Z Dubaju z miłością

„Bob, gdzie ty, do cholery, jesteś? Baba wyszedł, będzie w Khatt aż do jutra popołudnia, przyprowadź tu swój seksowny kenijski tyłek” – brzmiał SMS od Majidy Zarawani. Ktoś tu jest zdecydowanie napalony, pomyślał Robert Lotodo z ironicznym rozbawieniem. Kontakt Majidy z nim o tak późnej porze dnia pracy był raczej nieoczekiwaną przyjemnością niż rozrywką.

Wiedząc, jak Majida lubi być na krawędzi, Robert niemal wahał się, czy sprawdzić jej pozostałe SMS-y. Mierzący 190 cm wzrostu, atletyczny i krzepki kanadyjski kierownik budowy, urodzony w Kenii, uśmiechnął się do siebie, patrząc na swojego iPhone’a. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował, było denerwowanie się, zwłaszcza w tym palącym upale, który dusił okolice Dubaju. No cóż. Za późno na to…

Dzień był cieplejszy niż zwykle w okolicach Dubaju, światowej klasy miasta i klejnotu koronnego Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a Robert Lotodo, pracownik Bakr Oil Limited i kierownik ds. piasków roponośnych, nie był zadowolony. Na nadzorowanym przez niego placu budowy, głęboko w piaskach roponośnych Dubaju, narastała atmosfera napięcia i niewiele mógł na to poradzić. Pracownicy byli zmęczeni i mieli zaległości w pracy. Dał im już wystarczająco dużo przerw i nie chciał stracić swojej normy…

W końcu się do mnie odezwała, pomyślał Robert. Zmysłowy obraz Majidy i jej zmysłowego ciała wkradł się do jego umysłu, wzbudzając w nim najróżniejsze uczucia. Młoda emiracka dziedziczka fortuny była gorąca jak lód i nie mógł się nią nasycić. Pracował cały dzień w słońcu, nad wyjątkowo trudnym projektem budowlanym. Piaski roponośne były pełne robotników, a on musiał badać teren punkt po punkcie, aby nic nie uszkodziło posiadłości lub pracujących przy niej ludzi.

Praca dla Mohammeda Zarawaniego, współwłaściciela Bakr Oil Limited, okazała się wyzwaniem. Nie po to studiowałem inżynierię lądową na Carleton University i zarządzanie budownictwem w Algonquin College, żeby być krytykowanym przez starszego emirackiego dziwaka, pomyślał Robert Lotodo. Nie po raz pierwszy 24-letni menedżer przeklinał siebie za to, że opuścił komfort swojego rodzinnego miasta Ottawa w Ontario i przeniósł się do piekła znanego jako Dubaj w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

„Spokojnie, kochanie, zobaczymy się za jakąś godzinę” – odpowiedział Bob, a chwilę później dostał uśmiechniętą buźkę od Majidy i dość namiętną wiadomość graficzną. Bob oblizał usta, zerkając na zdjęcie, czując jednocześnie poruszenie na dole. Majida stała przed lustrem w seksownym negliżu, z wystającymi piersiami, a jej usta układały się w namiętny pocałunek. Co ja zaraz zrobię z tymi ustami, pomyślał Bob z pożądaniem.

Bob udał się do kierownika budowy, spiętego Emiratczyka o imieniu Fahd, który nie lubił przyjmować poleceń od wykształconego, czarnoskórego kanadyjskiego geodety, i poinformował go, że opuszcza plac budowy. Wysoki, szczupły Emiratczyk zmierzył go wzrokiem od stóp do głów i obdarzył sztucznym uśmiechem, który rozpoznałby każdy wąż. Uważaj na niego, pomyślał Bob.

„Do zobaczenia później, szefie” – powiedział Fahd ostro, a Bob skinął głową i odszedł. Udał się do biura, wziął prysznic, a następnie udał się do samochodu. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich wszystko było skomplikowane. Ten bogaty arabski kraj był wschodzącą superpotęgą, zarobił niezliczone miliardy na ropie naftowej i stał się prawdziwym centrum biznesu i turystyki w regionie Zatoki Perskiej.

Mieszkańcy Emiratów wkraczali na nowy świat, który był zarówno piękny, jak i przerażający. Ich jedynymi konkurentami byli Saudyjczycy, których surowość czyniła ich mniej atrakcyjnym miejscem dla biznesmenów, a zwłaszcza biznesmenek z Europy, Ameryki i całego świata zachodniego. Saudyjczycy zarabiali głównie na ropie naftowej i milionach muzułmańskich pielgrzymów corocznie odwiedzających Mekkę i Medynę. Emiratczycy zarabiali na ropie naftowej, rozrywce, turystyce i wszystkim innym…

„To będzie wspaniały dzień, kiedy stąd wylecę” – powiedział sobie Bob i starał się nie myśleć o tym, co przeżył, odkąd przeprowadził się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich z Ontario w Kanadzie. Choć mieszkańcy Emiratów uważali się za nowoczesnych i postępowych, a ich legendarne miasto Dubaj było dowodem ich hojności i bogactwa, to miejsce i jego mieszkańcy nie byli łaskawi dla osób niebędących Arabami ani Europejczykami. Robert Lotodo był tego świadomy od samego początku…

Urodzony w Kisumu w zachodniej Kenii i wychowany w Ottawie w Ontario, Robert Lotodo uważał się za syna dwóch światów. Jako mierzący 190 cm wzrostu, ciemnoskóry i krzepki młody czarnoskóry mężczyzna, był przyzwyczajony do gapienia się na niego, gdziekolwiek się pojawił w kanadyjskiej stolicy. Po ukończeniu studiów licencjackich z elektrotechniki na Uniwersytecie Carleton, wrócił na studia, wybierając kierunek zarządzania budownictwem w Algonquin College.

Podczas studiów w Algonquin College Robert Lotodo zaprzyjaźnił się z zagranicznym studentem Malikiem Kaderem, który przybył do Ottawy z Dubaju. Malik i Robert zostali przyjaciółmi, a młody Emiratczyk opowiedział mu o wspaniałym Dubaju, gdzie dorastał, i o absurdalnych pieniądzach, jakie zarabiali tam zagraniczni biznesmeni. Robert nabrał ciekawości i zaczął dowiadywać się więcej o świecie Emiratów i kulturze arabskiej w ogóle…

„Mój synu, wyjazd do Dubaju może wydawać się dobrym pomysłem, ale uwierz mi, Arabowie nie lubią czarnoskórych i, w przeciwieństwie do Kanadyjczyków, pokażą ci swoją nienawiść” – powiedział ojciec Roberta, Francois Lotodo. Starszy pan rodziny Lotodo miał ponad metr osiemdziesiąt, ciemnobrązową skórę i jedwabiste, srebrzyste włosy. Spojrzał na syna z troską, świadomy, że jego naiwne potomstwo nie chce słuchać jego słów na ten konkretny temat…

„Tato, pojadę do Dubaju jako obywatel Kanady, dostanę pozwolenie na pracę i będę miał pracę czekającą na mnie. Myślę, że to świetna okazja” – nalegał Robert, a ojciec pokręcił głową i uśmiechnął się smutno. Starszy Lotodo wiedział, że jego syn widzi znaki dolara za każdym razem, gdy myśli o Dubaju, i na pewno się nie zniechęci. No cóż, próbowałem ostrzec chłopaka, pomyślał Francois Lotodo.

Sześć miesięcy później Robert Lotodo wsiadł do samolotu Air Canada lecącego do Europy. Stamtąd miał polecieć kolejnym samolotem do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dubaj to arabski sen, ale może się sprawdzić dla czarnoskórego Kanadyjczyka z głową w chmurach, pomyślał Robert, rozpoczynając pierwszy etap podróży. Kiedy w końcu dotarł na międzynarodowe lotnisko w Dubaju, Robert z zadowoleniem zauważył, że jego pracodawca, Mohammed Zarawani, przysłał po niego kogoś.

„Salam Alaikum, bracie, jestem Faruk, a pan Zarawani mnie przysłał. Zabiorę cię do twojego domu” – powiedział wysoki, szczupły, czterdziestokilkuletni Arab. Robert i Faruk uścisnęli sobie dłonie, po czym wsiedli do samochodu i odjechali. Gdy samochód pędził przez zatłoczone ulice arabskiej metropolii, Robert nie mógł oderwać oczu od miejskiego krajobrazu. Dubaj dorównuje Nowemu Jorkowi pod względem wielkości i przepychu, pomyślał Robert, wspominając swoją ostatnią podróż do Wielkiego Jabłka, latem po ukończeniu studiów.

Robert Lotodo był zadowolony ze swojego zakwaterowania – okazałej rezydencji z trzema sypialniami, salonem, kuchnią i basenem. To zasługa jego pracodawcy, pana Zarawaniego, emirackiego miliardera, który chciał zaistnieć na rynku emirackiej rodziny królewskiej dzięki ropie naftowej znalezionej na terenach w pobliżu jego rodzinnej posiadłości na obrzeżach Dubaju. Dlatego zatrudnił zagraniczne talenty do pomocy w tym najnowszym projekcie…

„Chyba mi się tu spodoba” – powiedział sobie Robert po obejrzeniu swojego domu, który był tak piekielnie piękny. Nieruchomość nad brzegiem morza w Dubaju. Nieźle jak na urodzonego w Kenii syna niedawno emerytowanego oficera armii kanadyjskiej, co? Robert był podekscytowany swoim nowym lokum, a kiedy spotkał się ze swoim pracodawcą, stwierdził, że jest on twardy, ale sprawiedliwy. Pan Zarawani przypominał Robertowi hollywoodzkiego aktora Tommy’ego Lee Jonesa, tylko o ton lub dwa ciemniejszy.

Robert Lotodo był zafascynowany życiem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale szybko uświadomił sobie, że to zupełnie inny świat niż jego rodzinna Kenia czy stolica Kanady, w której się wychował. Arabowie byli dość zamożni, a ludzie z takich miejsc jak Niemcy, Chiny, RPA i innych, przybywali do nich tłumnie. W Dubaju można było zarobić mnóstwo pieniędzy i nikt nie mógł temu zaprzeczyć. Oczywiście, nawet wśród obcokrajowców istniała hierarchia.

Arabowie z Emiratów nie byli przyzwyczajeni do kontaktów z wykształconymi i pewnymi siebie czarnoskórymi obcokrajowcami, a gdy zobaczyli Roberta Lotodo pracującego jako kierownik na ogromnym placu budowy, czuli ledwo skrywaną wrogość. Piaski roponośne pod Dubajem były ogromne, a on tym wszystkim dowodził.

Poprzednim kierownikiem placówki był biały Trevor Watkins, którego Zarawanie zwolniło i deportowało z powrotem do rodzinnej Australii, gdy ujawniono jego homoseksualizm. Dubaj to trudne miejsce dla tych, którzy są inni, pomyślał Robert. Biorąc pod uwagę konserwatyzm wielu krajów arabskich, Australijczyk wyszedł z tego obronną ręką. Emiratczycy byli bardziej pobłażliwi. Gdyby Watkins był w Arabii Saudyjskiej, mógłby trafić do więzienia, a nawet zabić za to, że otwarcie przyznaje się do homoseksualizmu.

Przywilej białych obowiązuje wszędzie, pomyślał Robert, rozmyślając nad losem swojego poprzednika. Osoby o innym kolorze skóry byłyby traktowane inaczej w tej samej sytuacji. Robert widział, jak Arabowie z Emiratów traktowali afrykańskich, filipińskich i pakistańskich pracowników migrujących do Dubaju. Dla nich ci ludzie byli niewiele więcej niż niewolnikami.

Cudzoziemcy byli sponsorowani przez bogatych obywateli Emiratów, którzy traktowali ich jak własność, a nie ludzi. W Dubaju, jeśli nie jesteś Arabem ani białym, a dodatkowo brakuje ci pieniędzy i władzy, jesteś traktowany jak gówno. Po prostu. Robert pamiętał, jak czytał, że niewolnictwo było legalne w Arabii Saudyjskiej i sąsiednich państwach do lat 60. Rany, świat arabski potrafi być okrutny…

Dubaj był miastem majestatycznym, zbudowanym na nierównościach. Ktoś musiał ciężko pracować dniem i nocą, aby utrzymać piękno i przepych miasta. Emiratczycy wabili pechowych cudzoziemców obietnicą sowitej pensji, by wykonywali te proste prace. Kucharze, pokojówki, robotnicy naftowi, budowlańcy, prywatni ochroniarze – wszyscy ci mężczyźni i kobiety zazwyczaj pochodzili spoza Dubaju. Arabowie lekceważyli afrykańskich, filipińskich i południowoazjatyckich pracowników migrujących i nie ukrywali tego.

To miejsce sprawia, że ​​amerykańskie Południe wygląda jak liberalne centrum, pomyślał z przerażeniem Robert. Emiratczycy nie wiedzieli, co myśleć o Robercie Lotodo. Od pierwszego dnia pracy w Bakr Oil Limited, liderzy zespołu z Emiratów nie chcieli słuchać jego rozkazów, a pan Zarawani musiał interweniować i ustanowić porządek. Ci faceci są gorsi niż biali ludzie z małych miasteczek, którzy nie są przyzwyczajeni do braci, a to o czymś świadczy, pomyślał z obrzydzeniem Robert.

Mimo to Robert Lotodo wytrwał i na każde wyzwanie podważające jego autorytet odpowiadał surową reprymendą. Zwolnił kilku pracowników i kierowników brygad roboczych, tylko po to, by zrobić przykład z lokalnych czarnych owiec. Pozostali poszli w ich ślady i wykonywali swoją pracę. Kiedy nie wykonywali swojej pracy tak, jak się od nich oczekiwało, Robert nie przejmował się, że Arabowie uważają ich za wielkich i złych. Rzucił się na nich z całą surowością, niczym Samuel L. Jackson, i był gotów im w tym pomóc. Zawsze nosił przy sobie dwa pistolety. Zrozumieli przesłanie.

Reputacja Roberta Lotodo jako szefa rosła i dopóki spełniał, a nawet przewyższał oczekiwania, jego szef i sponsor, pan Mohammed Zarawani, był zadowolony. Starszy miliarder z Emiratów przedstawił go swojemu synowi Aliemu, którego Robert rozpoznał jako lesbijkę już na pierwszy rzut oka, oraz swojej uroczej córce Majidzie. Majida to jednak zupełnie inna historia. Wysoka i krągła, z ciemnobrązową cerą i długimi, czarnymi włosami, które zazwyczaj chowała pod hidżabem, Majida była prawdziwą pięknością.

„Moja córka Majida właśnie wróciła z Toronto w Kanadzie, gdzie studiowała rachunkowość i zarządzanie” – powiedział pan Zarawani, przedstawiając się. Robert Lotodo spojrzał na śliczną emiracką dziedziczkę fortuny i skinął głową z szacunkiem. Ich oczy się spotkały i dostrzegł, jak na jej pięknej twarzy pojawia się lekki uśmiech. Ta dama to kłopoty, pomyślał Robert w tamtym momencie. I wkrótce miał się okazać, że miał rację…

„Miło poznać kogoś z Kanady. Spędziłam cztery lata w Ontario i bardzo mi się tam podobało. Powrót tutaj to okropny cios” – to były pierwsze słowa Majidy Zarawani do Roberta, kiedy wpadł na nią w drodze do biura jej ojca. Miał dla starszej Zarawani kilka liczb i cyfr do pokazania, a skończyło się na tym, że zamiast tego podziwiał sylwetkę dziedziczki fortuny Zarawani. I tak to się wszystko zaczęło…

„Nie powinniśmy tego robić” – powiedział Robert do Majidy, gdy po raz pierwszy się pocałowali. Pan Zarawani wyjechał na kilka dni do Omanu, aby negocjować interesy, a jej brat Ali był zajęty swoim sudańskim kochankiem Omarem. Majida i Robert mieli posiadłość Zarawani tylko dla siebie. Po zwolnieniu służby Majida zaprosiła Roberta na małą zabawę pod pretekstem rozmowy o Kanadzie i tym podobnych sprawach. Niewiele rozmawiali…

„Jak chcesz, Bob, mogę ci tak powiedzieć” – odparła Majida, uśmiechając się łobuzersko i klepiąc się po kroczu przez czarne jedwabne spodnie. Robert westchnął i zdał sobie sprawę, że się uśmiecha. Przyciągając Maidę w ramiona, ponownie ją pocałował. Oboje opadli na jej łóżko i zaczęli się kochać. Robert był zazwyczaj bardzo bystrym, intelektualnym typem, niełatwym do opanowania przez pożądanie czy jakiekolwiek emocje, ale Majida działała na niego i, jak się okazuje, na wielu innych mężczyzn…

„Jesteś taką kusicielką” – powiedział Robert, a Majida uśmiechnęła się i skinęła głową, oblizując wargi, gdy zaczął się nią zajmować. Położył ją na łóżku i napawał się jej pięknym, krągłym ciałem. Ta brązowoskóra, zmysłowa, emiracka piękność leżała tam, ocierając się o piersi z zalotnym uśmiechem na ślicznej twarzy. Robert czule pocałował ją w usta, a potem zaczął masować jej piersi, delikatnie ściskając otoczki. Majida westchnęła z ulgą i ponagliła go, by kontynuował.

„Bob, nie masz pojęcia, zamknij się i liż tę cipkę” – powiedziała Majida swoim władczym tonem. Robert spojrzał na nią i pokręcił głową, zirytowany jej władczością, nawet gdy jego penis stwardniał. Przesunął pocałunkiem ścieżkę od ust Majidy do jej piersi i zaczął ssać jej sutki. Wsuwając dłoń między jej grube uda, z przyjemnością odkrył, że jest już mokra. Uśmiechając się, Robert wsunął dwa palce do mokrej cipki Majidy, a ona jęknęła głęboko, mrużąc oczy. Uznając to za dobry znak, Robert kontynuował swoją magię, jak to mówią…

„Hmm, niektóre kobiety używają tam perfum, ale ty obnosisz się z własnym aromatem” – Robert przerwał, by powiedzieć, a Majida spojrzała na niego i zamilkł. Wciągnął zapach jej cipki i zaczął ją lizać. Używając języka jak miniaturowej włóczni, Robert drażnił łechtaczkę Majidy z całych sił. Młoda kobieta jęknęła głęboko i uszczypnęła swoje sutki. Robert wsunął dwa palce do jej cipki, a piski Majidy zmieniły ton. Wkrótce zaczęła jęczeć i wołać jego imię…

„O kurwa, tak” – jęknęła Majida, wyginając plecy i krzycząc z czystej rozkoszy, jaką odczuwała, obserwując, co Robert z nią robił. Postawił ją na czworaka, twarzą w dół i tyłkiem do góry, i w końcu zaczął eksplorować jej wielki tyłek. Podziwiał pupę Majidy od dłuższego czasu. Odkąd zobaczył ją po raz pierwszy w gabinecie jej ojca, Mohammeda Zarawaniego. Rozchylając pośladki Majidy, Robert wsunął palec w jej odbyt, jednocześnie drażniąc jej cipkę językiem i innymi palcami. Majida pisnęła i poczuła, że ​​ogarnia ją ekstaza…

„Chodź, ujeżdżaj tego kutasa, ty apodyktyczna i dziwaczna kobieto” – powiedział Robert, gdy Majida opadła z siódmego nieba. Zmysłowa arabska piękność spojrzała na niego, a jej wzrok utkwił w jego fiucie, który stał na baczność, ciemny i gruby, niczym groźny wąż. Majida rzuciła się na Roberta i złapała go za penisa. Młoda Kenijka-Kanadyjka patrzyła z zachwytem, ​​jak puszcza mu oko, a potem bierze go do ust. Bez zbędnych ceregieli Majida zaczęła ssać penisa Roberta, jakby jutra miało nie być…

„Przyjemne, pikantne i słone” – powiedziała Majida i puściła oko do Roberta, liżąc główkę jego penisa, po delikatnym odciągnięciu napletka. Robert martwił się, jak ona będzie obchodzić się z jego penisem, ponieważ nie był pewien, jak muzułmanka taka jak ona zareaguje na nieobrzezanego mężczyznę takiego jak on. Majida zdawała się tym nie przejmować i ssała jego penisa, jakby od tego zależało jej życie. Robert wkrótce poczuł, że jest twardy jak skała, a kiedy doszedł, Majida zaskoczyła go, pijąc jego nasienie. Co ty na to?

„Twerkuj ten tyłek, ślicznotko” – powiedział Robert, głaszcząc swojego fiuta, patrząc, jak Majida staje na czworaka. Młoda kobieta odwróciła się i uśmiechnęła, po czym zaczęła potrząsać przed nim swoim wielkim, brązowym tyłkiem. Robert uśmiechnął się, a jego fiut wydłużył się i stwardniał, gdy wahadło pokusy zakołysało się przed nim. Nawinąwszy prezerwatywę na penisa, Robert wsunął go w wargi sromowe Majidy. Szybkim pchnięciem wszedł w nią i kontynuowali zabawę.

„Nie hamuj się” – pisnęła Majida, a Robert roześmiał się, chwytając ją za biodra i wbijając głęboko w nią swojego penisa. W ciągu ponad dwudziestu lat życia spotykał się z uroczymi kobietami o najróżniejszych odcieniach, ale Majida była jedyna w swoim rodzaju. Jako córka szefa, była dla niego zdecydowanie niedostępna, ale Robertowi to nie przeszkadzało. Czasami lubił żyć niebezpiecznie. Majida jęczała i piszczała, gdy wbijał w nią swojego penisa, a dźwięki, które wydawała w ferworze namiętności, były dla Roberta słodką muzyką…

Robert Lotodo i Majida Zarawani spotykali się od miesięcy. Musieli oczywiście zachować dyskrecję. Chociaż w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie obowiązywały tak surowe zasady jak w Królestwie Arabii Saudyjskiej, gdzie nawet księżniczki mogły zostać stracone za niewierność małżeńską, osoby łamiące normy społeczne i tak spotykały się z surowymi represjami. A, i był jeszcze jej ojciec, miliarder. Po prostu nie mogli być zbyt ostrożni. Spotykali się w hotelowych pokojach, na bezludnych plażach i innych ustronnych miejscach. Wraz z rozwojem ich namiętności rosło ich wzajemne uczucie…

„Czemu tak długo, kochanie? Zrobiłam ci pyszne szaszłyki z jagnięciny i placek Kuboos” – powiedziała radośnie Majida i powitała Roberta uściskiem i pocałunkiem, gdy w końcu dotarł do posiadłości Zarawani. Robert objął ją i pocałował namiętnie, a kiedy spojrzał w jej piękne brązowe oczy, dostrzegł coś innego niż pożądanie i figlarność, których się spodziewał. Robert dostrzegł w nich szczere uczucie, co jednocześnie go podnieciło i przeraziło…

„Przepraszam za spóźnienie, Majida. Przyjechałem o czasie kenijskim, ale przywiozłem ci te” – powiedział Robert i pokazał jej róże, które kupił w Firenze Flora LLC, jednej z najlepszych kwiaciarni w Dubaju, znajdującej się w centrum handlowym Florist International City. Majida spojrzała na kwiaty, które przyniósł jej Robert, i aż zamarła ze zdumienia. Delikatnie jej je podał, a ona je wzięła. Wdychając ich zapach, Majida uśmiechnęła się, a potem spojrzała na Roberta.

„Och, rozpieszczasz mnie, przystojniaku, tak trzymaj, a może wyrwę ci paszport i przywiążę cię do łóżka” – powiedziała Majida, chwytając Roberta za pośladek i mocno ściskając, śmiejąc się tym swoim seksownym, a zarazem przerażającym śmiechem. Robert uśmiechnął się szeroko, a potem dołączył do niej w jadalni. Siedząc na dywanie, twarzą do ślicznej Majidy i jedząc rękami, po arabsku, Robert Lotodo po raz pierwszy od wieków poczuł się zadowolony.

„Za wiele takich dni jak ten, śliczna” – powiedział Robert, a Majida zamrugała ze zdziwienia, po czym uśmiechnęła się, gdy wziął ją za rękę i uniósł do ust. Robert puścił do niej oko i wrócił do jedzenia, jakby nic się nie stało. Majida uśmiechnęła się do niego, mimo że serce zaczęło jej walić w piersi. Ten zdecydowanie nie jest taki jak poprzednie, pomyślała Majida blado.

Podczas studiów na Uniwersytecie w Toronto Majida Zarawani zajmowała się czymś więcej niż tylko biznesem i księgowością. Jako córka zamożnej arabskiej rodziny z Emiratów, po raz pierwszy sama w Ameryce Północnej, Majida świetnie się bawiła. Bawiła się w sposób, który jej ojciec, Mohammed Zarawani, miliarder i biznesmen (który ma wśród swoich przyjaciół pewnego amerykańskiego potentata, który został prezydentem), uznałby za skandaliczny.

Leave a Comment