Sawsan Kalba z Fudżajry

„Jesteś Haitańczykiem i muzułmaninem? Niemożliwe, co u licha skłoniło cię do przyjęcia islamu?” – zapytała Sawsan. Spojrzała na rosłego, wysokiego, młodego, czarnoskórego mężczyznę, który stał przed nią, wyglądającego dość elegancko w granatowym uniformie ochroniarza, i pokręciła głową. Czy cuda nigdy się nie skończą? Od tygodni zauważała, że ​​ochroniarz śledzi każdy jej krok, ilekroć wchodziła do Walmartu, i właśnie dzisiaj, akurat dzisiaj, w końcu nawiązał z nią rozmowę.

Miasto Ottawa w Ontario zawsze było ważnym ośrodkiem dla niedawnych imigrantów, a Sawsan domyśliła się, że brat, który wydawał się nią tak zafascynowany, był nowoprzybyły. Większość strażników, których widziała w ogromnym supercentrum niedaleko jej domu, to niedawni imigranci, czy to Afrykanie, Latynosi, Azjaci Południowi, czy przedstawiciele innej mniejszości. Większość z nich to prości ludzie, ale ten, cóż, wyróżniał się spośród pozostałych, dlatego Sawsan z nim rozmawiała.

Sawsan i Suleiman rozmawiali kilka razy, ale nigdy o niczym zbyt głębokim. Była przyzwyczajona do tego, że faceci w każdym wieku na nią krzyczą. Mierząca 170 cm, krągła i krzepka Sawsan uchodziła za całkiem piękną. Z ciemnobrązową cerą, długimi kręconymi włosami i piękną, lekko kanciastą twarzą, na której dominowały żywe brązowe oczy i pełne, zawsze wydęte usta, Sawsan emanowała surową zmysłowością, dość powszechną wśród kobiet z Bliskiego Wschodu. Dlatego rozumiała fascynację brata nią…

Ten jest oczarowany, pomyślała Sawsan, stając twarzą w twarz z ochroniarzem. Wiedziała na przykład, że urodził się jako Salomon Vincent w Ouanaminthe na Haiti i był nowym mieszkańcem Ottawy, studiującym chemię na Uniwersytecie Ottawskim. Mówił z lekkim francuskim akcentem i wydawał się dziwnie nie na miejscu. Ten wydaje się być stworzony do czegoś więcej niż to, co robi obecnie, i rozumiem to, pomyślała Sawsan, gdy po raz pierwszy zobaczyła Suleimana.

„Poczułem pociąg do wiary islamskiej, trochę mnie to zaskoczyło, ale podjąłem decyzję” – powiedział stanowczo Suleiman, a w jego pełnych duszy brązowych oczach dostrzegłem determinację, która zaskoczyła Sawsan. W tym mózgu dzieje się wiele, pomyślała Sawsan, a kiedy wzrok Suleimana przesunął się po niej, zamrugała i zarumieniła się, gdy coś niespodziewanego przeszyło ją na wskroś. Nagły przypływ podniecenia, jakby znikąd…

Gdy Suleiman opowiadał o swoim nawróceniu na islam, Sawsan zauważyła, że ​​coś go ogarnia. Zupełnie jakby coś w nim walczyło, by się wydostać. Tylko raz Sawsan widziała oczy o tak żarliwej intensywności, w swojej ojczyźnie, Fudżajrze, w sercu Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tego pamiętnego dnia Sawsan jechała na swoim koniu, wspaniałym karym ogierze, któremu nadała imię Szaitan.

Sawsan, córka Amira Kalby, wysoko postawionego członka plemienia Sharqiyin, potężnego klanu rządzącego królestwem Fudżajra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, była kobietą uprzywilejowaną. Po ukończeniu studiów biznesowych na Uniwersytecie w Melbourne, Sawsan wróciła do Fudżajry, aby pomóc rodzinie w zarządzaniu krajem. Narastały napięcia między tradycjonalistami, którzy uważali, że ZEA traci swój kierunek z powodu „niewiernych” w Dubaju, a modernistami, którzy chcieli, aby Emiraty stały się jeszcze bardziej zachodnie.

Sawsan Kalba rozumiała punkt widzenia obu stron i dlatego była jedną z najbliższych doradczyń swojego ojca Amira. Po czterech latach mieszkania w Melbourne w Australii, Sawsan zrozumiała zachodni sposób myślenia. W dniu wolnym od obowiązków, Sawsan wybrała się konno wzdłuż Wadi Ham, ważnego szlaku handlowego prowadzącego przez góry Fudżajry aż do Zatoki Perskiej. Po dotarciu do doków usłyszała krzyki i poszła zbadać zamieszanie.

Wysoki, szczupły, młody somalijski doker kłócił się ze swoim przełożonym, krzepkim, brodatym staruszkiem z Emiratów. Obaj mężczyźni pokłócili się po kłótni, wdając się w bójkę. Sytuacja szybko przybrała gwałtowny obrót. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich mężczyźni rzadko poruszali się bez broni. Każdy miał przy sobie pistolet, a przynajmniej nóż lub sztylet. Z wyciągniętym ostrzem somalijski doker rzucił się na swojego prześladowcę i zdołał go śmiertelnie dźgnąć, zanim trzej strażnicy go obezwładnili i zabrali.

Sawsan nie wiedziała, co stało się z somalijskim dokerem i wcale jej to nie obchodziło. Zjednoczone Emiraty Arabskie były niebezpiecznym miejscem, gdzie ludzie ginęli lub znikali bez przerwy. Krwawe waśnie między rodami szlacheckimi, a także między pospólstwem o wszelkich odcieniach, były dość powszechne. Świat zewnętrzny uważał, że bajeczne miasto Dubaj reprezentuje całe Emiraty i choć było ważnym ośrodkiem handlu, biznesu, rozrywki i tym podobnych, było zaledwie kroplą w morzu.

Poza lśniącymi wieżami metropolii Dubaju, Zjednoczone Emiraty Arabskie były niemal średniowiecznym światem sojuszów plemiennych, głęboko zakorzenionym w tradycji. Mnóstwo ludzi z miejsc takich jak Somalia, Filipiny, Nigeria, Etiopia, Pakistan i innych krajów przybywało do Zjednoczonych Emiratów Arabskich w poszukiwaniu pracy. Ich emiraccy pracodawcy często byli dla nich nieżyczliwi.

Sawsan domyśliła się, że somalijski doker ma poważny żal do swojego przełożonego. Wydawało jej się, że dostrzegła podobną intensywność w oczach Suleimana, ale zniknęła ona równie szybko, jak się pojawiła, zastąpiona nieśmiałym uśmiechem. Suleiman znów był spokojny, opanowany i opanowany. Ten człowiek zachowuje się, jakby nic go nie obchodziło, pomyślała Sawsan.

„Cóż, Suleiman, ja osobiście pragnę dodać otuchy wszystkim nowym muzułmanom. To właśnie tacy ludzie jak ty sprawiają, że nasza wiara jest tak piękna i różnorodna, więc jeśli będziesz czegoś potrzebował, nie wahaj się do mnie zadzwonić” – powiedziała Sawsan i zaskoczyła Suleimana i siebie, wyciągając wizytówkę i wręczając mu ją. Suleiman uśmiechnął się i skinął głową z wdzięcznością, po czym schował wizytówkę do kieszeni. Sawsan życzyła mu miłego dnia i swobodnie odeszła.

Sawsan Kalba udała się do apteki i odebrała leki, a następnie skierowała się do działu spożywczego. Po uzupełnieniu koszyka sokiem jabłkowym, obiadami do telewizora, a także niezbędnymi rzeczami, takimi jak papier toaletowy, nowa szczoteczka do zębów, pasta do zębów i tym podobne, skierowała się do kasy samoobsługowej. Ta znajdowała się około pięćdziesięciu metrów od stanowiska ochroniarza. Spodziewała się, że Suleiman będzie patrzył w jej stronę, ale jego uwaga była skupiona gdzie indziej.

„Proszę pana, proszę posłuchać, mówię panu, że to nic osobistego. Każdy, kto piszczy przy wyjściu z Walmartu, musi pokazać paragon ochronie” – wyjaśnił cierpliwie Suleiman. Rozbolała go głowa od rozmowy z niskim, krępym, białym staruszkiem, który stał przed nim, gestykulując i trzymając torby z zakupami. Rosły i wysoki młody czarnoskóry mężczyzna przewrócił oczami, co nie spodobało się mężczyźnie stojącemu przed nim.

„Jesteś rasistą, wiesz o tym, synu? Dokuczasz mi, bo jestem biały” – powiedział z kamienną twarzą starszy biały facet. Oczy Suleimana rozszerzyły się ze zdziwienia, pokręcił głową i roześmiał się. Staruszek nadal się na niego gapił, a on wygłaszał tyrady o mniejszościach. Niewielka grupka kupujących zebrała się, by obserwować wymianę zdań między wściekłym starszym białym facetem a młodym, czarnym ochroniarzem. Rozrywka w stylu Ottawy, pomyślała ponuro Sawsan, płacąc kartą debetową za zakupy.

„Hej, stary, nie jestem twoim synem, jasne? Jeśli nie chcesz pokazać paragonu, w porządku, po prostu odejdź” – powiedział szorstko Suleiman, a w jego głosie narastała złość. Staruszek uśmiechnął się, wiedząc, że zaczyna dokuczać młodszemu. Kiedy staruszek dotknął jego ramienia, Suleiman odtrącił jego dłoń. Staruszek westchnął ze zdziwienia i wyglądał, jakby miał zamiar spróbować czegoś innego… i wtedy wkroczyła Sawsan, stając między dwoma mężczyznami.

„Panowie, proszę” – powiedziała Sawsan, a Suleiman spojrzał na nią wyraźnie zaskoczony. Sawsan mrugnęła do niego i uśmiechnęła się uspokajająco. Staruszek wciąż nie był gotowy, żeby odpuścić. Sawsan musiała mu kilka razy powiedzieć, żeby się odczepił, zanim stary sęp odszedł, mamrocząc o imigrantach i mniejszościach przejmujących Kanadę. Sawsan obserwowała go, aż wyszedł ze sklepu, po czym odwrócił się do ochroniarza.

„Dziękuję, Sawsan” – powiedział Suleiman, a młody mężczyzna westchnął głęboko, a na jego ciemnej, przystojnej twarzy w niesamowity sposób odmalowała się ulga. Sawsan uśmiechnęła się, skinęła głową, a potem wyciągnęła paragon z torby na zakupy i pokazała mu go. Suleiman pokręcił lekceważąco głową i uśmiechnął się do niej. Sawsan spojrzała na niego i oblizała wargi, a Suleiman z jakiegoś powodu drgnął. Ta jest dla mnie słodka, pomyślała Sawsan z rozbawieniem.

„Jesteś kimś wyjątkowym, bracie Suleiman, masz mój numer, nie każ dziewczynie czekać” – powiedziała skromnie Sawsan, a Suleiman uśmiechnął się i skinął głową. Czuła na sobie jego wzrok, gdy wychodziła ze sklepu. Sawsan uśmiechała się przez całą drogę do swojego samochodu, hebanowego Fiata z 2011 roku, którego kupiła kilka lat temu. Po włożeniu toreb z zakupami na tył, Sawsan pojechała do swojego miejsca, niedaleko jej obecnego miejsca pracy, piekarni Hafiza’s Bakery, położonej przy Old Innes Road na wschodnim krańcu Ottawy.

Okoliczności, które sprowadziły Sawsan Kalbę, córkę zamożnej muzułmańskiej rodziny z Emiratów, do Ottawy w Ontario, były czymś, o czym wolała nie myśleć. W świecie arabskim więzy krwi liczyły się bardziej niż cokolwiek innego, może poza samą religią islamu. Kiedy jej ojciec, Amir Kalba, jeden z przywódców plemienia Sharqiyin, które władało królestwem Fudżajra, stracił przychylność rodziny królewskiej, wiedział, że jego czas na ziemi dobiegł końca.

„Musisz opuścić ten kraj, moja córko. Twój brat Hafiz i ja zostaniemy i powstrzymamy ten obłęd. Imię Kalba wciąż coś znaczy, wciąż mamy sojuszników. Rodzina królewska zadarła z niewłaściwymi ludźmi” – powiedział Amir Kalba wieczorem swojego ostatniego dnia. Stary członek plemienia Emiratów spojrzał na swoją jedyną córkę i uśmiechnął się w sposób, który, jak miał nadzieję, dodał mu otuchy.

„Baba, nie chcę cię zostawiać, mogę zostać i walczyć” – powiedział Sawsan, a Amir Kalba pokręcił głową. Wielu jego plemiennych braci uważało jego córkę Sawsan za zbyt upartą i krnąbrną, ale Amir podziwiał jej ognistą wytrwałość i upór. Dlatego nauczył ją jazdy konnej i posługiwania się pistoletem, tak jak uczył jej brata Hafiza, swojego jedynego syna. W tamtej chwili był niezmiernie dumny ze swojej córki, ale wiedział, że musi ją odesłać.

„Wyjedź dziś wieczorem, mała. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, wyślemy po ciebie. Jeśli nie, Baba i ja dołączymy do ciebie w Kanadzie” – powiedział Hafiz Kalba, a wysoki, krzepki i brodaty młody członek plemienia Emiratów spojrzał na swojego ojca, Amira Kalbę, i siostrę Sawsan. Posyłając im nieustraszony uśmiech, Hafiz przyciągnął ich w swoje wielkie, silne ramiona i serdecznie uściskał. Sawsan pocałowała brata w czoło i mocno przytuliła ojca.

Po złożeniu bratu i ojcu życzeń Błogosławieństwa Najwyższego, Sawsan Kalba wymknęła się nocą, prowadzona przez Alego, starszego sudańskiego ogrodnika. Młoda Emiratka udała się do Dubaju, najsłynniejszego miasta w świecie arabskim, oczywiście poza Mekką i Medyną, i wsiadła do samolotu do Europy. To był pierwszy krok w jej długiej podróży do Kanady. Nie wiedziała, że ​​nigdy więcej nie zobaczy swojej rodziny.

Siły królewskie Emiratów zaatakowały Fudżajrę, ostatnie z małych arabskich królestw Zatoki Perskiej, które dołączyło do Emiratów, i pojmały Amira Kalbę i jego syna Hafiza. Ojca i syna przewieziono do Dubaju i osadzono w więzieniu. Zostali oni publicznie osądzeni i uznani za winnych podżegania do buntu przeciwko rodzinie królewskiej Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Amir Kalba i jego syn Hafiz zostali rozstrzelani, a władzę nad królestwem Fudżajry powierzono młodszemu bratu Amira Kalby, Ahmadowi Kalbie, który pozostał lojalny wobec rodziny królewskiej.

Sawsan Kalba znalazła się sama i bezsilna w mieście Ottawa w Ontario. Po śmierci ojca Amira Kalby i brata Hafiza Kalby czuła się zagubiona, zła i zrozpaczona. Młoda Emiratka miała ogromne trudności z przekonaniem Ministerstwa Obywatelstwa i Imigracji Kanady, aby nie odsyłało jej z powrotem do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie groziła jej kara śmierci. W końcu, po latach prawnych sporów, przyznano Sawsan status uchodźcy i pozwolono jej ubiegać się o pobyt stały w Kanadzie na podstawie klauzuli humanitarnej.

„To moje życie” – powiedziała do siebie Sawsan, siedząc na kanapie w salonie i oglądając stary odcinek serialu Marvela „Jessica Jones” na Netfliksie. W tym odcinku była namiętna scena miłosna między bladą, odzianą w skórę bohaterką a jej obiektem westchnień, krzepkim czarnoskórym superbohaterem. Sawsan uśmiechnęła się do siebie, obserwując ich wzajemne zbliżenie, i poczuła, jak między nogami narasta jej wilgoć.

Ostatnie kilka lat nie było dla Sawsan łaskawe, a młoda Emiratka prowadziła samotne życie. Miejscowi Arabowie byli zbyt zajęci uganianiem się za białymi dziewczynami, żeby ją zauważyć, a te kilka razy, kiedy już ją zauważyli, wynikało z zazdrości. Sawsan miała słabość do mężczyzn o ciemniejszej karnacji i miała kilka zabawnych spotkań z Mahmoudem, muskularnym Sudańczykiem, którego poznała w klubie Goodlife Fitness. Niestety, Mahmoud pragnął czegoś więcej niż tylko seksu i okazjonalnych wyjść – pragnął związku, a Sawsan nie była nim zainteresowana. Dlatego się rozstali.

„Dziewczyna ma swoje potrzeby” – wyszeptała Sawsan, wsuwając dłoń między uda i zaczynając się masturbować, obserwując Jessicę Jones i Luke’a Cage’a. Kiedy ciemnoskóry facet posadził bladą, szczupłą aktorkę o kruczoczarnych włosach na czworaka, Sawsan wyobraziła sobie siebie w tej pozycji. Wbijając dwa palce w jej cipkę, jednocześnie ściskając jej sutki, Sawsan wyobraziła sobie, że leży na czworaka, twarzą w dół i tyłkiem do góry, z czekoladowym kolcem wbijającym się w jej wnętrze.

„O tak” – pisnęła Sawsan, wsuwając trzy palce w swoją mokrą cipkę i wyobrażając sobie wielkiego, ciemnego kutasa wypełniającego jej kobiecość. Zamiast wyobrażać sobie czarnoskórego aktora na ekranie obsługującego ją, czy nawet jej byłego kochanka Mahmouda, Sawsan pomyślała o Suleimanie, krzepkim haitańskim ochroniarzu z Walmartu. W fantazji Sawsan, Suleiman stał się wobec niej agresywny i pokazał jej, z czego jest zrobiony…

„Potrząśnij tym tyłkiem, dziwko” – powiedział Suleiman, klepając Sawsan w tyłek i wbijając w nią swojego długiego i grubego kutasa. Sawsan jęknęła głęboko, rozkoszując się uczuciem męskości haitańskiego muzułmanina w jej wnętrzu. Zaciskając mięśnie pochwy wokół penisa Suleimana, Sawsan zaczęła go cofać, jak to mówią, ocierając swoją wielką, brązową dupę o jego krocze. Suleiman klepnął Sawsan w wielki tyłek i ostro ją wydymał, dokładnie tak, jak lubiła.

„Kurwa, tak, daj mi tego kutasa” – jęknęła Sawsan, a Suleiman walił w nią, wbijając się coraz głębiej w jej cipkę. Sawsan ocierała się tyłkiem o krocze Suleimana, rozkoszując się tym, jak tak cudownie wypełniał jej kobiecość. Krępy haitański ogier chwycił ją za długie, kręcone, ciemne włosy i odchylił jej głowę do tyłu, jednocześnie ją wbijając. W powietrzu rozbrzmiewały rozkoszne piski Sawsan.

„O cholera” – powiedziała Sawsan, krztusząc się, gdy nagle poczuła… to. Powolne narastanie głęboko w jej wnętrzu. Z trzema palcami wbitymi w cipkę, Sawsan pocierała łechtaczkę między kciukiem a palcem wskazującym i wtedy to się stało. Jej śluzy się otworzyły i krzyknęła, gdy osiągnęła orgazm, ociekając gorącą, kobiecą spermą. Dysząc ciężko, Sawsan wzięła kilka uspokajających oddechów. Rozglądając się po salonie wilgotnymi oczami, przez chwilę nie pamiętała, gdzie jest…

„Cholera, potrzebuję faceta” – powiedziała do siebie Sawsan, uśmiechając się i oblizując palce, które smakowały jej cipką. Opierając się o kanapę, młoda muzułmanka z Emiratów rozmyślała o minionym dniu. Jej życie ostatnio przybrało wiele zakrętów. W ciągu kilku lat przeszła drogę od córki zamożnej arabskiej rodziny z Emiratów do pracy w piekarni Hafizy i zarabiania szesnastu dolców za godzinę. Czy cuda nigdy się nie skończą?

Sawsan wciąż była zamyślona, ​​gdy zawibrował jej telefon. Zmarszczyła brwi, widząc nieznany numer. Niepewnie podniosła słuchawkę i rozległ się głęboki, męski i dziwnie znajomy głos. Serce Sawsan zabiło mocniej, a ona cicho zachichotała, czekając, aż Suleiman wypowie jej imię trzy razy, zanim w końcu odebrała. Ktoś tu jest natarczywy, pomyślała Sawsan, uśmiechając się łobuzersko.

„As Salam Alaikum, Sawsan, tu Suleiman, jestem na przerwie obiadowej w Walmarcie, pomyślałem, że się przywitam” – zaintonował głęboki głos, wywołując przyjemny dreszcz na plecach Sawsan. Oblizała wargi, a jej ucho przypadkowo nacisnęło głośnik w iPhonie. Dziwnie kojący głos brata nagle rozbrzmiał w całym jej mieszkaniu i był to naprawdę przyjemny dźwięk…

„Hmm, miło cię słyszeć, Suleiman, muszę przyznać, masz naprawdę miły głos” – zauważyła Sawsan, a Suleiman bezgłośnie podziękował i zaśmiał się cicho. Nie zastanawiając się długo, Sawsan zaczęła się dotykać, rozmawiając z Suleimanem. Rozmawiali o pracy i życiu, pozornym szaleństwie klientów Walmartu i boleśnie powolnym tempie życia w Ottawie. Sarkastyczne, a zarazem głębokie komentarze brata wywołały u Sawsan głośny śmiech i naprawdę miło było to robić…

„Spotkajmy się w piątek rano w Starbucksie w centrum handlowym Saint Laurent. Zaparzymy kawę, a ty nauczysz mnie trochę arabskiego. Umiem tylko powitania i podstawowe modlitwy” – powiedział Suleiman, grając kartą „nowego muzułmanina”. Sawsan zamilkła. Chociaż przejrzała jego plan, miała ochotę tam pójść. Brat z Haiti był miły dla oka i zdecydowanie interesujący. Kilka godzin spędzonych z Suleimanem z pewnością przebiło piekło pracy w piekarni czy samotnego siedzenia w domu…

„Brzmi jak plan, Suleiman. Zobaczymy się tam około jedenastej, Insha’Allah, dobrej nocy” – Sawsan usłyszała swój głos, a Suleiman roześmiał się, życzył jej dobrej nocy i się rozłączył. Sawsan siedziała, spojrzała na telefon i roześmiała się. Rozmawiała z Suleimanem dobre czterdzieści pięć minut. Rozmawiała, śmiała się, układała plany i masturbowała się, rozmawiając przez telefon z przystojnym Afrokaraibczykiem, oczywiście. Nie mogę się doczekać piątku, nie tylko modlitw dżumma w meczecie, pomyślała Sawsan, śmiejąc się radośnie.

Leave a Comment