Richa Sharma z Montrealu

„Szeregowy Richa Sharma, jesteś marną namiastką żołnierza, nie powinieneś służyć w Kanadyjskich Siłach Zbrojnych, twoje miejsce jest w jednej z tych etnicznych restauracji, no dalej, zrób mi cholerne curry” – mówi sierżant sztabowy Jeremy Tremblay, śmiejąc się radośnie, patrząc na wysoką, lekko pulchną, okrągłą młodą kobietę pochodzenia indyjskiego, która stała przed nim w wojskowym mundurze.

Zdegustowany starszy oficer splunął na ziemię, niebezpiecznie blisko butów szeregowego. Richa Sharma zamrugała, cicho zdumiona bezdusznością starszego oficera. Jego wrogość wobec niej była wyraźnie namacalna. Kiedy sierżant Tremblay spojrzał w sarnie brązowe oczy Richy Sharmy, wydawała się wręcz onieśmielona. Warga młodej kobiety zadrżała, ale trzymała język za zębami. Kolejny, którego rozbicie sprawi mi przyjemność, pomyślał sadystycznie sierżant Tremblay.

„Co z tobą, kurwa, nie tak, kretynie? Nie masz prawa tak jej lekceważyć” – rozległ się głos i wszystkie głowy zgromadzonych żołnierzy, łącznie z sierżantem i szeregową, zwróciły się w stronę mężczyzny, który wypowiedział te słowa. Andre Guerrier zrobił krok naprzód, a wysoki, krzepki i ciemnoskóry młody Haitańczyk-Kanadyjczyk spojrzał na sierżanta i wyprostował ramiona. Stawanie twarzą w twarz z rasistowskimi, starymi białymi kolesiami nie robiło na nim żadnego wrażenia, robił to przez większość życia na ulicach Montrealu.

„Co ty mi, kurwa, powiedziałeś, szeregowy?” – zapytał sierżant Tremblay i aż się wzdrygnął, gdy rosły młody czarnoskóry mężczyzna podszedł do niego, zaciskając potężne pięści i patrząc na brązowe oczy pełne świętej furii. Zanim jednak zdążyli się dogadać, kilku szeregowych, w tym porucznik Gary Colley, stanęło między nimi. Rozwścieczony zagrożeniem dla swojej władzy, sierżant Tremblay dosłownie toczył pianę z ust i szarpał się z innymi szeregowymi, próbując dopaść Andre Guerriera.

„Spokojnie, sierżancie, szeregowy będzie zdyscyplinowany, ale nie w taki sposób” – powiedział porucznik Gary Colley, a małomówny oficer z Nowej Szkocji w średnim wieku położył uspokajająco dłoń na ramieniu sierżanta Tremblaya. Obaj mieli długą historię służby w Kanadyjskich Siłach Zbrojnych, od Halifaxu w Nowej Szkocji, przez Brandon w Manitobie, aż po bazę CFB Trenton.

„Koleś nie miał prawa tak do niej mówić” – powiedział Andre Guerrier, a porucznik Gary Colley mocno zamknął oczy. Polubił wysokiego, młodego, czarnoskórego mężczyznę, który niedawno do nich dołączył, zaciągając się do centrum rekrutacyjnego w Montrealu w prowincji Quebec. Ten brat nie wie, kiedy przestać, pomyślał porucznik Gary Colley, żałując, że musi radzić sobie z takimi twardzielami o tak wczesnej porze.

Szeregowy Andre Guerrier miał hart ducha, to było oczywiste. Mimo to, był czas, by być odważnym i mówić głośno, ale był też czas, by zamknąć się i nie wychylać. Jako czarnoskóry mężczyzna, który służył w Kanadyjskich Siłach Zbrojnych przez ostatnie dwadzieścia pięć lat, Gary Colley wiedział o tym aż za dobrze. Gdyby tylko udało mu się sprawić, by szeregowy Andre Guerrier zrozumiał ten prosty fakt…

„Szeregowy Guerrier, proszę być cicho, i tak ma pan już dość kłopotów” – powiedział porucznik Gary Colley, patrząc, jak dwóch muskularnych oficerów żandarmerii podchodzi do przodu, prawdopodobnie po to, by rozprawić się z Guerrierem. Młodszy brat spojrzał na nich i ani drgnął, a jego zachowanie ani trochę się nie zmieniło. Jak lew szykujący się do walki ze stadem hien w Serengeti, pomyślał porucznik Gary Colley i poczuł, jak jego niechętny podziw dla odważnego, ale głupiego młodzieńca rośnie…

„Oficerowie, proszę o spokój, osobiście zajmę się tym młodym człowiekiem” – powiedział porucznik Gary Colley do przybywających członków żandarmerii: oficera Matta Jamesona, krzepkiego młodzieńca o rudych włosach i lodowato zielonych oczach, oraz oficer Kelly Winston, wysokiej, szczupłej młodej kobiety o jasnobrązowych włosach i niebieskich oczach. Funkcjonariusze żandarmerii spojrzeli chłodno na Andre Guerriera, a sierżant Tremblay stał tam z zadowolonym uśmiechem na twarzy.

„Tak jest, proszę pana” – odpowiedział oficer Jameson i spojrzał na porucznika Gary’ego Colleya, jakby chciał, żeby starszy oficer się zastanowił. Porucznik Colley odprawił żandarmów, a oni odjechali zielonym jeepem. Niewiele brakowało, pomyślał starszy oficer, wzdychając z ulgą. Mogłoby być o wiele gorzej, gdyby pozwolił żandarmom wykonywać swoją pracę…

Kanadyjskie Siły Zbrojne były środowiskiem samoregulującym się, z różnymi bazami wojskowymi funkcjonującymi jak małe miasta, z własnym, wbudowanym rządem oraz organem egzekucyjnym, którego zadaniem było utrzymanie porządku publicznego. Żandarmeria wojskowa była tym organem egzekucyjnym i miała do czynienia ze znacznie gorszymi zagrożeniami niż rozwścieczeni, muskularni młodzi mężczyźni z ulic Montrealu. Andre Guerrier wyszedł z tego bez szwanku…

„Jaki będzie mój los, proszę pana?” – zapytał Andre Guerrier godzinę później, stojąc w biurze porucznika Gary’ego Colleya w budynku administracyjnym bazy CFB Trenton. Pułkownik Jackson O’Neill dowodził bazą wojskową i, na szczęście dla wszystkich zaangażowanych, przebywał na urlopie, uczestnicząc w ślubie swojej córki Bridget w Oakville w Ontario. Porucznik Colley miał nadzieję rozwiązać sprawę i zamieść ją pod dywan na długo przed powrotem staruszka. W przeciwnym razie Andre Guerrier mógłby pożegnać się z karierą wojskową i wolnością…

„Szeregowy, mów, kiedy cię o to proszą, a to, co zrobiłeś wcześniej, nie było odważne, tylko głupie. Wiem, że ty i szeregowa Richa Sharma jesteście blisko, ale cholera, nie pomagałeś jej tym macho popisem, sierżant Tremblay od teraz będzie was ścigał, czy tego chciałeś?” – krzyknął porucznik Gary Colley i uśmiechnął się z satysfakcją, gdy Andre Guerrier aż drgnął. Może jednak ten czuje strach…

„Proszę pana, jeśli mogę mówić otwarcie, sierżant Tremblay to rasistowski stary głupiec, który uważa, że ​​czarni i brązowi nie powinni być kanadyjskimi żołnierzami. Jest jak członek Ku Klux Klanu w zielonym mundurze” – powiedział Andrew Guerrier z zapałem, a porucznik Gary Colley westchnął. Jeśli ten młody brat uważa, że ​​starzy faceci pokroju sierżanta Tremblaya są źli, niech poczeka, aż spotka się z wyższością Kanadyjskich Sił Zbrojnych, pomyślał ponuro Colley. Ci faceci nadal uważali kobiety-żołnierzy i mniejszości w ogóle za niższe formy życia…

„Andre Guerrier, możesz mieć długą i satysfakcjonującą karierę w Kanadyjskich Siłach Zbrojnych albo wrócić na ulice Montreal-Nord i zostać postrzelonym przez gangi albo quebeckich gliniarzy z napadami złości. Wybór należy do ciebie, bracie, wybierz ostrożnie” – powiedział ostro porucznik Gary Colley. Andre Guerrier zamilkł, jakby rozważał słowa starszego czarnoskórego mężczyzny…

„Proszę pana, wstąpiłem do Kanadyjskich Sił Zbrojnych, bo byłem zmęczony pracą jako woźnica w Provigo i nikt nie chciał mnie zatrudnić, nawet po tym, jak uzyskałem dyplom z podstaw policji w Dawson College w Montrealu. Chcę coś osiągnąć w życiu” – powiedział cicho Andre Guerrier, a na jego ciemnej, przystojnej twarzy malował się pusty, przerażony wyraz. „No, wreszcie do czegoś dochodzimy” – pomyślał z uśmiechem porucznik Gary Colley.

„Dobrze to słyszeć, młodzieńcze. Zrobię, co w mojej mocy, żeby cię nie wyrzucono z wojska, ale nie mogę oszczędzić ci kary, na którą słusznie zasłużyłeś. Obawiam się, że ty i twój kumpel Richa Sharma będziecie przez następne trzy tygodnie wykonywać prace porządkowe, oprócz innych podrzędnych zadań. Złożycie mi raport, a ja osobiście ocenię waszą pracę” – powiedział porucznik Gary Colley, po czym wstał i wyciągnął rękę.

„Dziękuję, panie, nie zawiodę pana” – powiedział Andre Guerrier, uśmiechnął się i uścisnął dłoń porucznika Gary’ego Colleya. Po zasalutowaniu starszemu oficerowi i zwolnieniu, młody mężczyzna wyszedł z budynku administracyjnego. To było bliskie spotkanie, pomyślał Andre, a potem dostrzegł znajomą kobiecą sylwetkę stojącą w oddali i serce zabiło mu mocniej.

„Głupcze, nie strasz mnie tak” – powiedziała Richa Sharma i rzuciła się w ramiona Andre Guerriera, który stał u podnóża schodów. Andre uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie. Richa mocno go przytuliła, a cała miłość, jaką czuła do tego upartego, nieustraszonego i kłótliwego młodego mężczyzny, wezbrała w jej piersi. Patrząc w oczy Andre, Richa Sharma ze zdumieniem dostrzegła w nich tę samą nieustraszoność, którą widziała od dawna.

„Nie mogłem stać bezczynnie i pozwalać sierżantowi Tremblayowi lekceważyć mojej kobiety” – powiedział zuchwale Andre Guerrier. Gdy Richa rozważała jego słowa, ujął jej podbródek w swoją wielką dłoń i pocałował ją w usta. Tak po prostu wrócili do koszar. Andre poczekał do zmroku, a potem wymknął się, prawdopodobnie po papierosa z powodu chronicznej bezsenności, i zamiast tego poszedł do budynku kantyny oficerskiej. Ukrywając się w cieniu z tyłu budynku, czekał…

„Witaj przystojniaku” – rozległ się kobiecy głos. Andre odwrócił się i zobaczył Richę Sharma, wciąż ubraną w mundur. Stojąc tam, z zalotnym uśmiechem na ślicznej twarzy, młoda Hinduska-Kanadyjka wyglądała seksowniej niż supermodelki z magazynów, które Andre czytał w młodości. Przyciągając Richę w ramiona, Andre pocałował ją mocno i głęboko, pieszcząc jej piękne ciało.

„Do diabła, tęskniłem za tobą” – wyszeptał Andre, obejmując twarz Richy dłońmi. To było zdumiewające, jak bardzo kochał tę młodą kobietę. Powiedzenie, że pochodzili z różnych światów, byłoby niedopowiedzeniem. Andre Guerrier i Richa Sharma dosłownie pochodzili z przeciwnych stron świata, delikatnie mówiąc. To, jak się poznali i połączyli, jest naprawdę wyjątkowe…

Urodzona w Uttar Pradesh w północnych Indiach, Richa Sharma przeprowadziła się jakiś czas temu do Montrealu w prowincji Quebec z rodzicami Rajem i Anitą Sharma. Po ukończeniu psychologii na Uniwersytecie Concordia, młoda Hinduska Kanadyjka zrobiła woltę i wstąpiła do Kanadyjskich Sił Zbrojnych. Przypadkowo weszła do Centrum Rekrutacyjnego Armii w centrum Montrealu w tym samym czasie, co Andre Guerrier. Ich oczy się spotkały, a dwoje nieznajomych wymieniło uśmiechy. Reszta, jak to mówią, była historią.

André Guerrier urodził się w Montrealu w prowincji Quebec, jako syn Haitańczyka, Jeana-Philipa Guerriera, i francusko-kanadyjskiej matki, Julianne Lucien. Dorastanie w zdominowanej przez Haitańczyków dzielnicy Montreal-Nord wywarło ogromny wpływ na poglądy młodego człowieka. Dla młodych Haitańczyków był niewystarczająco czarny, a dla młodych białych – zbyt czarny. To jak znalezienie się między młotem a kowadłem…

Czując się znienawidzonym wszędzie, gdzie się pojawił, Andre Guerrier wyrósł na wojownika, zawsze gotowego skonfrontować się z każdym, kto miał z nim problem. Zainspirowany prezydentem Obamą w USA, Andre identyfikował się jako czarnoskóry, a nie biracjalny, i kwestionował każdego, kto nie zgadzał się z jego samooceną. Mierzący 198 cm i ważący 93 kg młody mężczyzna był wystarczająco silny, by stawić czoła większości awanturników. Andre robił to regularnie, zyskując reputację groźnego wojownika, o zadziornej naturze, sięgającej długości jeziora Ontario.

Po rozwodzie rodziców Andre Guerrier włóczył się bez celu, podejmując się dorywczych prac i przemieszczając się z miejsca na miejsce. Młody mężczyzna myślał o pracy jako strażnik więzienny, a nawet zdobył dyplom ukończenia studiów policyjnych w Dawson College. Jednak Ministerstwo Więziennictwa Quebecu uznało, że dwudziestoletni Andre nie miał wystarczającego doświadczenia życiowego, by zasługiwać na jego zatrudnienie. To niemal złamało młode serce Andre…

Zniechęcony młody mężczyzna utknął w beznadziejnej pracy jako pomocnik w sklepie spożywczym Provigo. Andre Guerrier nienawidził swojej pracy, gdzie kiepscy kierownicy i złośliwi klienci traktowali go jak gówno. Młody mężczyzna popadł w rozpacz, dopóki nie wszedł żołnierz i nie wręczył mu ulotki. Czując, że los dał mu drugą szansę, Andre Guerrier udał się do wojskowego centrum rekrutacyjnego już następnego dnia i spotkał tam Richę Sharmę. To spotkanie miało odmienić ich życie…

„Tak się cieszę, że cię poznałam, kochanie” – powiedziała Richa Sharma i pocałowała André Guerriera z całą namiętnością, na jaką ją było stać. Powszechna mądrość i normy społeczne głoszą, że dobre Hinduski spotykają się z Hindusami lub białymi mężczyznami albo wychodzą za mąż za nich, ale Richa Sharma nie była typową Hinduską. Podczas gdy większość Hindusek wybierała karierę w medycynie, prawie lub biznesie, Richa wstąpiła do kanadyjskich sił zbrojnych, pragnąc być sobą, przeciwstawiać się stereotypom i odcisnąć swoje piętno na świecie.

Richa Sharma miała już dość konwencji i tradycji. Odkąd pamiętała, młoda Hinduska-Kanadyjka czuła pociąg do ciemnoskórych mężczyzn, a surowa męskość Andre i czekoladowa uroda zdecydowanie doprowadzały Richę do łez. Jednym z powodów, dla których Richa i jej konserwatywni indyjscy rodzice się rozstali, była jej sympatia do czarnoskórych mężczyzn. Na długo przed tym, jak Richa poznała Andre Guerriera, była pełnoprawną członkinią The Chocolate Lovers…

„Do cholery, pragnę cię” – powiedział Andre, przyciskając Richę do ściany i pieszcząc jej piersi przez koszulkę. Młoda kobieta jęknęła, gdy jego dłoń wsunęła się w jej spodnie, a palce zaczęły pieścić jej cipkę. Richa, od zawsze niegrzeczna dziewczyna, nie wierzyła w noszenie majtek, chyba że była w pozycji napalonej, a dziś nie był to jeden z tych dni. Gdy Andre zaczął pieścić jej cipkę, Richa Sharma cicho jęknęła i oblizała wargi, rozkoszując się tym, co z nią robił.

„Pokaż mi, jak bardzo mnie pragniesz” – zażądała Richa, a Andre uklęknął przed nią. Uśmiechnęła się szeroko, gdy ściągnął jej spodnie. Przystojny młody żołnierz haitańsko-kanadyjskiego pochodzenia uśmiechnął się i wciągnął gorący, piżmowy zapach cipki Richy. Richa wstrzymała oddech. Jak wiele kobiet, Richa czasami czuła się skrępowana tym, jak się czuje na dole. Niepotrzebnie martwiła się o to, co myśli Andre, bo brat wtulił twarz między jej uda i z apetytem oblizał jej cipkę…

„Tak bardzo za tobą tęskniłem” – powiedział Andre, pochylając Richę nad pobliską ławką i wbijając się w nią. W ciemności, w bladym świetle księżyca, chwycił ją za biodra i z zapałem pieprzył. Richa wrzasnęła, rozkoszując się uczuciem penisa Andre w swojej cipce. Nie pieprzyli się od tygodnia, zwłaszcza że cholerni żandarmi przeczesywali nocą każdy centymetr bazy, stanowiąc realne zagrożenie dla żołnierzy, którzy się tam bawili.

„Klepnij mnie w tyłek i pociągnij za włosy, skurwielu” – syknęła Richa, a Andre roześmiał się, wbijając swojego wielkiego kutasa w jej cipkę i obserwując, jak jej wielki, brązowy tyłek podryguje pod siłą jego pchnięć. Chwytając garść kręconych, ciemnych włosów Richy, szarpnął ją za głowę i uderzył w tyłek, kontynuując ruchanie. Richa jęknęła cicho i zacisnęła zęby, by znieść rozkoszną przyjemność i rozkosznie gorący ból, który czuła w dole, gdy Andre walił w jej cipkę. Robili to przez dłuższą chwilę, a potem przerwali.

„Co się z nami stanie?” – wyszeptała Richa, opierając się o Andre, gdy siedzieli pod drzewem, w ciemności. Odwróciła się, by spojrzeć na Andre, a pełnia księżyca oświetliła jego twarz, nadając mu upiornie przystojny wygląd w słabym świetle. Mężczyzna, którego kocham i za którego dałabym wszystko, pomyślała Richa z uśmiechem. Andre delikatnie pogłaskał ją po twarzy i wzruszył ramionami.

„Porucznik Colley to porządny gość, przetrwamy to gówno, a potem przejdziemy szkolenie i zostaniemy prawdziwymi żołnierzami. Pokażemy Kanadzie i światu, że czarni i brązowi mogą służyć temu krajowi równie dobrze, jak bladzi gnoje” – powiedział Andre Guerrier swoim głębokim, charyzmatycznym głosem. Richa Sharma spojrzała na niego i uśmiechnęła się, po czym pocałowała go w usta.

„Kiedy jestem z tobą, mogę wszystko. Sprawiasz, że czuję się nie tylko kochana, ale i niezwyciężona. Dziękuję ci za to” – powiedziała Richa Sharma, biorąc twarz André Guerriera w dłonie. Młody mężczyzna uśmiechnął się do niej, a potem, trzymając się za ręce, weszli w ciemność. O świcie André i Richa byli już w swoich koszarach, wypoczęci i gotowi na rozpoczęcie radosnego i ekscytującego dnia jako szeregowcy w bazie Kanadyjskich Sił Zbrojnych w Trenton. Z nadejściem zmroku, oczywiście, łamali wszelkie zasady, wymykali się i bawili po swojemu.

Leave a Comment