Alia Patwardhan z Maharasztry

„Ups, o rany, tak mi przykro” – powiedziała Alia Patwardhan nieśmiało, patrząc na wysokiego, młodego czarnoskórego mężczyznę stojącego w rogu windy, który zaczął węszyć. Wtedy jego usta skrzywiły się z niesmakiem, a oczy rozszerzyły ze zdziwienia. Pewna wysoka, młoda muzułmanka z Indii w hidżabie właśnie puściła ogłuszająco głośnego bąka, niecały metr od niego. Gdyby w tamtej chwili Alia znalazła dziurę, w którą mogłaby się wpełznąć i zniknąć, zrobiłaby to natychmiast…

„Hm, nie martw się, wszyscy miewamy takie chwile, proszę pani, wszystko w porządku” – powiedział młody mężczyzna, po czym zajął się przeglądaniem gazety „Ottawa Metro”, najwyraźniej znajdując coś bardzo interesującego na drugiej stronie. Alia uznała to za sygnał, żeby się zamknąć i milczała przez sześćdziesiąt sekund, jakie zajęło jej dotarcie windą z pierwszego piętra budynku University Center do atrium na czwartym piętrze.

„Dzień dobry” – powiedział krótko młody czarnoskóry mężczyzna i przeszedł przez zatłoczone atrium, kierując się w stronę budynku Partii Konserwatywnej. Alia Patwardhan patrzyła, jak odchodzi, i pokręciła głową, zarówno z powodu komicznej sytuacji, jak i swojego pecha. Odkąd Alia przeprowadziła się do Ottawy w Ontario z rodzinnego Sangli w regionie Maharasztra w zachodnich Indiach, nie potrafiła zrobić niczego dobrze. A teraz, przez te cholerne kanapki z serem w Tim Horton’s, Alia przeżyła najbardziej żenujący moment w swoim życiu.

„Do diabła z tym miejscem i tym obcym jedzeniem” – powiedziała do siebie Alia, wzdychając, kierując się do damskiej toalety, znajdującej się tuż obok Rooster’s Café. Nie jej wina, że ​​w menu Tim Horton’s było tyle wieprzowiny, kiełbasek i bekonu, że żaden prawdziwy muzułmanin nie odważyłby się zamówić tam kanapki z mięsem. Alia jednak polubiła jedzenie w Tim Horton’s i zawsze zamawiała kanapkę z serem, bez mięsa, do swojej przesłodzonej kawy i placków ziemniaczanych. Dziś jednak jej preferencje obróciły się przeciwko niej…

Poprawiając szpilki w hidżabie, Alia spojrzała w lustro w łazience. Wysoka, brązowoskóra i dość pulchna młoda kobieta spojrzała na nią. Mierząc 170 cm, Alia była wyższa niż większość dziewczyn w metropolii Sangli. Jej zamiłowanie do słodyczy oznaczało też, że była od nich większa. Nic nie mogła na to poradzić. Biorę życie takim, jakie jest i akceptuję siebie, pomyślała Alia, uśmiechając się do swojego odbicia.

W Ottawie Alia widziała jednak wiele kobiet znacznie wyższych od siebie, a także mężczyzn znacznie niższych. Stolica Kanady zaczęła ją fascynować swoimi dziwacznymi i wyjątkowymi cechami. Mężczyźni i kobiety o różnym kolorze skóry i pochodzeniu nazywali stolicę Kanady swoim domem, a Alia uważała ją za tak odmienną od swojego rodzinnego miasta. Ottawa to jak nowy świat, pomyślała Alia już pierwszego dnia w stolicy.

W mieście Sangli w zachodnich Indiach wszyscy wiedzieli, kim są. Hindusi stanowili siedemdziesiąt jeden procent populacji miasta, a muzułmanie stanowili stałe (i rosnące) dwadzieścia jeden procent. Buddyści, chrześcijanie i sikhowie stanowili pozostałą część populacji. Różne grupy religijne i etniczne były uprzejme, ale zdystansowane w stosunkach między sobą, małżeństwa międzywyznaniowe i międzykulturowe były rzadkością, co odpowiadało niemal każdemu we współczesnych Indiach.

Muzułmanie byli na tyle przyjaźnie nastawieni do innych grup kulturowych i religijnych w mieście Sangli i w dużej mierze trzymali się na uboczu. Alia dorastała, słysząc, jak członkowie jej rodziny śmieją się z hinduskiej większości i ich świętych krów, które uważali za przesądne bzdury, i z dziwnym szacunkiem odnosili się do sikhów, których filozofia życia miała w sobie pewien sens.

W Ottawie w Ontario Alia widziała wiele dziwnych rzeczy. Miejscowi nie byli tak przyjaźni, jak się na początku wydawało. Ludzie uśmiechali się do ciebie i obgadywali za plecami. Czasami byli dość tolerancyjni i przyjaźni, a innym razem otwarcie wyrażali swoją niechęć do tych, którzy się od nich różnili. Alia pamiętała, jak starsza biała kobieta spojrzała na nią, gdy spacerowała po Billings Bridge Mall i zapytała o damską toaletę. Starsza kobieta spojrzała na Alię z wyraźnym obrzydzeniem.

„Jeśli nie potrafisz czytać znaków, powinnaś wracać do kraju” – powiedziała starsza biała kobieta. Choć Alia była nowa w Ottawie, surowa nienawiść, jaką dostrzegła w jej lodowato niebieskich oczach, przeszyła ją do szpiku kości. Gdy Alia stała tam, próbując wymyślić sposób na powrót, starsza kobieta dołączyła do męża stojącego u stóp schodów i razem weszli na mostek oddzielający centrum handlowe od pobliskiego dworca autobusowego OC Transpo.

„Ten kraj nie jest taki, jakiego się spodziewałam” – powiedziała do siebie Alia, wychodząc w końcu z toalety w Atrium i kierując się do biblioteki Mac Odrum. Tam podeszła do swojego ulubionego terminala komputerowego, usiadła i zalogowała się. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła młoda kobieta, było sprawdzenie Facebooka, gdzie miała około dwudziestu siedmiu znajomych. Większość z nich to byli nowi koledzy z klasy i kilka osób z Indii. Alia nie była typem towarzyskim i z jej punktu widzenia było to korzystne.

Gdy wybiło południe, Alia wyłączyła komputer i rozejrzała się po bibliotece uniwersyteckiej. Nie miała czasu, by pobiec z powrotem do miejsca modlitwy, znajdującego się w budynku Centrum Uniwersyteckiego. Pobiegła do damskiej toalety, weszła do środka i umyła dłonie, stopy oraz twarz zimną wodą. Następnie osuszyła dłonie i wyszła z toalety. Wracając do stanowiska komputerowego, zobaczyła, że ​​w jej rzędzie nie ma nikogo. Zadowolona Alia zdjęła buty i rozpoczęła modlitwę.

Stojąc z rękami złożonymi przed sobą i zamkniętymi oczami, Alia zaintonowała modlitwę, której nauczył ją ojciec, imam Mohammed Patwardhan, w domu rodzinnym, położonym niedaleko meczetu w Sangli. Kłaniając się nisko Stwórcy Wszechrzeczy, Alia przycisnęła czoło do podłogi w geście błagalnym. Po kilku minutach Alia zakończyła modlitwę i wróciła na swoje miejsce. Kilku białych studentów siedzących przy pobliskich komputerach spojrzało na nią, a Alia obdarzyła ich najcieplejszym uśmiechem. To sprawiło, że odwrócili wzrok, tak jak Alia się tego spodziewała.

„Przepraszam, czy ten komputer jest zajęty?” – rozległ się głos. Alia podniosła wzrok i zamarła. Przed nią stał wysoki, przystojny i dobrze ubrany młody czarnoskóry mężczyzna, który wyglądał niepokojąco znajomo. Alia o mało nie krzyknęła, rozpoznając mężczyznę z windy, tego, przed którym głośno zatrąbiła. Mężczyzna spojrzał na nią z kamienną twarzą i Alia zdała sobie sprawę, że oczekuje od niej odpowiedzi.

„Yyy, nie, śmiało” – powiedziała Alia i szybko zdjęła plecak z komputera obok swojego, co często robiła, żeby zniechęcić ludzi do siadania obok niej. Młody czarnoskóry mężczyzna skinął głową z wdzięcznością, usiadł i natychmiast się zalogował. Alia patrzyła, jak od razu wszedł na YouTube, ale zamiast oglądać filmy czy seksowne tancerki, facet oglądał jakiś dokument.

„Słuchaj, wiesz, czy w księgarni na kampusie sprzedają słuchawki? Chyba zapomniałem swoich” – powiedział młody mężczyzna, pozornie nieświadomy tego, że Alia go obserwuje. Alia nie odpowiedziała, tylko pogrzebała w torebce i wyciągnęła stare słuchawki. Kupiła trzy w sklepie Dollar Store kilka dni temu, bo ciągle gubiła stare w autobusie albo pociągu.

„Proszę, bracie, możesz użyć tych” – powiedziała Alia, a młody czarnoskóry mężczyzna skinął głową z wdzięcznością. Podłączył słuchawki do komputera i podkręcił głośność. Alia patrzyła, jak włącza tryb pełnoekranowy, a oglądany film wypełnia cały ekran. Świadectwo Hindusów z Ugandy – przeczytaj tytuł filmu, który zaczął się odtwarzać.

„Dziękuję bardzo, proszę pani, jestem Malik Zithulele” – powiedział młody czarnoskóry mężczyzna, przerywając na chwilę i uśmiechając się do Alii, błyskając perłowo-białymi zębami. Młoda kobieta odwzajemniła uśmiech, skinęła głową i zaczęła składać palce w spójną całość. W Ottawie Alia zauważyła, że ​​wiele osób jest bardzo „wrażliwych”, a ona nie lubiła dotykać niespokrewnionych z nią osób płci przeciwnej, więc w ten sposób starała się przed tym bronić…

„Miło mi cię poznać, Malik, jestem Alia, pochodzę z Indii. Skąd jesteś?” – zapytała Alia z uśmiechem, a Malik Zithulele zatrzymał film i zdjął słuchawki, poświęcając jej całą swoją uwagę. Ten nie jest taki jak inni, pomyślała Alia. Podczas krótkiego pobytu w Kanadzie zauważyła, że ​​często próbowali wykonywać kilka czynności jednocześnie, rozmawiając z przyjacielem, członkiem rodziny, a nawet obcą osobą. Takie zachowanie w Indiach uznano by za wyjątkowo niegrzeczne, ale w Kanadzie było w porządku…

„Salaam, Siostro Alio, pochodzę z RPA, z ludu Zulu z Prowincji Przylądkowej Zachodniej, jeśli chcesz być naprawdę precyzyjny” – powiedział dumnie Malik i wyciągnął łańcuszek spod koszuli z wysokim kołnierzem, na której widniała flaga RPA. Alia uśmiechnęła się, zadowolona z przyjaznego zachowania młodego mężczyzny i widocznej dumy z ojczyzny. Zbyt często spotykała w Kanadzie wiele mniejszości, które chętnie poświęciły lub przynajmniej zbagatelizowały swoje pochodzenie, by wtopić się w tłum…

„Super, jestem tu jako student zagraniczny, żeby studiować inżynierię biomedyczną, a ty, bracie Malik?” – zapytała Alia, a Malik strasznie ją zaskoczył, kiedy powiedział jej, że studiuje ten sam kierunek. Zbiegi okoliczności, pomyślała zdumiona młoda kobieta. Spojrzała na Malika, zastanawiając się, czy jego imię jest arabskie, a nie typowo afrykańskie. Jakby czytając jej w myślach, Malik o tym wspomniał…

„Miło poznać innego pasjonata inżynierii, siostrę Alię, muzułmankę. Przeniosłem się z Uniwersytetu w Johannesburgu, jestem nowy w islamie, przeszedłem na islam kilka lat temu” – powiedział Malik, posyłając mu bezczelny uśmiech. Alia uśmiechnęła się szeroko i zmierzyła go wzrokiem od góry do dołu. Brat był przystojny, dobrze ubrany i elokwentny, a do tego świeżo upieczony muzułmanin. Aha, i jeszcze interesuje się inżynierią. Czemu nie mógł być z Indii? – pomyślała Alia z westchnieniem.

„Wallahi, to super, masz Facebooka? Jeśli tak, to pozwól, że cię dodam. My, studenci zagraniczni, musimy trzymać się razem” – powiedziała Alia z uśmiechem, a Malik zamyślił się, głaszcząc brodę z bródką, po czym uśmiechnął się i skinął głową. Otworzył drugą stronę na komputerze, po zminimalizowaniu pierwszej, Malik otworzył swoją stronę na Facebooku, a Alia ze zdumieniem patrzyła, jak wpisuje jej nazwisko w wyszukiwarkę, wpisując je poprawnie, a następnie otwierając jej profil.

„Proszę, siostro Alio, ładne zdjęcie” – powiedział Malik, a Alia skrzywiła się, bo na jej zdjęciu profilowym na Facebooku widniało kowbojskie nakrycie głowy drużyny Ottawa RedBlacks, które podarowała jej współlokatorka Abby, szczupła, biała blondynka z South Keys. Alia czuła się niezręcznie, nosząc kowbojski kapelusz na hidżabie, ale Abby upierała się, że wygląda w nim świetnie. Najwyraźniej Malik się z tym zgodził.

„Shukran, dziękuję, bracie, teraz wyślij mi prośbę” – powiedziała Alia, a Malik uśmiechnął się i zrobił to. Alia zobaczyła na swoim komputerze prośbę o dodanie do znajomych i natychmiast go dodała. Malik skinął jej głową, po czym wrócił do oglądania swojego dokumentu. Alia potraktowała to jako sygnał, by zająć się swoimi sprawami. Przeglądając swoje zadania na CU Learn, Alia dyskretnie sprawdziła profil Malika.

„Co my tu mamy?” – pomyślała Alia, przeglądając profil Malika na Facebooku. Południowoafrykański brat miał mnóstwo zdjęć. Zdjęcia, na których stał obok starszej czarnoskórej pary, którą uznała za swoich rodziców. Zdjęcia, na których grał w rugby z przyjaciółmi. I wreszcie zdjęcia, na których trzymał za rękę krągłą, krótkowłosą młodą kobietę z Azji Południowej. To ostatnie sprawiło, że serce Alii zabiło mocniej. Malik i Amrita na Uniwersytecie w Johannesburgu – głosił podpis pod zdjęciem.

Malik obejrzał film i dyskretnie spojrzał na Alię, gdy ta była zajęta wpatrywaniem się w ekran swojego komputera. Wysoka, tęga i szeroko rozstawiona południowoazjatycka kobieta o zachwycającej brązowej skórze, właśnie taka, jaką lubię, pomyślał młody Południowoafrykańczyk z ironicznym uśmiechem. Zastanawiał się, czy nie poprosić o numer telefonu Alii, ale przypomniał sobie, że wiele południowoazjatyckich piękności początkowo podchodzi do mężczyzn z rezerwą, zwłaszcza do obcokrajowców. Chyba będę musiał ją zmęczyć, pomyślał Malik.

„Miło było cię poznać, siostro Alio, miło było cię poznać, muszę iść na następne zajęcia” – powiedział Malik, wstając i chwytając plecak. Alia spojrzała na niego i uśmiechnęła się, nie wiedząc, co powiedzieć. Malik uśmiechnął się do niej, skinął delikatnie głową i odszedł. Alia patrzyła, jak odchodzi, i uśmiechała się. Brat ma fajny tyłek, pomyślała Alia. Wciąż się uśmiechała, gdy Malik odwrócił się, zatrzymał i puścił jej oko. A potem zniknął z pola widzenia. O rany, pomyślała Alia, cicho zdumiona.

Przez następne kilka dni Alia nie widziała Malika ani nie słyszała o nim, ale wiedziała, że ​​jest w pobliżu. W piątek, wraz z innymi muzułmańskimi siostrami, poszła na modlitwę zorganizowaną na siłowni. Alia zadbała o to, by być punktualnie. Opłaciło się, bo Malik siedział przy stoliku obok automatów z napojami i prowadził ożywioną dyskusję z dwoma wysokimi, szczupłymi Somalijczykami i pulchnym, brodatym Arabem. Bez namysłu Alia podeszła prosto do niego.

„As Salam Alaikum, nieznajomy, pamiętasz mnie?” – zapytała Alia, opierając ręce na biodrach, a twarz Malika rozjaśniła się na jej widok. Brat skinął głową z szacunkiem i uśmiechnął się do niej. Alia spojrzała prosto na Malika, który wydawał się nie czuć ani trochę skrępowania, mimo że wyraźnie przerwała mu rozmowę. Pozostali mężczyźni spojrzeli na Alię, a potem na Malika. Wszyscy czekali na jego odpowiedź. Jak król, pomyślała Alia.

„Walaikum Salaam, miło cię znowu widzieć, siostro Alio, jak się masz?” – powiedział Malik, po czym przeprosił i poszedł porozmawiać z Alią. Alia, uśmiechając się szeroko, żartobliwie poklepała go po ramieniu, mimo że to było dopiero jej drugie spotkanie z nim i zazwyczaj nie zwracała na niego uwagi w kontaktach z mężczyznami. Malik uśmiechnął się i skrzywił, jakby naprawdę go zraniła, a Alia przewróciła oczami.

„Jummah Mubarak, Malik, jak tam w szkole i gdzie się ukrywaliście?” – zapytała Alia, a Malik uśmiechnął się i mruknął coś o tym, że jest zajęty. Stali tak, wymieniając uprzejmości. Malik spojrzał ponad Alią, a ona podążyła za jego wzrokiem, widząc, że bracia i siostry wchodzą na salę gimnastyczną, gotowi na modlitwę dżummową. Alia przygryzła wargę. Kto się nie odważy, ten nie wygra, pomyślała młoda kobieta i wzięła głęboki oddech, zanim zrobiła coś nie do pomyślenia.

„Mam twój numer, siostro, będę w kontakcie” – powiedział Malik z uśmiechem, wpisując numer Alii do iPhone’a. Młoda kobieta spojrzała na niego wyczekująco i chociaż tryskał energią, chcąc podskoczyć, Malik zachował spokój. Trzeba ją złapać, bo inaczej nic się nie stanie, przypomniał sobie Malik, gdy Alia o sarnich oczach nadal się na niego gapiła z lekkim uśmiechem na ślicznej twarzy.

„Upewnij się, że to zrobisz, Malik, bo skopię ci tyłek” – powiedziała Alia z uśmiechem, a Malik uśmiechnął się i uniósł ręce w geście poddania. Weszli do sali gimnastycznej, która została przekształcona w salę modlitewną. Malik poszedł do miejsca dla braci z przodu, a Alia do miejsca dla sióstr z tyłu. Młoda kobieta, cała uśmiechnięta, usiadła z tyłu miejsca dla sióstr i czekała na kazanie kaznodziei.

Tak to się wszystko zaczęło. Następnego dnia Alia otrzymała SMS-a od Malika i spotkała się z nim w Oliver’s Pub. Początkowo niechętnie podchodziła do spotkania z Malikiem w barze, lokalu serwującym alkohol, jednym z kilku na kampusie Uniwersytetu Carleton, ale jej obawy okazały się bezpodstawne. W lokalu serwowano pyszne jedzenie i kilka telewizorów transmitowało wydarzenia sportowe, a nawet filmy. Nie był to jednak lokal, w którym serwowano tylko alkohol.

„To mój pierwszy raz w barze” – zachichotała Alia, siadając z Malikiem w kącie baru przy stoliku dla dwojga. Alia wciągnęła w nozdrza zapach kanapki z wołowiną i serem oraz frytek na talerzu. Malik uśmiechnął się do niej i skinął głową, popijając Pepsi. Ubrany w czarną jedwabną koszulę, niebieskie jedwabne spodnie i czarne buty Timberland, brat Zulu wyglądał świeżo i przystojnie.

„Cieszę się, że przyszłaś, moja piękna przyjaciółko” – powiedział Malik z uśmiechem i banalnym tonem, a mimo to, a może właśnie dlatego, serce Alii zabiło mocniej. Spojrzała na swojego przystojnego, no cóż, randkę, z braku lepszego słowa, a potem rozejrzała się po okolicy. Miejsce było przyzwoite i zupełnie nie takie, jakiego się spodziewała. Studenci o najróżniejszych odcieniach skóry spotykali się, rozmawiali, jedli obiady i śmiali. Na ekranie drużyna futbolowa Ottawa RedBlacks przegrywała z Calgary Stampeders, ale nikogo to nie obchodziło.

„Cieszę się, że też przyszłam, Malik, więc opowiedz mi o swoim życiu w RPA i o tej dziewczynie na zdjęciu” – powiedziała Alia rzeczowo i obdarzyła Malika uśmiechem, który lis by rozpoznał. Młody południowoafrykański student nagle wyglądał na zakłopotanego, choć starał się to ukryć za swoim czarującym uśmiechem. Wij się jak robak na końcu haka, pomyślała Alia przebiegle.

„Dobra, widzę, że przeglądałaś mój profil na Facebooku, Alia, dobra, ta dziewczyna nazywa się Amrita Sharma i spotykaliśmy się na moim pierwszym roku na Uniwersytecie w Johannesburgu. Naprawdę nam się podobało, ale jej rodzicom nie podobało się, że jest z czarnoskórym mężczyzną” – powiedział Malik i odwrócił wzrok. Alia spojrzała na niego i delikatnie musnęła jego dłoń swoją dłonią. Kiedy oczy Malik spotkały się z Alią, dostrzegła w jego spojrzeniu niemal pierwotny ból.

„Malik, bardzo mi przykro, rasizm to straszna rzecz” – powiedziała Alia, nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć. Malik spojrzał na nią, uśmiechnął się i wzruszył ramionami. Wyglądał, jakby miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale trójka studentów wchodzących do pubu Oliver’s najwyraźniej przykuła jego uwagę. Do środka wszedł wysoki, brodaty student pochodzenia indyjskiego, trzymając za rękę wysoką, młodą, czarnoskórą kobietę z dredami. Towarzyszył im pulchny, rudowłosy biały mężczyzna. Cała trójka wpatrywała się w Alię i Malika i nie wyglądała na zadowoloną.

„Alia, znasz tego gościa?” – zapytał Malik, kiwając głową w stronę Hindusa, który wraz z przyjaciółmi zajął miejsca przy stołkach najbliżej baru. Alia pokręciła głową, a Malik uśmiechnął się i pokręcił głową. Alia spojrzała na niego, zastanawiając się, o czym myśli. Malik zachowywał się, jakby nic go nie obchodziło, ale najwyraźniej nakłonienie go do rozmowy o byłej sprawiało mu ból. Muszę być bardziej cierpliwa i taktowna, pomyślała ponuro Alia.

„Wynośmy się stąd” – powiedziała Alia, a kiedy Malik zawahał się, cmoknęła niecierpliwie językiem. Brat uśmiechnął się i zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów. Malik zamrugał ze zdziwienia, gdy Alia wzięła go pod rękę i wyprowadziła z baru. Tak po prostu wybrali się na spacer po rozświetlonym słońcem kampusie Uniwersytetu Carleton, który na początku września wyglądał przepięknie.

„Dzięki, że mnie tu przyprowadziłaś, widok jest taki piękny” – powiedział Malik, uśmiechając się do Alii. Usiedli na ławce nad wodą, niedaleko budynku administracji kampusu. Byli dwie minuty spacerem od siłowni i lodowni. Alia patrzyła na krystalicznie czyste wody kanału, które przypominały jej rzekę Kryszna w mieście Sangli w zachodnich Indiach. Alia musiała przyznać, że Ottawa ma swój urok.

„Wyglądałeś, jakbyś potrzebował świeżego powietrza” – odpowiedziała Alia i zamyślona spojrzała na Malika. Cokolwiek wydarzyło się między nim a Amritą, musiało być dość brutalne, domyśliła się Alia. Nie była ekspertką od romansów, miała zaledwie kilka zmysłowych doświadczeń (głównie pocałunki i intensywne pieszczoty, nic poważnego) przed przeprowadzką z Maharasztry w Indiach do Ontario w Kanadzie. Mimo to czuła do Malika pociąg, który ją jednocześnie ekscytował i przerażał…

„Alio, moja droga przyjaciółko, mam paskudny nawyk zakochiwania się w niewłaściwych kobietach, które przynoszą mi tylko ból. Naprawdę chciałbym, żeby Najwyższy zesłał mi kogoś porządnego” – powiedział Malik z tęsknotą, chwycił kamień i wrzucił go do rzeki. Alia spojrzała na Malika i westchnęła głęboko. Nie dotykaj go i nie rób niczego, czego mogłabyś później żałować, powtarzała sobie w duchu Alia, zastanawiając się, co zrobić.

Leave a Comment