„Fascynacja kobietami sikhijskimi to zły nawyk dla muzułmanina, zwłaszcza pochodzenia afrykańskiego” – ostrzegał mój przyjaciel Sanjay Singh, młody Hindus, którego znam od pierwszego roku w Algonquin College. Oboje byliśmy nowicjuszami w Ottawie w Ontario i zaczęliśmy studia w tym samym czasie. Pomimo odmiennego pochodzenia, zżyliśmy się ze sobą. Zawsze darzyłem Sanjaya wielkim szacunkiem i sympatią, to inteligentny i porządny młody człowiek. Po prostu nigdy nie słucham, co ma do powiedzenia…
„Stary, jak mogłeś tak powiedzieć? Gdybyś zobaczył ten wielki, piękny tyłek Jagdeepa, zrozumiałbyś, dlaczego muszę krzyczeć” – odpowiadam, a Sanjay przewraca oczami. Jesteśmy w bibliotece Nepean Centrepointe i jak wielu przyszłych absolwentów, pracujemy nad naszymi CV. Za kilka tygodni będę miał dyplom z podstaw policji w Algonquin College i szukam pracy w Ottawie i reszcie Ontario.
Myślę o zostaniu stróżem prawa. Moim wymarzonym zajęciem jest praca policjanta, ale mam dopiero dwadzieścia kilka lat i nie sądzę, żeby chcieli zatrudniać tak młodych facetów z cienkim CV. Tak właśnie wygląda życie wykształconych młodych mężczyzn z mniejszości w Ottawie. Ukończyliśmy lokalne uczelnie i uniwersytety, a rząd nie chce nas zatrudnić, bo brakuje nam doświadczenia i nie pozwala nam zdobyć tego, które w ogóle wiąże się z pracą. To prawdziwa pułapka…
„W twoim przypadku liczy się tylko tyłek, Ishaq, nigdy się nie zmienisz” – odpowiada Sanjay, a ja już mam go zbesztać, gdy bibliotekarz, wysoki, biały facet w grubych, kujonowatych okularach, przechodzi obok i posyła nam ten irytujący uśmiech, który zazwyczaj poprzedza przysłowiowe uciszanie. Sanjay kończy rachunkowość i chce pracować w Kanadyjskiej Agencji Podatkowej. Już widzę mojego ulubionego, niskiego, łysego, południowoazjatyckiego kolesia pracującego jako rządowy pachoł. Ma do tego nijaką osobowość i w ogóle…
Po dopracowaniu CV, wysłałem je do różnych agencji zatrudnienia i portali oferujących usługi rekrutacyjne dla różnych firm. Chcę pracować w organach ścigania i chociaż bycie policjantem lub funkcjonariuszem służby więziennej to najlepsze miejsca, to nie wszystko. Przyglądałem się nawet kilku prywatnym agencjom ochroniarskim, takim jak Commissionaires i Securitas Canada. W przeszłości pracowałem jako policjant do wynajęcia i generalnie było w porządku. Po prostu nie to, co myślałem, że będę robił po studiach, rozumiesz?
Ostatnio wiele przeszedłem, mimo że udawałem spokój, zamiast być melodramatycznym, jak niektórzy. Ja, Isaac Sylvestre, urodziłem się na Haiti w 1992 roku. Moi rodzice, Luther i Anne-Marie Sylvestre, odwiedzali Kanadę ze mną, gdy byłem młodszy. Zakochałem się w tym pięknym kraju w tych błogich czasach, na długo przed nadejściem mrocznych czasów, które nękały moją rodzinę i kraj mojego urodzenia. To były czasy, mówię wam…
Mój stryj, Louis Sylvestre, mieszkał w Orleans w Ontario i spędzaliśmy u niego wakacje. Po trzęsieniu ziemi w 2010 roku, które zniszczyło Port-au-Prince, sytuacja na wyspie Haiti nie była już stabilna i rodzice wysłali mnie do Kanady, abym zamieszkał z moim wujkiem Louisem. Moje pierwsze dni w Ottawie nie były łatwe, ponieważ byłem daleko od domu, a Kanada ma skomplikowaną historię przyjmowania uchodźców.
Minęło siedem lat i teraz, po wielu perturbacjach z urzędami imigracyjnymi, jestem stałym rezydentem Kanady. Kilka lat temu przyjąłem islam i teraz posługuję się pseudonimem Brat Ishaq. Jeśli musicie wiedzieć, Ishaq to arabska forma biblijnego imienia Izaak. Nie widuje się tu wielu haitańskich muzułmanów. Pochodzę z katolickiego środowiska, ale zakochałem się w islamie na studiach. Wielu ludzi to zaskakuje, ale ignoruję sceptyków i po prostu żyję swoim życiem.
Ukończyłem studia z podstaw policji w Algonquin College, tutaj, w Ottawie, w Ontario. Och, i jak wielu młodych ludzi w całym tym wielkim kraju, zastanawiam się nad swoją przyszłością. Część mnie pragnie wrócić na wyspę Haiti i zobaczyć, co stało się z moją ojczyzną po trzęsieniu ziemi. Inna część chce zostać w Ottawie i dalej budować tu życie. Co ma zrobić brat?
Możesz mnie zobaczyć chodzącego, mierzącego 185 cm, krzepkiego i ciemnoskórego młodego czarnoskórego mężczyznę z zadbanymi dredami i zgrabną, stylową bródką, i będziesz snuć domysły na mój temat. Wiem, co wy, ludzie, widzicie, kiedy na mnie patrzycie. Koszulka Boba Marleya, wyblakłe dżinsy i czarne Timberlandy mogą sprawić, że pomyślisz, że wiesz o mnie wszystko. Od rodzaju jedzenia, które lubię, po styl muzyki, który preferuję. I będziesz w stu procentach w błędzie w swoich domysłach…
Ludzie zawsze są zaskoczeni, kiedy dowiadują się, że lubię muzykę country, zwłaszcza nieżyjącego już, wspaniałego Johnny’ego Casha. Lubiłem tego starego gościa, podobnie jak mój ojciec. Jego stary hit „Hurt” to ścieżka dźwiękowa mojej duszy, przysięgam, do cholery. Czarni mężczyźni, którzy lubią muzykę country, istnieją, trzeba się z nimi pogodzić. Uważam, że to skrajna arogancja zakładać, że ich nie kochamy. Znam wielu białych facetów, którzy kochają rap i hip-hop. I to jest w porządku. Muzyka to dźwięk, który łączy całą ludzkość. Słuchaj tego, co kochasz i pozwól innym robić to samo, mówię…
„Sanjay, skończyłem, przyjacielu, odezwę się później” – powiedziałem nieco zamyślony, a Sanjay spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Przybiliśmy pięści, a potem czmychnąłem stamtąd, pakując CV do plecaka. Cholera, od dawna nie mogłem się doczekać, żeby skończyć szkołę, a teraz, kiedy w zasadzie już z nią skończyłem, czuję się dziwnie. Wyszedłem z biblioteki i przeszedłem się trochę po okolicy. Skończyłem w kierunku stacji Baseline, która jest tuż obok kampusu i zgadnijcie, na kogo wpadłem?
„Ishaq, czy to ty?” – rozbrzmiewa melodyjny głos Jagdeep Kahlon. Patrzę na wysoką, wysportowaną, ale krągłą młodą sikhijkę i uśmiecham się. Ubrana w niebieską koszulę z długim rękawem i obcisłe czarne spodnie, które podkreślają jej krągłości, Jagdeep wygląda olśniewająco. Dziś ma na sobie swój charakterystyczny czarny turban. Zrozumiałe, że jestem trochę zdenerwowana. Jagdeep tak na mnie działa. Spotkałam ją w domu towarowym, w którym pracuję jako specjalistka ds. zapobiegania stratom, i zaparła mi dech w piersiach. Kiedy później spotkałam ją w Algonquin College, wydała mi się jak Kismet. Gdyby tylko wszystko potoczyło się tak, jak zamierzałam…
„Sat Sri Akaal” – odpowiadam i delikatnie kiwam głową. Jagdeep uśmiecha się i żartobliwie klepie mnie po ramieniu. Zawsze tak robi, kiedy witam się z nią w tradycyjny sposób, typowy dla indyjskich sikhów. Dzięki niej wiem dużo o sikhizmie. Wiem o ich swoistym proroku, Guru Nanaku, oraz o fundamentalnych zasadach i zasadach sikhizmu. Moim zdaniem to bardziej filozofia niż religia, ale podoba mi się. Jestem dumnym muzułmaninem i szanuję wszystkie inne religie, w tym sikhizm.
„As Salaam Alaikum, Ishaq, co tu robisz, bracie?” – pyta Jagdeep, a ja się uśmiecham i wzruszam ramionami, po czym wyciągam CV z plecaka i pokazuję jej. Jagdeep pochyla się trochę za blisko, gdy patrzy na moje CV. Staram się udawać spokój, czując jej delikatny zapach perfum zmieszany z naturalnym, kobiecym aromatem. Nienawidzę, kiedy kobiety tak robią. Podchodzą za blisko, a potem zachowują się, jakby nie zdawały sobie sprawy z tego, jak wpływają na brata…
„Szukam pracy, lubię pracować w sklepie, ale chcę robić coś więcej” – odpowiadam, a Jagdeep uśmiecha się szeroko. Patrzę na tę brązowoskórą piękność o czekoladowych oczach, pięknej twarzy i żywym, czarującym uśmiechu. Wstrzymuję oddech, gdy jej wzrok prześlizguje się po moim CV, kiwa głową, a potem z jakiegoś powodu czuje się zmuszona złapać mnie za bródkę i pociągnąć za nią. Nienawidzę, kiedy Jagdeep tak robi. Żartuję, uwielbiam to. Udaje mi się jednak udawać obrażoną, a Jagdeep śmieje się i prycha przy tym…
„Stary, to świetne CV, widzę w nim kilka błędów, ale wpadnij do mnie na lunch, a dam ci kilka wskazówek” – proponuje Jagdeep, a ja się uśmiecham i kiwam głową. Przechodzimy przez ulicę i kierujemy się w stronę Woodroffe Avenue, a stamtąd do restauracji Cathay, chińskiej knajpki, która serwuje całkiem niezłe jedzenie. Uwielbiam chińskie jedzenie i to widać. Ważę dwieście pięćdziesiąt funtów i staram się schudnąć. Praca w policji wymaga sprawności fizycznej, rozumiesz?
„Cholera, kobieto, możesz jeść” – mówię z podziwem, gdy Jagdeep zamawia smażony ryż z krewetkami, makaron, trzy sajgonki i dwie Pepsi. Powinienem wspomnieć, że Jagdeep to fanatyczka fitnessu, która ćwiczy na siłowni Algonquin College trzy razy w tygodniu i studiuje pielęgniarstwo praktyczne. Jak dziewczyna, która tak się odżywia, spala kalorie? Rozmyślam o tym, siedząc z nią i patrząc, jak pochłania smażony ryż z krewetkami, jakby nigdy nic.
„Mam szybki metabolizm” – mówi Jagdeep, przerywając, po czym połyka drugą sajgonkę i puszcza do mnie oko. To gest, który zdecydowanie trafia do pewnej części mojego ciała, jeśli rozumiesz, o co mi chodzi. Popijam Pepsi i odgryzam trochę smażonego ryżu z krewetkami. Jako praktykująca muzułmanka, staram się unikać niektórych restauracji, ponieważ ich produkty wieprzowe są dla mnie haram, czyli zakazane, ale robię wyjątek, bo, cóż, lubię Jagdeep. Bardzo.
„No i jak tam życie i praca w sklepie?” – pytam, popijając resztkę Pepsi, a Jagdeep uśmiecha się i wzrusza ramionami. Zdumiona patrzę, jak wysoka sikhijska piękność beka lekko po wypiciu Pepsi, i kręcę głową. Kobiety nigdy nie przestają mnie zadziwiać. Pochodzę z haitańskiej rodziny, a tam, skąd pochodzę, kobieta nie robi pewnych rzeczy. Jagdeep wygląda na porządną i grzeczną, pogodną i tak dalej, ale to dzika kobieta, widać to w jej oczach.
„Zamierzam skończyć studia, cieszyć się latem, dobrze się bawić, a potem wymyślić kolejny krok” – odpowiada Jagdeep, uderzając dłonią w stół. Prawie się wzdrygam i uśmiecham na widok jej śmiałości. Znamy się już jakiś czas. Kiedy się poznaliśmy, moją ulubioną pendżabską pięknością był młody sikh o imieniu Jaspal Kaur, a ja byłem w związku z pewną Karaibką o wielkim tyłku o imieniu Natalia, którą poznałem pewnej nocy na stacji metra O-Train na Uniwersytecie Carleton. Kilka lat później żaden z naszych związków nie wypalił, ale Jagdeep i ja nadal się przyjaźnimy…
„Tak, słyszałem” – odpowiadam i już mam powiedzieć coś jeszcze Jagdeepowi, gdy ktoś wchodzi do restauracji Cathay. Wysoka, brązowoskóra, młoda kobieta z długimi, ciemnymi włosami, wyglądająca na południowoazjatycką, w towarzystwie chudego, łysego białego mężczyzny. Podchodzą do lady i składają zamówienie, a starsza Chinka, która tam pracuje, przyjmuje je. Kiedy z nią rozmawiają, młoda kobieta upuszcza etui na telefon i schyla się, żeby go podnieść. Jako prawdziwy i prawy dupek, nie mogę powstrzymać się od gapienia się na ten wielki tyłek…
„Cholera, Ishaq, to twoja słabość, prawda? Po prostu uwielbiasz duże tyłki” – śmieje się Jagdeep, po czym klepie mnie w ramię tak mocno, że aż mnie zabolało. Kiwam głową i rumienię się, wdzięczny, że jako brat o czekoladowym kolorze skóry tego nie widać. Biali i inni są zabawni ze swoim zwyczajem czerwienienia się. My, bracia, mamy absolutnie pokerową twarz, jeśli się nad tym zastanowić. Nie zgadzasz się? To miej cholerne poczucie humoru. Uśmiecham się do Jagdeep i wzruszam ramionami. Stwierdzenie tej kobiety jest zdecydowanie prawdziwe, w obu przypadkach…
„Przepraszam za to” – mówię w końcu, a Jagdeep uśmiecha się tajemniczo i wstaje. Patrzę, jak idzie do toalety na tyłach sklepu, zastanawiając się, czy zrobiłem coś złego. Tak, pociąga mnie Jagdeep i myślę, że ona o tym wie, ale z kobietami nigdy nic nie wiadomo. W jednej chwili podoba im się twoja szczerość, a w drugiej jest dla nich czymś zniechęcającym. Co za pech. Wciąż rozmyślałem nad tym, patrząc, jak Jagdeep paraduje z tym wielkim tyłkiem w tych za ciasnych czarnych dżinsach, gdy nagle pochyliła się, jakby chciała zawiązać sznurówkę…
„Ojej” – szepczę, a moje serce przyspiesza, gdy wielki, piękny tyłek Jagdeep wypełnia moje pole widzenia. Jagdeep odwróciła głowę, zawiązując sznurówkę, i nasze oczy się spotkały. „Na pewno masz na imię Ishaq” – pomyślałam i szybko odwróciłam wzrok, wiedząc, że ta wysoka, krągła i puszysta sikhijska piękność z Indii na pewno mnie widziała. Jagdeep wstaje, śmieje się cicho i wchodzi do łazienki. Będzie niezręcznie, kiedy Jagdeep wróci – pomyślałam ponuro.
„Witaj z powrotem, Jagdeep. Powiedz, chcesz jeszcze Pepsi? Jeśli tak, to na mój koszt” – mówię trochę za szybko, kiedy w końcu wraca, kilka minut później. Wstaję nawet i odsuwam jej krzesło, a Jagdeep kiwa głową, po czym uśmiecha się przebiegle, siadając naprzeciwko mnie. Wyraz jej pięknej twarzy podpowiada mi, że na pewno widziała, jak obczajam jej tyłek. I nie ma mowy, żebym się wykręcił od przyznania…
„Och, spoko, Ishaq, więc czy mój tyłek jest ładniejszy od jej?” szepcze Jagdeep, a ona pochyla się bliżej, a jej śliczna twarz jest o centymetry od mojej. Zupełnie zapominam o drugiej brązowej dziewczynie przy ladzie z jej białym chłopakiem, gdy wzrok Jagdeep wpatruje się w moje. Zamieram. Absolutnie nie mogę się ruszyć. Chyba zamarłem znacznie mniej wtedy, kiedy gliny zatrzymały mnie na autostradzie 417 za przekroczenie prędkości i dały mi gigantyczny mandat, po tym jak zignorowałem moje wymówki. Cholera, człowieku.
„Jagdeep, twoja dupa to dzieło sztuki, powinna być w muzeum” – usłyszałem swoją odpowiedź, starając się brzmieć gładko i pewnie, jak mój idol Will Smith w filmach takich jak „Hitch” czy „Focus”. Jagdeep uśmiecha się do mnie tak, jak wąż uśmiecha się do ptaka, zanim go rzuci, tylko że jest piękna i nieodparta, i zupełnie nie przypomina węża. Przepraszam, jestem zdenerwowany i bredzę, jasne?
„Dobra odpowiedź, wielkoludzie” – odpowiada Jagdeep, chwyta mnie i całuje. Jestem oszołomiony, zszokowany i czuję wiele innych rzeczy. Instynkt bierze górę, a nerwowość schodzi na dalszy plan. Odwzajemniam pocałunek, rozkoszując się dotykiem jej języka w ustach i modląc się, żebym nie miał nieświeżego oddechu. Pocałunek trwa tylko kilka sekund, ale wydaje się znacznie dłuższy. Wpatrujemy się w siebie z Jagdeepem, a ja się uśmiecham. Ona też się uśmiecha, a potem wraca do jedzenia, jakby nic się nie stało.
„Twoje usta smakują słodko” – mówię w końcu, a Jagdeep uśmiecha się, kiwa głową i kontynuuje jedzenie. Czuję się świetnie, ale jednocześnie czuję, że jest coś, co powinnam zrobić albo powiedzieć, czego nie robię ani nie mówię. Ten pocałunek zaskoczył mnie, jak zawsze pierwsze pocałunki. Rozglądam się po restauracji i nagle uświadamiam sobie, że wszyscy się na nas gapią, od starszej Chinki za ladą, przez tę parę, która właśnie weszła, po innych klientów. Nieważne…
„Dziękuję, Ishaq, nie gadaj z pełnymi ustami” – mówi Jagdeep, a jej głos staje się władczy i nerwowy, a nie zalotny. Widzisz, co ci mówiłem o kobietach i ich zwyczaju podrywania facetów? Na szczęście jestem typem brata, który lubi kobiety z ostrym charakterem, więc to całkowicie w moim guście. Kiwam pojednawczo głową i muskam dłonią dłoń Jagdeep. Wydawało mi się, że to po prostu właściwe. Już mam coś powiedzieć, gdy druga para, brązowowłosa dziewczyna z białym facetem, przechodzi obok nas ze swoim zamówieniem. Patrzą na nas z dezaprobatą. Jagdeep ściska moją dłoń i uśmiecha się do nich wyzywająco, a moje serce przyspiesza.
„Jagdeep, droga pani, jeśli będziesz mi dalej rozkazywać, to w końcu zacznę się z tobą spotykać” – odpowiadam, odchylając się na krześle i uważnie przyglądając się pięknej, tajemniczej kobiecie siedzącej naprzeciwko mnie. Jagdeep unosi swoje supergęste brwi i zdaje się nad czymś zastanawiać, po czym mruga do mnie, uśmiecha się i wraca do jedzenia. Uwielbiam dobre kryminały, a teraz, kiedy wiem, jak postępuje Jagdeep, nie będę chciał jej puścić. Czekajcie na więcej…