Ashima Shaji z Kerali

Miasto Ottawa w Ontario to w istocie zlepek mniejszych miejscowości, a jego mieszkańcy są zaciekle terytorialni, choć wyrażają to w sposób pasywno-agresywny. Weźmy na przykład przedmieścia Kanata. Jeden z najszybciej rozwijających się obszarów stolicy, ma wiejski charakter, a mimo to jest siedzibą gigantów high-tech, takich jak Avaya, Deloitte, Mitel i Cisco – luminarzy kanadyjskiego sektora technologicznego. Orlean od dawna jest bastionem francuskojęzycznej ludności kanadyjskiej regionu stołecznego, ale wielu Haitańczyków, Chińczyków i Arabów również nazywa go domem.

Vanier ma złą sławę z powodu niedawnej fali przestępczości, jednak nigdzie indziej w regionie stołecznym nie można zobaczyć większej różnorodności etnicznej i tętniącej życiem wielokulturowości. Barrhaven uchodzi za siedzibę elity biznesowej miasta, jednak w swoim cichym bogactwie jest raczej przyjazne niż snobistyczne. To wyjątkowe miejsce, gdzie spotykają się ludzie o różnych odcieniach skóry, jest domem dość kłopotliwej pary. Dziś przybywają do centrum, oczywiście dla psot, chaosu i zysku…

„Ottawa jest pełna bigotów, Paul, musimy sobie jakoś radzić, to wszystko” – powiedziała cicho Ashima Shaji, patrząc w pełne duszy brązowe oczy swojego kochanka/wspólniczki. Stali oboje w Parku Konfederacji, w słoneczny piątkowy poranek na początku sierpnia. Jednak w przeciwieństwie do wielu innych ludzi przechadzających się po parku, ci dwoje nie korzystali ze słońca. Nie, knuli…

„Spoko, wchodzę do Shoppers Drugmart i zachowuję się jak bandyta, zwracam na siebie uwagę, a ty dyskretnie umykasz z towarem, podczas gdy ja rozpraszam wszystkich” – odparł Paul Herisson, zamyślony głaszcząc się po brodzie z bródką. Pomysł napadu na sklep w centrum miasta nie przypadł mu do gustu, bo w okolicy kręciło się mnóstwo gliniarzy. W końcu byli niedaleko komisariatu na Elgin Street. Mimo to musiał przyznać, że śmiały plan Ashimy wydawał się całkiem niezły…

„Taki jest plan” – powiedziała Ashima, stanowczo kiwając głową w stronę Paula, którego wahanie ją irytowało. Mierząca metr sześćdziesiąt pięć, o średniobrązowej cerze i długich, kręconych czarnych włosach, ta złotooka ślicznotka z Kerali była przyzwyczajona do bycia niedocenianą. Wykorzystywała to na swoją korzyść przy każdej nadarzającej się okazji. Nigdy nie daj się zauważyć i bądź kimś więcej, niż się wydajesz – to było motto Ashimy Shaji.

Dziś Ashima Shaji była bez wątpienia wystrojona jak z bajki, jak to się mawiało. Ubrana w białą kamizelkę nałożoną na białą bluzkę, srebrne spodnie capri i sandały na platformie, młoda Hinduska-Kanadyjka wyglądała zarówno seksownie, jak i profesjonalnie. Dopełnieniem jej przebrania była zawieszona na szyi smycz z fałszywym dowodem osobistym. Każdy, kto spojrzałby na Ashimę, zobaczyłby śliczną, młodą, południowoazjatycką profesjonalistkę. Niczym nie różniła się od wielu innych osób pracujących dla kanadyjskiego rządu lub firm z sektora prywatnego w centrum miasta.

„Głupcy nie będą wiedzieć, co ich spotkało” – powiedział Ashima, puszczając oko do Paula, który wciąż wyglądał na nieco zdenerwowanego. Dziś miał na sobie czarną bluzę z kapturem, niebieskie dżinsy i czarne buty Timberland, a jego zazwyczaj stylowe afro wyglądało dziko i niedbale, tym lepiej sprzedając wizerunek „miejskiego awanturnika”. Moja pani zdecydowanie myśli o wszystkim, pomyślał Paul, zdumiony bezczelnością i bezczelną pomysłowością planów Ashimy.

Wszyscy wiedzą, że czarnoskórzy, a zwłaszcza czarnoskórzy mężczyźni, są śledzeni po sklepach przez rasistowskich sprzedawców i że kamery monitoringu skupiają się na nich bardziej niż na kimkolwiek innym. Ci dwaj sprytni złodzieje znaleźli sposób, by wykorzystać stereotypy i ludzką głupotę na swoją korzyść. Z powodzeniem atakowali sklep za sklepem w całej stolicy Kanady. Sklepy spożywcze, duże centra handlowe, małe sklepy detaliczne – cokolwiek by to nie było – atakowali. Zrobili z pracowników ochrony przed stratami w całej Ottawie kpiny, ponieważ zdawali się być w stanie ich rozpoznać w sposób, w jaki zwykli klienci nigdy by nie potrafili.

„Zróbmy to, kochanie” – powiedział Paul, przyciągnął Ashimę do siebie i pocałował ją. Paul zamierzał dać Ashimie szybkiego buziaka w usta, ale namiętna młoda kobieta objęła go serdecznie i mocno ścisnęła jego pupę. Paul uśmiechnął się do Ashimy, gdy oderwali się od siebie, by zaczerpnąć powietrza. Pokazała mu kciuk w górę, gdy ruszył ulicą, kierując się do apteki znajdującej się kilka przecznic dalej. Będzie dobrze, pomyślała Ashima, a jej serce płonęło z oczekiwania na nadchodzący dzień.

Często powtarza się, że znajomość siebie i wroga to praktycznie gwarancja wygranej w bitwie. Ashima Shaji, urodzona w okolicach Kerali w Indiach i wychowana na przedmieściach Orleans w Ontario, to maleńka, brązowa chochliczka o umyśle generała. Ashima, absolwentka psychologii na Uniwersytecie w Ottawie, przez pewien czas pracowała w infolinii dla osób z myślami o samobójstwach, po czym wzięła urlop z powodu wypalenia zawodowego.

Podczas urlopu w pracy Ashima na nowo odkryła dawno niewidzianą przyjaciółkę – swoją uśpioną kleptomanię. Młoda kobieta nie kradnie z potrzeby, ale dla dreszczyku emocji. Ashima pochodzi z bogatego kokonu. Jej ojciec, Ramesh Shaji, pracuje jako kierownik zakładu w Avaya Corporation w nowej siedzibie na przedmieściach Kanata w Ontario. Jej matka, Leema Shaji, jest specjalistką ds. kontroli jakości w Oberthur Technologies. Jej starsza siostra, Parvati, studiuje medycynę na Uniwersytecie w Toronto. Rodzina mieszka w ładnym domu szeregowym w zacisznej dzielnicy Orleans. Dlaczego Ashima stała się taka, jaka jest? Trudno powiedzieć. Równie dobrze można by zapytać, dlaczego wschodzi słońce…

„Czas na przedstawienie” – powiedziała do siebie Ashima i dreszcz przebiegł jej po plecach, gdy szła leniwym krokiem do apteki. Po drodze zobaczyła kilku policjantów jedzących lunch w restauracji Nando’s. Minęła ją grupa pracowników rządowych, w tym kilku Pakistańczyków. Jeden z nich, wysoki, brodaty mężczyzna w eleganckim garniturze, patrzył na Ashimę dłużej, niż było to społecznie akceptowalne. Puściła mu oko, a Pakistańczyk nieśmiało odwrócił wzrok.

„Czy ma pani wśród swoich magazynów „Black Enterprise”, proszę pani? To jeden z największych magazynów dla czarnoskórych w Ameryce, skąd pochodzę” – powiedział Paul do ekspedientki w drogerii, przyjemnie pulchnej Arabki po trzydziestce. Paul odezwał się dość głośno do kobiety, której identyfikator głosił „Mariam”, a ona pokręciła głową i wymieniła dostępne w sklepie magazyny. Podczas ich interakcji ludzie gapili się na nich, udając, że się nie gapią. Nikt nie zwrócił uwagi na niską, dobrze ubraną młodą Hinduskę, która weszła i skierowała się do alejki z kosmetykami…

„Jakbyś zabrała cukierka bachorowi” – ​​pomyślała Ashima, dyskretnie napełniając kieszenie kosmetykami i kilkoma innymi rzeczami. Specjalny scrambler, który „pożyczyła” z laboratorium ojca w Avaya, po cichu dezaktywował elektroniczne tagi na każdym przedmiocie, o który się otarła. Bez zbędnych ceregieli Ashima podeszła do lady, zapłaciła za gumę do żucia, zachowała paragon i wyszła. Młoda kobieta powstrzymała się od westchnienia ulgi, wychodząc z lokalu…

„Wiesz co, pani? Chyba kupię sobie egzemplarz Chatelaine” – powiedział Paul do sfrustrowanej arabskiej ekspedientki, obserwując, jak przegląda kobiecy magazyn, a następnie płaci gotówką. Rosły i wysoki młody czarnoskóry mężczyzna uprzejmie podziękował ekspedientce za poświęcony czas, uśmiechnął się do grupy uprzejmych białych Kanadyjczyków, którzy obserwowali wymianę zdań z fałszywymi uśmiechami na bladych twarzach, po czym opuścił lokal. Gem, set i mecz, pomyślał Paul.

Paul Herisson spokojnie, bez żadnych zmartwień, skierował się do Biblioteki Głównej w Ottawie przy ulicy Metcalfe. Po wejściu do środka, udał się na drugie piętro, do działu komiksów, gdzie czekała na niego pewna elegancko ubrana, południowoazjatycka piękność. Ashima Shaji zdawała się promienieć, jak to często bywało po udanej, dobrze zaplanowanej kradzieży. Co za kobieta, pomyślał Paul, zdumiony.

„Dobrze mi z tym, czy co?” – zapytała Ashima Paula, który usiadł naprzeciwko niej. Dyskretnie pokazała mu zawartość torebki. Kosmetyki warte kilkaset dolarów. Paul spojrzał na nią i uśmiechnął się. Ujął jej drobną dłoń w swoją, uniósł ją do ust i pocałował. Ashima uśmiechnęła się do niego promiennie, a jej serce zabiło mocniej. Przypomniała sobie, jak się poznali, i znów poczuła dreszcz emocji…

„Cholera, masz rację” – odpowiedział Paul i przypomniał sobie, co czuł, gdy po raz pierwszy ujrzał uroczą, niezapomnianą Ashimę Shaji. Pracował jako ochroniarz u Loblawa, a ona była tam, żeby kraść. Paul nie dogadywał się z menedżerem Loblawa, rasistowskim, starym francuskim pajacem, Frankiem, jakimś tam. Ten stary pajac nie miał dobrego zdania o młodych czarnoskórych mężczyznach, zwłaszcza tych ze Stanów, i nie ukrywał tego przed Paulem…

W tamtym czasie Paul był nowoprzybyłym mieszkańcem Ottawy, który przybył z Miami na Florydzie. Jego zaniepokojeni rodzice, Geraldine i Mathieu Herisson, wysłali go na studia komunikacji społecznej na Uniwersytecie Saint Paul w Ottawie, ponieważ w jego rodzinnym mieście, enklawie Little Haiti na Florydzie, sytuacja stała się niebezpieczna. Życie Paula zostało zagrożone przez lokalnych bandytów, gdy odmówił dołączenia do nich, a rodzice odesłały go dla jego własnego dobra.

„Nie powinieneś tak mówić do ochroniarza, staruszku, jeśli jeszcze raz to zrobisz, zgłoszę cię” – powiedziała Ashima Shaji do Franka, tej nocy, gdy widziała, jak beszta Paula przed wszystkimi w sklepie. Młody ochroniarz w mundurze stał tam i po prostu znosił, jak stary biały facet go obraża i wyzywa od najgorszych, a nawet więcej.

„To prywatna sprawa, młoda damo” – powiedział Frank do energicznej młodej Hinduski, która spojrzała na niego wyzywająco. Ashima nie ustąpiła i w końcu Frank odszedł. Paul z ulgą spojrzał na Ashimę, cicho zdumiony jej śmiałością i odwagą. Tak się poznali. Paul podszedł do niej i się przedstawił, po czym oczywiście podziękował…

„Dziękuję, ten Frank to kawał drania, a moi przełożeni z ochrony nie chcą nic zrobić z jego stosunkiem do mnie” – powiedział Paul, ściskając dłoń Ashimy. Drobna, dobrze ubrana młoda Hinduska uśmiechnęła się do rosłego i wysokiego, przystojnego młodego czarnoskórego mężczyzny o pełnych uczuć oczach i głupkowatym uśmiechu. Ten wygląda zbyt niewinnie jak na swoje cholerne dobro, pomyślała Ashima.

„Paul, musisz się o siebie upomnieć” – odpowiedziała Ashima, lekko się krzywiąc, gdy Paul potrząsnął jej drobną dłonią odrobinę za mocno. Facet musiał mieć jakieś 193 cm wzrostu i najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z własnej siły. Przeprosił ją serdecznie, gdy zobaczył, że sprawił jej ból, a Ashima się uśmiechnęła. „Z pewnością dam sobie z tym radę” – pomyślała wtedy młoda kobieta.

Ashima Shaji, absolwentka psychologii Uniwersytetu Ottawskiego, zamożna członkini południowoazjatyckiej społeczności Ottawy i kleptomanka od urodzenia, poczuła pociąg do Paula Herissona, haitańsko-amerykańskiego studenta pracującego jako ochroniarz w Loblaw’s. Uczucie to najwyraźniej było odwzajemnione, ponieważ Paul poprosił ją o numer telefonu przy następnym spotkaniu, a Ashima zaczęła się z nim spotykać wkrótce potem. Sytuacja osiągnęła jednak punkt kulminacyjny w dniu, w którym Ashima została przyłapana na kradzieży z działu z kosmetykami…

„Złap ją!” – krzyknął do Paula Owen, pracownik sklepu ds. zapobiegania stratom. Pulchny, biały mężczyzna w średnim wieku westchnął, sapiąc i dysząc, goniąc niską młodą Hinduskę przez sklep. Wyższy, bardziej wysportowany Paul mógł z łatwością dogonić Ashimę Shaji, gdy ta zmierzała prosto do Loblawów, ale z jakiegoś powodu potknął się o nieistniejącą przeszkodę i upadł na tyłek. Dzięki temu urodziwy złodziej zdołał uciec…

„Zmarnowałeś pracę, żeby ratować mój tyłek, kocham cię, Paul” – powiedziała Ashima do Paula, patrząc na niego z uwielbieniem, gdy siedzieli w dziale komiksów Biblioteki Głównej w Ottawie. Paul uśmiechnął się do Ashimy, zadowolony z jej słów. Powtórzył je i pocałował ją w usta. Wyglądając przez okno, obserwował ludzi wchodzących i wychodzących na ulicy. Wyglądali na tak celowych. Odkąd poznał Ashimę, życie Paula stało się rollercoasterem, i to nie zawsze w dobrym tego słowa znaczeniu…

„Kocham cię, Ashima, ale nie możemy tak dalej, pewnego dnia nasze szczęście się skończy” – powiedział stanowczo Paul, a Ashima starała się nie przewrócić oczami. Po tym, jak stracił pracę ochroniarza w Loblaw’s, Paul zaczął pracować jako bramkarz w różnych klubach w Ottawie, ponieważ wciąż miał ważną licencję ochroniarza. W międzyczasie zaczął towarzyszyć Ashimie podczas jej, hmm, zakupów. Jasne, dobrze się bawili, ale czuł, że zbliża się coś złego. Zdecydowanie musieli przestać, póki jeszcze są na topie…

„Paul, za bardzo się martwisz, kochanie, zaraz wracam” – powiedziała Ashima i posłała zaskoczonemu Paulowi całusa, wstając i kierując się w stronę schodów. Paul obserwował drobną piękność, gdy pokonywała po dwa stopnie naraz i zmierzała na trzecie piętro. Paul siedział tam, rozmyślając o swoim życiu i dziwnych zwrotach akcji, jakie zaszły, odkąd poznał Ashimę i zaczął się z nią spotykać. Jesteśmy jak Batman i Catwoman, pomyślał Paul, uśmiechając się łobuzersko.

„O co chodzi?” – powiedział Paul do siebie, gdy jego iPhone zawibrował. Przesunął palcem po ekranie, otwierając go. Wiadomość od Ashimy wywołała uśmiech na jego twarzy. Jestem w toalecie na trzecim piętrze, przestań się denerwować i wchodź do środka, przeczytaj wiadomość. Paul miał ochotę zignorować wiadomość, prawdę mówiąc, a potem Ashima wysłała mu wiadomość ze zdjęciem, na którym widniała jej wielka, brązowa pupa w koronkowych, czerwonych stringach. Cholera, pomyślał Paul i poczuł poruszenie na dole. Uśmiechając się, pospieszył na górę…

„Czemu tak długo, przystojniaku?” zapytała Ashima, uśmiechając się łobuzersko do Paula, który wszedł do łazienki. Nacisnęła czerwony guzik, zamykając ich oboje w środku. Ashima, siedząc na desce sedesowej, z rozpiętą bluzką i spodniami opuszczonymi do kostek, oparła się plecami o ścianę. Szczypiąc sutki jedną ręką i masując owłosioną cipkę drugą, Ashima puściła oko do Paula. Trafiłeś dokładnie tam, gdzie chciałam, pomyślała Ashima przebiegle.

„Musiałem się nad tym zastanowić” – zażartował Paul i wciąż się uśmiechał, gdy Ashima rzuciła się na niego niczym tygrys, a on przyciągnął ją w ramiona i pocałował. Opierając Ashimę o umywalkę w łazience, Paul pieścił jej piersi i całował szyję, podczas gdy ona kusząco rozchylała grube uda. Palce Paula wślizgnęły się w kobiecość Ashimy, a młoda Hinduska cicho jęknęła, gdy zaczął ją pieścić. Pragnęła jego dotyku przez cały dzień. Poranny napad tylko spotęgował podniecenie Ashimy…

„Paul, przestań się wygłupiać, potrzebuję cię natychmiast” – syknęła Ashima do Paula, patrząc na niego pytająco. Paul skinął głową i uklęknął przed nią, całując jej piękne piersi, zanim dotarł do przestrzeni między jej nogami. Ashima wstrzymała oddech, gdy Paul wciągnął zapach jej cipki, a następnie wsunął język do jej wnętrza. Młoda kobieta westchnęła głęboko, gdy jej kochanek zaczął ssać jej cipkę jak wygłodniały mężczyzna, dokładnie tak, jak lubiła…

„Hmmm, smakujesz tak cholernie dobrze” – Paul przerwał, by powiedzieć, po czym musnął językiem napletek łechtaczki Ashimy, jednocześnie dotykając jej mokrej cipki. Młoda kobieta jęknęła gwałtownie, wyginając plecy w łuk, gdy sprawiał jej przyjemność. Ashima przygryzła wargę i uszczypnęła sutki, gdy Paul pożerał jej cipkę, nie spiesząc się, gdy badał ją językiem i palcami. To była istna tortura, a ona absolutnie uwielbiała każdą chwilę…

Później Ashima znalazła się na czworakach, z rękami opartymi o ścianę, podczas gdy Paul pieprzył ją od tyłu. Mocno ściskając jej biodra, Paul wepchnął swojego długiego, twardego penisa w cipkę Ashimy. Młoda kobieta pisnęła i oddała mu tyle, ile mogła, ocierając się o krocze Paula. Bijąc Ashimę po wielkim tyłku i ciągnąc za jej długie, lśniące, czarne włosy, Paul pieprzył ją mocno i szybko, wiercąc jej cipkę swoim twardym, ciemnym penisem. To było prawie tak, jakby chciał, żeby jej piękny, zbójecki tyłek zapłacił za to, że był zbyt kuszący…

„Tak, pieprz mnie mocno” – syknęła Ashima do Paula. Odwróciła się i wbiła w niego wzrok, z niemal dzikim błyskiem w jej zazwyczaj spokojnych i zamyślonych brązowych oczach. Wtedy Paul puścił się, pieprząc Ashimę z dziką pasją. Jeśli lubisz ostre rzeczy, to ja ci je zaserwuję, pomyślał Paul, pieprząc Ashimę z furią, wbijając penisa w jej cipkę i obserwując, jak jej drobne, ale potężne, krągłe ciało trzęsie się pod siłą jego pchnięć. Pukanie do drzwi łazienki przerwało ich zabawę, choć zajęło im chwilę, zanim to zauważyli…

„Miłego dnia, dziękuję” – powiedział Paul do ochroniarza, młodego czarnoskórego mężczyzny w granatowym mundurze, wychodząc z Ashimy z toalety. Oszołomiony ochroniarz mrugnął i coś wymamrotał. Ashima puściła oko do brata i życzyła mu miłego dnia, po czym razem z Paulem zeszli na dół. Chwilę później wyszli na ulicę.

„To było śmieszne i zabawne, hmm, powiedzmy, przystojniaku, co możemy zrobić, żeby to wszystko uwieńczyć?” – zapytała Ashima Paula, chytrze spoglądając na swoją piękną twarz. Paul energicznie pokręcił głową i żartobliwie poklepał ją po pulchnym tyłku. Z jego punktu widzenia miał już dość ryzykownej, pełnej wrażeń zabawy Ashimy na jeden dzień. Kolejki górskie nigdy nie miały być przejażdżkami na pełen etat, pomyślał Paul.

„Idę później do pracy, Ashima, i mam już dość twoich wygłupów” – powiedział Paul rzeczowo, a Ashima udawała, że ​​nadąsana, po czym wzięła go pod rękę. Ruszyli w stronę centrum handlowego Rideau. Dziś wieczorem Paul pracował jako bramkarz w pewnym klubie w okolicy i nie mógł się doczekać tego konkretnego występu. Jeśli Ashima nie wpędzi nas w kłopoty przed zapadnięciem zmroku, pomyślał ponuro Paul.

„Szybko, do przymierzalni w Nordstromie, jesteś w grze czy nie?” – zapytała Ashima, przyciskając swoje gorące, drobne ciałko do Paula. Wysoki, przystojny młody Haitańczyk uśmiechnął się, zwabiony jej krągłościami, mimo że jej plan brzmiał szaleńczo. Po krótkim wahaniu Paul skinął głową, a Ashima uśmiechnęła się i pociągnęła go w stronę dużego centrum handlowego. Będzie dobrze, najpierw się pieprzymy, a potem rozejrzymy się po okolicy i kupimy kilka rzeczy później, pomyślała Ashima, podekscytowana perspektywą kolejnej fajnej przygody.

Leave a Comment