Słońce wzeszło nad miastem Napata, stolicą Imperium Kusz, i skąpało afrykańską metropolię w jego niesamowitym blasku. W przedsionku, który stał się jego mieszkaniem, Wampir poruszył się niespokojnie. Nawet tak głęboko pod ziemią czuł słońce skąpane w słońcu i wiedział, że nadszedł czas snu. Jednak, choć bardzo się starał, Wampir nie mógł zasnąć. Wciąż wspominał dawne czasy i zastanawiał się, jak do diabła znalazł się w tym miejscu…
Pewnego razu, kilka lat temu, spacerował w słońcu, rozkoszując się nim niczym prawdziwy syn afrykańskiej ojczyzny. Wampir dobrze pamiętał tamte dni i uśmiechał się w sposób przypominający wspomnienia. Urodził się jako syn biednych rolników na obrzeżach Meroe, drugiego co do wielkości obszaru metropolitalnego w Imperium Kusz. W dniu jego narodzin król Nedjeh, legendarny wojownik, który zjednoczył Imperium Kusz, wydał ostatnie tchnienie i pozostawił tron swojej młodej córce, księżniczce Makedzie.
Jako cesarzowa Imperium Kusz i Święta Kandake, Makeda mierzyła się z wieloma wyzwaniami. Na szczęście jej ojciec, król Nedjeh, nauczył ją sztuki wojennej. Wielki Król wierzył, że kobiety mogą być równie sprawne w sprawach wojennych jak mężczyźni i włączał kobiety-wojowniczki do swojej osobistej straży przybocznej, kuszyckiej Gwardii Cesarskiej. Jako młoda kobieta, księżniczka Makeda była otoczona przez zdolne wojowniczki. Po śmierci ojca, cesarzowa Makeda postanowiła prześcignąć go w osiągnięciach, co było co najmniej nie lada wyzwaniem.
Wampir pamiętał te sielankowe dni, gdyż był jeszcze młodym mężczyzną, gdy cesarzowa Makeda doszła do władzy. Młody król stanął w obliczu wielu wyzwań, od bogatych kuszyckich arystokratów, którzy nie byli przyzwyczajeni do podporządkowywania się kobiecie-władczyni, po zagrożenie ze strony pobliskich, wojowniczych ludów, takich jak Afarowie, Puntowie i Aksumici. Dlatego cesarzowa Makeda postanowiła odbudować kuszycką armię cesarską. Jej pierwszym zadaniem było zrekrutowanie nowych żołnierzy, aby zasilić jej szeregi…
„Ayer Kamani, ty żałosny naśladowco mężczyzny, obudź się do cholery” – rozległ się głęboki głos, a młody Kuszyta ocknął się gwałtownie. Lodowata woda, która ochlapała mu twarz i ciało, wygnała resztki snu. Podniósł wzrok i wbił wzrok w twarz potężnego, ciemnoskórego mężczyzny o monolitycznej budowie, Amrofa, jednego z bezwzględnych Sabajo, czyli trenerów kuszyckiej armii cesarskiej. Ayer Kamani z trudem podniósł się na nogi, a Sabajo roześmiał się.
„Tak jest, proszę pana, przepraszam zaspałem” – wyjaśnił Ayer Kamani. Młody mężczyzna rozejrzał się i zobaczył, że praktycznie cały garnizon już wstał. Mundurowi mężczyźni zajmowali się swoimi sprawami, nosili broń, ćwiczyli musztrę i utrzymywali porządek w Casernie. Pozostałe prycze były puste, i to nie bez powodu. Słońce stało wysoko na niebie, a po nocy spędzonej na imprezowaniu w lokalnych burdelach, Ayer Kamani i jego koledzy, Kha-Dethowie, czyli praktykanci, wpadli do koszar tak pijani, że ledwo dotarli do swoich prycz.
„Kha-Det, cuchniesz perfumami dziwki i tanim winem, gdyby to nie był niebezpieczny czas dla całego Kush, a może i dla całej Afryki, kazałbym cię wychłostać za twoją bezczelność i odesłać do domu” – powiedział ostro Amrof, wpatrując się w Ayera Kamaniego swoimi obsydianowymi oczami. Młodszy mężczyzna przełknął ślinę i powstrzymał się od odpowiedzi. Nie był przyzwyczajony do takiego sposobu mówienia, to pewne.
„Tak jest, panie” – odpowiedział Ayer Kamani, trzymając głos i spuszczając wzrok. Sabajo prychnął i wysłał go do czyszczenia latryn. Marszcząc nos z obrzydzeniem, Ayer zasalutował i poszedł dalej. Dlaczego opuściłem farmę mojego ojca, żeby dosłownie pracować w gównie? – pytał siebie Ayer, ubolewając nad swoim losem. Dziesięć lat temu przypomniał sobie dzień, w którym lord Abebech z Aksum, najwyższy doradca króla Nedjeha, przybył do Meroe. Stary Aksumita rekrutował młodych wojowników, mężczyzn i kobiety, do służby Jego Wysokości. W tym celu zwerbował Asera Kamaniego, starszego brata Ayera.
„Służenie królowi Kush to wielki zaszczyt, bracie. Będzie mi cię brakowało i obiecuję, że uczynię nasz kraj i naszą rodzinę dumnymi” – powiedział Aser Kamani do swojego młodszego brata Ayera tego pamiętnego dnia. Obaj bracia uściskali się, a następnie Aser Kamani wraz z kilkoma młodymi mężczyznami i kobietami z miasta Meroe został zabrany do miasta Napata, najwyższego ośrodka władzy, aby rozpocząć elitarne szkolenie wojowników. Tego dnia Ayer przysiągł sobie, że będzie wielkim wojownikiem, tak jak jego starszy brat Aser.
„Spójrz tylko! Ten gnojek dosłownie leży w gównie” – rozległ się głos, przerywając krótką podróż Ayera w przeszłość. Młody mężczyzna podniósł wzrok i zobaczył dwóch krzepkich, ciemnoskórych i łysych młodych Kuszytów stojących przed nim w nieskazitelnych karmazynowo-złotych mundurach. Ich sandały wyglądały na tak czyste, że mógłby je zjeść. Ayer zjeżył się, rozpoznając Marufa i Dafura, bliźniaków dwujajowych, i swoich towarzyszy Kha-Dethów. Od samego początku byli na jego celowniku, a Ayer nienawidził ich bardziej, niż potrafił to wyrazić.
„Wykonuję tylko rozkazy Sabajo, Dafur, czego chcesz?” – zapytał Ayer i zamilkł, opierając dłonie na łopacie. Bliźniacy uśmiechnęli się, po czym podeszli bliżej. Ich nosy zmarszczyły się z obrzydzenia z powodu bliskości ludzkich odchodów. Ayer prawie skończył swoje zadanie i nie mógł się doczekać kąpieli w Nilu. Nie miał absolutnie czasu na tych bandziorów, ale wiedział, że nie odejdą, nie przeszkadzając mu…
„Nie zachowuj się, jakbyś był większy niż twoje ubranie, synu farmera” – odparł Dafur, a jego brat Maruf zachichotał. Dafur podszedł bliżej do Ayera i wbił palec wskazujący w pierś młodzieńca. Ayer skrzywił się i starał się zachować spokój. Wiedział, że ci dwaj to siostrzeńcy Sabajo i dlatego mieli tendencję do stawiania czoła wyzwaniom w Casernie. Mieli zwyczaj zastraszania innych Kha-Dethów, a Ayer popełnił błąd, nie okazując im szacunku podczas ich pierwszego spotkania. Dafur i Maruf byli mu na rękę od tamtej pory…
„Będę działał, jak zechcę” – odparł Ayer i nagle złapał Dafura za kołnierz i wciągnął go do dołu. Kha-Deth wrzasnął, gdy Ayer wciągnął go w ludzkie odchody i wrzucił prosto do środka. Maruf wydał z siebie obrzydzenie i próbował uderzyć Ayera, ale Ayer był gotowy. Złapał drugiego młodzieńca za ramię, wykręcił je, a następnie wciągnął w drut. Wyjąc z bólu i obrzydzenia, bliźniacy wyskoczyli z dołu i pobiegli za nimi jak szaleni. Ayer stał tam, dosłownie po kolana w gównie, i śmiał się radośnie.
„Świetnie, młodzieńcze” – rozległ się kolejny głos, a serce Ayera zabiło mocniej. Właścicielką tego głosu była bowiem Feven, Łowczyni. Wysoka, ciemnoskóra, zmysłowa i piękna, odziana w zbroję młoda kobieta stała dwa metry od niego, z rękami na biodrach. Ayer widział w swoim życiu wiele pięknych kobiet o różnym kolorze skóry. Kobiety z Aksum, Kemetu, Puntu i Afaru należały do najpiękniejszych na świecie, ale Feven stanowiła klasę samą w sobie.
„Łowczyni, witaj, jak się masz? Uścisnąłbym ci dłoń, ale teraz są brudne” – powiedział Ayer nieśmiało, a Feven uśmiechnął się chytrze i zmierzył go wzrokiem od góry do dołu. Patrząc na nią, Ayer poczuł przypływ pożądania, jakiego nie czuł od czasu swojej pierwszej wizyty w burdelu w obskurnej części Napaty, gdzie młodzi, zamożni mężczyźni udawali się, by zaspokoić swoje pragnienia. Feven była piękna i potężna, a do dam o złej reputacji miała tyle samo podobieństwa, co kamień do diamentu. Ayer wiedział, że wielu mężczyzn w kuszyckiej armii cesarskiej żywiło urazę do Feven, Łowczyni, z powodu jej wpływu na cesarzową Makedę, ale nie mogli z tym absolutnie nic zrobić. Niektórzy twierdzili, że Feven i cesarzowa Makeda byli kochankami, ale oczywiście większość ludzi nie traktowała takich szeptów poważnie. Święta Kandake była nie tylko najwyższą władczynią Imperium Kusz, ale także jego moralną przywódczynią. Taka dama z pewnością nie angażowałaby się w takie działania…
„Tak, Khad-Deth Ayer, rzeczywiście tkwisz w pustce. Widziałam, co zrobiłeś tym bandytom. Jesteś sprytny i będziemy potrzebować sprytnych chłopaków takich jak ty w nadchodzącej walce” – powiedziała zamyślona Łowczyni Feven, a Ayer zmarszczył brwi. O ile wiedział, rozległe granice Imperium Kusz były bezpieczne, regularnie patrolowane przez pułki oddanych żołnierzy i nikt nie odważył się naruszyć ich terytorium. Z kim szykowali się do walki dzielni żołnierze Armii Cesarskiej Kusz?
„Jak sobie życzysz, pani, moje zadanie wykonane, doprowadzę się do porządku” – odpowiedział Ayer Kamani, kiwając delikatnie głową w stronę Fevena. Łowczyni spojrzała na niego i uśmiechnęła się, gdy krzepki młody żołnierz w trakcie szkolenia skierował się prosto w stronę pobliskich brzegów Nilu i wskoczył do wody. Wody roiły się od krokodyli, ale Feven wątpił, by te głodne gady zbliżyły się do najbrudniejszego żołnierza świata…
„Spójrz na tego pajaca, nawet krokodyle go nie chcą” – powiedział Sabajo, Amrof, stojąc obok Feven Łowczyni. Obaj patrzyli, jak Ayer pluska się w wodzie pełnej krokodyli, zupełnie nie przejmując się światem. Feven spojrzał na Amrofa i uśmiechnął się, po czym wzruszył ramionami. Stary trener wyglądał na bardziej małomównego niż zwykle, co było zrozumiałe, ponieważ wraz z wyższymi rangą członkami sił zbrojnych Napata został niedawno poinformowany o zagrożeniu, przed którym stoi Miasto.
„Chłopak ma mnóstwo odwagi i szczęścia, będzie mu to potrzebne w nadchodzących dniach” – powiedziała Łowczyni Feven, a Amrof skinął poważnie głową. Odeszli, a Łowczyni kontynuowała inspekcję Caserny. Jako emisariuszka cesarzowej Makedy, Łowczyni Feven miała niemal nieograniczony dostęp do stacji wojskowych w stolicy. Przemierzała okolicę, informując kuszyckie dowództwo wojskowe o zagrożeniu ze strony Imperium Kusz, zagrożeniu zza grobu…
„Słuchajcie, wojownicy, dziś wieczorem towarzyszymy Jej Wysokości, Świętej Kandake, w procesji ulicami Napaty” – powiedział Sabajo, zwracając się do setek żołnierzy zgromadzonych w głównej sali Casern. Ayer stał wśród nich, ubrany w nowy mundur, wyszorowany i gotowy. Z niepokojem Ayer szukał swoich towarzyszy broni/prześladowców, Marufa i Dafura, ale nie mógł ich znaleźć. Wzruszając ramionami, wrócił do słuchania głosu swojego dowódcy.
Obok Amrofa Sabajo stała wysoka, piękna wojowniczka, którą żołnierze rozpoznali jako Feven Łowczynię, kobietę z Meroe, która w tajemniczy sposób stała się ulubioną doradczynią cesarzowej Makedy po zabiciu Abebecha Aksumity w tajemniczych okolicznościach. Ayer uśmiechnął się, przypominając sobie rozmowę z Feven tego samego ranka.
„Mężowie Kusz, wiedzcie, że w nadchodzących dniach będziecie walczyć nie z ludźmi, a z potworami. Nasze imperium jest atakowane przez siły nadprzyrodzone” – powiedziała Feven, po czym zaklaskała, a kwartet krzepkich żołnierzy Kusz wyprowadził na scenę majestatyczną postać odzianą na czarno, z głową zasłoniętą kapturem. Olbrzym szarpał się w rękach żołnierzy, ale nie mógł się wyrwać. Feven podeszła do skrępowanej, szarpiącej się postaci i zdjęła mu kaptur z głowy… i wtedy rozpętało się piekło.
„Głupcy, możecie mnie zabić, ale moja królowa, Bilain, mnie pomści!” – krzyknął stwór, wysoki mężczyzna o bladej skórze, szkarłatnych oczach i paszczy pełnej zakrzywionych kłów. Ayer i pozostali zgromadzeni żołnierze, z których większość stanowili doświadczeni wojownicy, sapnęli z przerażenia. Strażnicy zmagali się z szarżą, a stwór jakimś cudem wyrwał się z więzów i rzucił się na nich.
„Na Aspeltę, co to za stwór?” krzyknął Ayer i bezradnie patrzył, jak stwór rzuca się na strażników, a pomimo ich waleczności, nie byli mu w stanie dorównać. Potwór stał nad poległymi strażnikami, gotowy ich wymordować. Zgromadzeni żołnierze wymienili spojrzenia pełne czystego zdumienia. Łowczyni Feven zdawała się jednak doskonale wiedzieć, co robić. Wyciągając miecz z pochwy, Feven uderzyła potwora i ścięła mu głowę szybkim pchnięciem.
„To stworzenie jest wampirem i tak się je zabija” – krzyknął Feven, a Ayer, wraz z resztą, obserwował, jak potwór na ich oczach obraca się w pył. Żołnierze wystąpili naprzód i spojrzeli na stertę pyłu, która zalegała tam, gdzie przez chwilę stał czerwonooki mężczyzna o ostrych zębach. Ayer spojrzał na Fevena, a na jego ciemnej, przystojnej twarzy malowała się mieszanka szacunku i strachu.
„Czy jest tego więcej?” zapytał Ayer, przemawiając w imieniu pozostałych żołnierzy, z których większość wpatrywała się oszołomiona w Fevena i Sabajo. Amrof stał tam z rękami skrzyżowanymi na szerokiej piersi, z ponurym wyrazem twarzy. Feven Łowczyni i pozostali dowódcy Kuszyckiej Armii Cesarskiej wyjaśnili zebranym żołnierzom prawdę, która tak długo była przed nimi ukrywana. Na ich drodze czaiły się potwory, a mężczyźni i kobiety z Kush stanęli twarzą w twarz z najgroźniejszymi ze wszystkich…
Ayer Kamani i jego towarzysze broni wysłuchali tej improwizowanej odprawy, a następnie przygotowali się na monumentalne zadanie, które przed nimi stało. Imperium Kusz było atakowane, ale nie przez swoich tradycyjnych wrogów: lud Kemetu, Aksumitów, Puntów i innych. Tym razem dzielni mężczyźni i kobiety z Kusz stawili czoła wrogowi zza grobu – krwiożerczym rewolwerowcom, zdeterminowanym, by ich zniszczyć. Ayer w milczeniu modlił się do Aspelty, prosząc o pomyślność w nadchodzących trudnych czasach…
Tak to się wszystko zaczęło – koszmar, który pochłonął życie Ayer Kamani. Imperium Kush znalazło się pod oblężeniem od wewnątrz, gdy plaga wampirów napadała na jego miasta, miasteczka i wsie. Noc w noc kuszyccy mężczyźni i kobiety, uzbrojeni w miecze, włócznie, a czasem jedynie w zaostrzone kije i proce, wyruszali do walki z nieumarłymi. Każdej nocy liczba nieumarłych rosła, a liczba żywych malała…
„Nie wygramy tej wojny” – powiedział Ayer do Dafura, gdy wracali do Casern, po straszliwej nocy, podczas której dziesiątki kuszyckich żołnierzy zostało zabitych lub zarażonych przez wampiry, w tym legendarny Sabajo, Amrof i brat bliźniak Dafura, Maruf. Dafur spojrzał na Ayera oczami pełnymi łez i skinął głową, po czym obaj uścisnęli się bez słowa.
„Pomszczę mojego brata” – powiedział w końcu Maruf, a Ayer skinął głową i poklepał go po ramieniu. Posiniaczeni, zakrwawieni, ale cali, obaj leżeli na łóżkach polowych, nie mogąc zasnąć, aż pierwsze promienie świtu skąpały krajobraz. Dopiero wtedy pozwolili sobie na sen. W ostatnich czasach dowiedzieli się, że Wampiry dosłownie władają nocą. Nikt nie był przed nimi bezpieczny aż do pierwszych promieni świtu…
Następnej nocy wszystko wydawało się spokojne, a Ayer wybrał się na spacer po mieście, oczywiście uzbrojony i umundurowany. Spacerując ulicami Napaty, zauważył, jak upiornie cicho się tam działo. Od czasu do czasu natykał się na patrole i sprawdzał, co u nich słychać. Kuszycka Armia Cesarska szybko przystosowała się do świata pełnego nieumarłych. Za każdym razem, gdy nocą spotykali nieznajomego, mieli w pogotowiu srebrną broń. Chwytali go i siłą poddali testowi. Przyłóż srebro do ciała wampira, a zacznie palić, sprawiając, że stworzenie wyje z bólu. Działa jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki…
„Witaj, nieznajomy” – rozległ się głos, gdy Ayer ruszył w stronę baru. Odwrócił się gwałtownie, trzymając srebrny miecz w pogotowiu. I natychmiast zamarł. Przed nim ujrzał piękność. Wysoka kobieta o ciemnobrązowej skórze i długich czarnych włosach, której piękna, lekko kanciasta twarz zdominowana była przez błyszczące, ciemne oczy, obserwujące go chłodno. Ayer poczuł, jak jeżą mu się włosy na karku, i natychmiast się spiął.
„Kim jesteś, pani? Czego chcesz? Nie powinnaś tu być sama, obowiązuje godzina policyjna” – powiedział Ayer, a młoda kobieta roześmiała się i podeszła bliżej. Ubrana w karmazynową togę, która idealnie pasowałaby do kobiety z wyższych sfer, wyglądała jak arystokratka, być może z zamiłowaniem do slumsów. Gdy podeszła bliżej, dostrzegł w jej oczach szklisty błysk, podobny do tego, jaki widywał w oczach pijaków…
„Jestem Bilain, jak masz na imię?” – zapytała młoda kobieta i owinęła się płaszczem, mimo że noc była ciepła. Ayer spojrzał na nią i nieco się odprężył. Stali na środku ulicy, a światła pochodni wiszących na pobliskich dachach nadawały otoczeniu upiorny blask. Wokół kręciło się kilku strażników, co Ayer uznał za dziwnie uspokajające. Zajmie się tą dziwną młodą kobietą, a potem wróci do swoich zajęć…
„Jestem Ayer i nie powinieneś tu być, Bilain” – powiedział Ayer, a młoda kobieta uśmiechnęła się, po czym powiedziała mu, że doskonale zdaje sobie sprawę z godziny policyjnej, ale nie wierzy w wampiry. Słysząc to, Ayer roześmiał się radośnie. Kiedyś zareagowałby dokładnie tak samo. Kiedy Łowczyni Feven i Sabajo opowiedzieli jemu i innym żołnierzom o wampirach, Ayer pomyślał, że oszaleli. A potem dowiedział się czegoś więcej…
„Przepraszam, że przeszkadzam, Ayer, pracuję w tamtym barze, a właściciel postanowił wyrzucić mnie i dziewczyny na ulicę. Nie mam dokąd pójść” – powiedziała Bilain żałośnie, patrząc Ayerowi w oczy. Młody mężczyzna z jakiegoś powodu drgnął i pomyślał, jak uprzejmie ją odprawić. Ayer doskonale wiedział, jaką pracę wykonuje kobieta taka jak Bilain i jak źle ją traktują. Nigdy nie mając szczęścia do porządnych kobiet, Ayer polubił kobiety o złej reputacji…
„Czy jest ktoś, u kogo mogłabyś się zatrzymać, Bilain? Mogę ci dać kilka monet, ale to wszystko, muszę wkrótce wrócić do Casern” – powiedział Ayer, a oczy Bilain zwęziły się, a ona spojrzała na niego z nowym zainteresowaniem. Ayer wsunął rękę do kieszeni kiltu i zaczął szukać drobnych. Robiąc to, popełnił błąd, odrywając wzrok od Bilain, a ona w jednej chwili rzuciła się na niego, jak kot rzucający się na mysz…
„Jesteś jednym z żołnierzy, którzy polowali na mój gatunek, prawda? Cóż, dziś wieczorem to ty jesteś zwierzyną” – powiedziała Bilain, chwytając Ayera i rzucając go w ciemny zaułek, dwadzieścia metrów dalej. Ayer wylądował z obrzydliwym hukiem. Zdyszany, oszołomiony i oszołomiony, z trudem podniósł się na nogi. Bilain natychmiast go dopadła, złapała go za szyję i przycisnęła do ściany z taką siłą, że zakręciło mu się w głowie.
„Kim jesteś, pani?” zapytała Ayer, a Bilain uśmiechnęła się, po czym zatopiła zęby w jego szyi. W tym momencie, dobry człowiek, jakim był Ayer Kamani, brat legendarnego kuszyckiego gwardzisty cesarskiego Asera Kamaniego, umarł. Zginął, a jego dusza odeszła do niebios, gdzie jej miejsce. Ciało Ayera zostało zabrane do tajnej podziemnej kryjówki, gdzie Bilain sprawowała swój dwór. Gdy wampirzyca Bilain wysysała krew w tej alejce i zastępowała ją trucizną, która płynęła w jej nieumarłych żyłach, ciało Ayera zostało przemienione i szybko ożywione.
„Jestem Bilain, Królowa Wampirów i teraz jestem twoją panią” – powiedziała Bilain do młodej wampirzycy, która leżała przed nią. Ayer wstała i stanęła na chwiejnych nogach. Młoda wampirzyca spojrzała na swoją panią i uśmiechnęła się. Spędziwszy ostatnie kilka miesięcy na polowaniu, walce i eliminowaniu wampirów, Ayer uznał za ironię losu, że stał się jednym z nich. Oblizując swoje ostre zęby, Ayer uklęknął przed swoją nową królową, a Bilain się uśmiechnęła.
„Ja, Ayer Kamani, oddaję się tobie, Królowo Bilain” – powiedział młody wampir, a Bilain uśmiechnął się i skinął głową, po czym gestem nakazał mu wstać. Dopiero wtedy Ayer rozejrzał się po swoim nowym otoczeniu. Znajdował się głęboko pod ziemią, w kompleksie pełnym jaskiń. Gdziekolwiek spojrzał, widział… ich. Swoich towarzyszy wampirów. Mężczyzn i kobiety, o ciemnej i jasnej karnacji, starych i młodych. Nieumarłą grupę uderzeniową. Nową armię Bilain.
„Wstań, Ayer, witaj w nowym świecie” – powiedziała Bilain, pstrykając palcami, a para wampirów wystąpiła naprzód. Wysoki, krzepki i ciemnoskóry Kushita oraz brązowoskóra, kruczowłosa i ciemnooka kobieta z Kemetu. Bilain przedstawił ich kolejno jako Salbeka i Nadię. Ayer spojrzał na nich i zauważył, że w przeciwieństwie do pozostałych wampirów, patrzyli prosto na niego. W ich oczach błysnęło rozbawienie, gdy Ayer nagle zdał sobie sprawę, że setki innych wampirów, które ich otaczały, są, cóż, z nimi coś nie tak.