja Królowo, pozostali wstali, musimy ich zaprowadzić do kryjówki przed świtem, a do tego trzeba ich nakarmić” – powiedziała urodziwa wampirzyca o imieniu Bilain, a królowa Tagtal skinęła głową. Nie wiedziałem wtedy, że królowa Tagtal była pradawną wampirzycą, która przemierzała całą Afrykę tysiące lat przed moimi narodzinami. Była Królową Nocy, tą, która zainspirowała opowieści grozy, które dręczyły wielu afrykańskich i arabskich podróżników i nie dawały im zasnąć w nocy na pustyni. Bilain była nowicjuszką w wampirzycy i główną akolitką królowej w jej toczącej się wojnie z Imperium Kush…
„Kim się stałam? I czego ode mnie oczekujesz?” – zapytałam Królową Tagtal, przerywając jej rozmowę z Bilainem. Dwie wampirzyce spojrzały na mnie jasnoczerwonymi oczami i obnażonymi kłami. Oparłam się nagłej chęci ucieczki i stanęłam twardo na ziemi. Nigdy nie byłam typem, który łatwo się boi czy onieśmiela. Jako śmiertelniczka nie drgnęłam przed autorytetami i nie widziałam takiej potrzeby teraz, gdy stałam się jedną z Nieumarłych…
„Mów, gdy się do ciebie zwrócę, nowicjuszu, bo twoja wieczność zostanie skrócona! Jak w ogóle masz na imię?” – zapytała królowa Tagtal donośnym, a zarazem wyraźnie kobiecym głosem, pełnym majestatu i autorytetu. Stałem twardo na ziemi, gdy królowa Tagtal podeszła do mnie, a jej akolita Bilain zajął się resztą mężczyzn, świeżo wskrzeszonych z grobu. Wziąłem głęboki oddech, a przynajmniej próbowałem, i nagle zdałem sobie sprawę, że już nie oddycham. Wtedy wydało mi się to absolutnie szokujące…
„Jestem Utatrerses z Napaty, syn księcia Tigraya z Aksum” – odpowiedziałem, a królowa Tagtal podeszła bliżej z wyrazem ironicznego rozbawienia na pięknej twarzy. Widziałem w życiu wiele pięknych kobiet o różnym kolorze skóry, ale ta zdecydowanie wyróżniała się na tle innych. Z jakiegoś powodu spojrzałem w jej szkarłatne oczy i poczułem pociąg do tej nieziemskiej urody. Znałem przyjemność z igraszek z mężczyznami, takimi jak moja droga Her-Si, ale ta kobieta głęboko mnie podniecała…
„Cóż, Utatrerses, możecie wieść długie i szczęśliwe życie, nieskończone, jeśli nauczycie się mnie słuchać, albo skrócę waszą nieśmiertelność. Stworzyłam was i mogę was unicestwić” – powiedziała królowa Tagtal, oblizując wargi. Uśmiechnęłam się, wiedząc, że igram z ogniem i zupełnie mi to nie przeszkadza. Delikatnie się skłoniłam, a potem, poruszając się szybciej, niż myślałam, stanęłam twarzą w twarz z tą śliczną damą…